Polska motoryzacja przed dziejową szansą
Gdy pasja pokrywa się z wykonywanym zawodem można mówić o szczęściu. Niewielu ono spotyka. Wśród tych nielicznych jest Adam Sikorski, współtwórca Grupy Kapitałowej UNIMOT, szef Polskiej Grupy Motoryzacyjnej i prezes zarządu spółki Polskie Zakłady Lotnicze Sędziszów.
2017-06-25, 16:30
Posłuchaj
Motywy, jakie towarzyszyły Sikorskiemu przy obejmowaniu tej ostatniej funkcji dowodzą właśnie owego wymarzonego dualizmu, bo jak sam powiada z jednej strony było to zainteresowanie biznesem i pragnienie wyprowadzenia PZL Sędziszów ponownie na pozycję lidera w dziedzinie produkcji filtrów do silników, a z drugiej sentyment do lotnictwa związany z polskimi tradycjami, które rodziły się za czasów II Rzeczypospolitej. „Zostało już bardzo niewiele polskich zakładów przemysłu lotniczego, więc tym bardziej się cieszyłem, że mogę połączyć biznes z pasją: ratowanie i rozwijanie firmy powiązanej z produkcją lotniczą.”
PZL Sędziszów powstała w 1939 roku na tydzień przed wybuchem wojny. Co prawda dla przedwojennego lotnictwa niewiele już mogła zdziałać jednak zasłużyła się pod tym względem po wojnie, a w jeszcze większym stopniu dla rozwoju polskiej motoryzacji „naziemnej”. Produkując filtry miała wielki udział w zmotoryzowaniu Polski, po której zaczynały jeździć Syreny, Warszawy, Polskie Fiaty i Polonezy.
Biznesowo –lotnicze zainteresowania Adam Sikorskiego dały o sobie znać już we wczesnej młodości. Jednak trzeba pamiętać, że dorastał w latach osiemdziesiątych i ówczesne realia, jak sam przyznaje, wyznaczały też w pewnym stopniu granice zainteresowań i …marzeń o tym, co będzie się robiło w życiu. „Pamiętam również stan wojenny i wiem, że w tych czasach człowiek myślał przede wszystkim jak znaleźć zajęcie, które da stałą pracę”. Ale oczywiście chciał pracować w motoryzacji, do czego również obligowały tradycje rodzinne. Ojciec Adama był związany z sektorem motoryzacyjnym od zakończenia studiów na Politechnice Poznańskiej , pracował w Polmozbycie – jedynej firmie, która handlowała częściami samochodowymi.
Kierunek motoryzacja
Dlatego konsekwentnie zgodnie z zainteresowaniami wybrał kierunek edukacji. Wbrew namowom mamy, aby rozpoczął naukę w liceum, zdał egzaminy do technikum samochodowego. Plan był taki: zdobycie fachu mechanika pomoże w założeniu własnego warsztatu samochodowego, czyli jednego z nielicznych, dostępnych wówczas dla zwykłego obywatela prywatnych biznesów. Rodzinny warsztat mieli prowadzić on i starszy brat pod kierownictwem ojca. - Na stole w dużym pokoju kreśliliśmy plany jak ma wyglądać nasze wymarzone miejsce pracy i w tym kierunku się kształciliśmy w pięcioletnim technikum samochodowym - wspomina.
REKLAMA
Dziś lista dyplomów Adama Sikorskiego związanych z pobieranymi naukami jest imponująca. Otwiera ją tytuł magistra Wydziału Zarządzania Politechniki Częstochowskiej. Są świadectwa ukończenia studiów MBA i DBA w Polskiej Akademii Nauk. Szkoli się też poza oficjalnym systemem edukacji, a mianowicie jest certyfikowanym coachem i mówcą John Maxwell Team. „Staram się cały czas rozwijać, bo myślę, że to bardzo ważne w życiu zawodowego menadżera, aby cały czas podnosić swoje kwalifikacje”.
Marzenia z wczesnej młodości o własnym biznesie samochodowym pozostały niezrealizowane , ale też nie całkiem legły w gruzach. Tak się miało okazać nieco później. Najpierw, chronologicznie rzecz biorąc bracia Sikorscy założyli swoją pierwszą firmę .w roku 1992 utworzyli Grupę Kapitałową UNIMOT, będącą jedną obecnie jedną z największych prywatnych spółek energetycznych w kraju. Adam miał wtedy 20 lat, starszy brat studiował już na 3 roku Politechniki Częstochowskiej. Przedsięwzięciu sprzyjał moment dokonujących się zmian ustrojowych. Spółka UNIMOT S.A. stworzyła wokół siebie grupę kapitałową złożoną z firm, działających na rynku paliwowo –energetycznym. Składowe przedsiębiorstwa zajmują się między innymi rozwijaniem działalności w sektorach: gazu ziemnego i energii elektrycznej. Nadeszła też chwila, gdy zaowocowały doświadczenia wynikające z przygotowywania się do stworzenia warsztatu samochodowego. Bowiem w 1999 roku firma związała się biznesowo z dużym producentem samochodów ciężarowych jakim jest Skania. „Przez osiem lat blisko byłem związany z tym koncernem, reprezentowaliśmy go na południu Polski, była to nauka kultury pracy , zarządzania …Nie pracowałem jako mechanik, do czego kiedyś się przygotowywałem , ale ta podstawowa wiedza nabyta w technikum samochodowym bardzo mi wtedy pomogła”.
Sędziszów S.A czyli przywracanie wiary
Chronologicznie rzecz biorąc kolejny ważny etap w karierze Sikorskiego to rok 2012, kiedy został przewodniczącym rady nadzorczej i głównym udziałowcem PZL Sędziszów S.A. – czołowego krajowego producenta filtrów dla motoryzacji . 3 lata później objął stanowisko prezesa zarządu firmy. W latach siedemdziesiątych otrzymała ona bardzo duży zastrzyk technologii , gdy Polska kupowała licencje na produkcję Fiatów 125 i 126 p, jej produkcja miała też znaczenie przy wytwarzaniu Polonezów. To sprawiało , że zakład w lata 90-te wszedł w dobrej kondycji. Był nowoczesny, wyposażony w maszyny sprowadzone z Zachodu. Jednak później błędy w zarządzaniu, problemy z nadzorem, bo spółka była przekazywana od ministra skarbu do wojewody, sprawiły że zaczęła powoli tracić rynek. Kryzys zaczął się w 1997 roku i trwał aż do 2012.
„Zakład zastałem , gdy zatrudnienie wynosiło około 350 osób, podczas gdy 15 lat wcześniej 2 tysiące. W tak małej miejscowości jak Sędziszów, która liczy 8 tysięcy mieszkańców, tak duża strata miejsc pracy odcisnęła się fatalnym piętnem na życiu lokalnej społeczności”. Ludzie byli zmęczeni ciągłą, nieskuteczną restrukturyzacją i to co musiał przede wszystkim zrobić nowy szef, to przywrócić wiarę w to , że można coś zrobić efektywnie i wydźwignąć zakład z upadku. A.Sikorski podkreśla, że bardzo sobie ceni współpracę z załogą , związkami zawodowymi . „Wielu przedsiębiorców nie wierzy w to ,że można dobrze współpracować ze związkami, u nas udaje się to znakomicie, jest duże zrozumienie i zaufanie”. Od chwili, gdy załoga zaczęła wierzyć ,że można wrócić na właściwe tory , szef stara się jej nie przeszkadzać . Jego zdaniem są tam wspaniali inżynierowie , specjaliści znający swój fach i wiedzący co należy robić, wystarczy co najwyżej podpowiadać. Daje tu o sobie znać prawda , mówiąca o znaczeniu właściwego doboru kadry. Analogicznie do sentencji : pokaż mi swoich przyjaciół , a powiem ci kim jesteś , można powiedzieć pokaż mi swoich współpracowników , a powiem ci jakim jesteś menadżerem . I właśnie między innymi z solidności i profesjonalnego przygotowania podwładnych czerpie swoje siły szef Sędziszowa S.A. Nie ogranicza rozwoju organizacji przedsiębiorstwa , ale ją inspiruje , a kiedy trzeba za nią podąża. To przynosi dobre rezultaty, firma zwiększa swój udział w rynku , wraca na rynki zagraniczne , jest obecna na targach motoryzacyjnych . Ostatnio prezentowała swoje wyroby na w Belgradzie , Bolonii i Birmingham. Jest coraz więcej kontrahentów zagranicznych.
REKLAMA
Rozwija się też spółka UNIMOT , która od marca 2017 roku jest notowana na głównym parkiecie warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. - To duże osiągnięcie , ale też duże zobowiązanie w stosunku do inwestorów ,którzy zaufali spółce powierzając jej swoje środki finansowe. Nie zawiedziemy ich –podkreśla Adam Sikorski. W tym roku był jednym z inicjatorów powstania Polskiej Grupy Motoryzacyjnej , stanął na jej czele. Grupa powstała na zapotrzebowanie rynku. Warto przypomnieć ,że branża motoryzacyjna to bardzo duża część polskiej gospodarki, sektor, który wytwarza 10% krajowego PKB, zatrudnia kilkaset tysięcy osób. Niestety udział polskich firm w tym sektorze nie jest tak duży jak należałoby tego oczekiwać. Ze 130 mld złotych przychodu branży Automotiv, tylko 6% jest generowane przez polskie podmioty. Jest to sektor zdominowany przez kapitał zagraniczny. Oczywiście to ważne , że ten kapitał jest w Polsce. Zagraniczne fabryki zatrudniają polskich inżynierów, i na tej bazie zarówno w przemyśle samochodowym jak i w lotnictwie, może powstaną kiedyś nasze rodzime przedsiębiorstwa jako zręby krajowego biznesu. Tworząc Polską Grupę Motoryzacyjną nasi przedsiębiorcy uznali , że korzystając z wzorców zagranicznych : angielskich , niemieckich i francuskich , trzeba się zjednoczyć , jednym głosem mówić o problemach i zdecydowanie współpracować. W ciągu 8 miesięcy od powstania skupiono się na pracy wewnątrz grupy . Jej członkowie odwiedzają zakłady partnerów , poznają najlepsze praktyki, i uczą się od siebie wzajemnie . W ostatnim czasie podjęto zdecydowane działania mające na celu nawiązywanie kontaktów z podmiotami mającymi wpływ na rynek motoryzacji . Między innymi podpisano umowę z Polską Agencją Inwestycji i Handlu, która odpowiada za przyciąganie zagranicznych inwestorów. W dokumencie tym mówi się, że Polska Grupa Motoryzacyjna , reprezentująca polskie zakłady będzie wspomagać PAIH w sytuacji , gdy pojawi się zagraniczny inwestor zainteresowany budową fabryki Automotiv w Polsce. Grupa będzie rekomendować i zalecać , aby polskie firmy zostawały dostawcami do tych fabryk , aby także mogły skorzystać z pojawienia się zagranicznego inwestora. Warunkiem członkostwa w PGM jest posiadanie przez polskich udziałowców firmy 51% jej kapitału . Jednak z budowy fabryki silników Mercedesa w Jaworze koło Legnicy wszyscy są zadowoleni , choćby dlatego , że w otoczeniu niemieckiej firmy będą działały polskie firmy kooperujące .Poza tym filia niemieckiego potentata będzie oddziaływać na polskie przedsiębiorstwa poprzez stosowanie nowych rozwiązań technologicznych.
Powiada się ,że Mercedes otrzymał dofinansowanie z budżetu naszego państwa, w wysokości 20 mln euro, przy wartości inwestycji wynoszącej 500 mln euro . - Nauka, którą otrzymają polscy inżynierowie i inni pracownicy, i którą będą potem mogli wykorzystać w polskich zakładach, kosztowałaby dużo więcej, a więc korzystajmy z tego, mądrze to róbmy , a na ile się da uczmy się i starajmy powtarzać te wzorce, które oni już wypróbowali - podkreśla Adam Sikorski.
Konkurencja polsko-polska może być źródłem problemów
O sprowadzenie inwestora nie jest łatwo , o czym przekonaliśmy się na przykładzie filii Jaguara. Konkurencję z Polską wygrała Słowacja i to na jej terytorium hinduski koncern buduje fabrykę .Z informacji pojawiających się w krajowych i zagranicznych mediach wynika , że po polskiej stronie zabrakło koordynacji działań ocenia szef Polskiej Grupy Motoryzacyjnej. Agend i osób, które zajmowały się ściągnięciem tego inwestora było dosyć dużo i czasami może nawet konkurowały ze sobą. Wydaje się , że dziś jest to już lepiej skoordynowane i być może dzięki temu sukcesem zakończyły się starania o sprowadzenie Mercedesa.
Trzeba zabiegać o te inwestycje , bo stanowią one zastrzyk know –how , technologii do Polski , a z tym , że w ramach tych przedsięwzięć nie pojawia się logo polskiego pojazdu , tak jak kiedyś Poloneza czy Fiata , trzeba się na razie pogodzić. Taka fabryka jak ta Mercedesa musiała gdzieś powstać , lepiej żeby było to w Polsce niż gdzie indziej .Tymczasem kontynuowane są prace nad polską Syreną . Samochód powstaje w MTZ Kutno, przy współpracy między innymi z Przemysłowym Instytutem Motoryzacji.
REKLAMA
Pojazd elektryczny – szansa dla polskiego sektora motoryzacyjnego
Trwają prace nad polskim pojazdem elektrycznym . Spółka ElectroMobility Poland przeprowadziła konkurs na tego rodzaju konstrukcję .Wzbudził on wiele emocji, zdania co do efektów są podzielone. „Różnie jest to oceniane , ale ja się cieszę , że coś się dzieje, że staramy się , że próbujemy” – podkreśla Adam Sikorski. Jego zdaniem następuje zmiana trendów . Jesteśmy w przełomowym momencie, gdy między rokiem 2017 , a 2025- 2030 , wyklaruje się decyzja , co stanie się napędem przyszłości . Wiele wskazuje na to, że nie będzie to Diesel z ON , ani klasyczny silnik benzynowy . Co zdobędzie prymat ? Możliwości rysują się różne: połączenie silnika spalinowego z silnikiem elektrycznym , tylko napęd elektryczny , może silnik na wodór lub gaz ziemny. Jednak która z tych koncepcji zwycięży i czy nie będzie to coś zupełnie nowego , tego na razie nie wiemy. Ale to daje szansę polskim konstruktorom , polskiemu przemysłowi motoryzacyjnemu. Możemy tak sądzić biorąc pod uwagę fakt , że jesteśmy potęgą w wytwarzaniu części samochodowych, jesteśmy w stanie wyprodukować każdą część potrzebną do złożenia pojazdu , bo dzisiaj nie ma fabryk samochodów , ale są montownie korzystające z poddostawców Dlatego warto wziąć udział w tym wyścigu i spróbować już dziś coś zrobić, ponieważ taka następna szansa może się pojawić za 30 lat , a może jej nie być w ogóle. Również dziś trzeba zdaniem Adama Sikorskiego rozwiązać problem dotyczący certyfikowania części samochodowych. Nie ma obowiązku dokonywania tego od 2004 roku. Przed przystąpieniem naszego kraju do Unii potwierdzenie tego ,że wyrób jest bezpieczny stanowił certyfikat bezpieczeństwa , który uprawniał producenta do opatrywania produktu znakiem bezpieczeństwa „B”. Takiemu oznakowaniu podlegały towary określone stosownym rozporządzeniem Rady Ministrów. Potwierdzenia zgodności z wymogami bezpieczeństwa dokonywały wyznaczone przez Polskie Centrum Akredytacji niezależne jednostki certyfikujące. Kiedy Polska przystąpiła do Unii znak „B” przestał być dokumentem pozwalającym na wprowadzenie np. części samochodowej na rynek. Zgodnie z unijnymi zasadami to producent , a nie niezależna jednostka certyfikacyjna potwierdza zgodność z unijnymi normami , czego ma dowodzić znak CE.
„Zniknął znak „B” i pomimo , że były plany , aby wrócić do obowiązkowej certyfikacji , minęło wiele lat i nic się w tym zakresie nie dzieje . My jako Polska Grupa Motoryzacyjna , a więc producenci , a także wiele ośrodków badawczych jesteśmy za tym , aby tę certyfikację przywrócić” –zaznacza Sikorski. Problemu upatruje w zmianach jakie zaszły w strukturze rynku .Napływają części samochodowe z gospodarek wschodzących azjatyckich i południowoeuropejskich . Są efektownie opakowywane, sprzedawane pod markami o niemieckojęzycznym brzmieniu , co ma budzić zaufanie. Polska chce być otwarta na współpracę w tej dziedzinie , ale przy stosowaniu tych samych zasad dotyczących bezpieczeństwa. Ostatnio o certyfikacji jest znowu głośniej , pojawiły się pewnego rodzaju rozwiązania pośrednie. Została wprowadzona certyfikacja dobrowolna. Argumentem za nią jest kompromis pomiędzy tymi , którzy chcą certyfikować , a tymi którzy są przeciw. Polska Grupa Motoryzacyjna sprzeciwia się takiemu rozstrzygnięciu .Jej szef uważa , że nie ma tu miejsca na kompromis, ponieważ sprawa dotyczy części , które odpowiadają za bezpieczeństwo pojazdu. „Albo jest to bezpieczeństwo, albo go nie ma”- podkreśla Sikorski.
To, co cieszy prezesa Sędziszowa S.A. to powrót do przypisania dużego znaczenia rodzimemu przemysłowi motoryzacyjnemu, ponieważ przez wiele lat mówiło się o motoryzacji tylko w kontekście międzynarodowym, globalnym. „Ja mieszkając przez kilkanaście lat w Szwajcarii nauczyłem się tego ,że kapitał jednak ma pochodzenie”- wyjaśnia. Obecnie w Ministerstwie Rozwoju pracuje Zespół , którego Polska Grupa Motoryzacyjna jest członkiem. Na tym forum rozmawia się konkretnie o rozwoju polskiego sektora motoryzacyjnego. I to jest bardzo duża pozytywna zmiana w porównaniu do sytuacji z niedawnych lat.
Robię to, co lubię
„Mam dużo obowiązków , ale na szczęście praca jest moją pasją”- wyznaje Adam Sikorski. „Więc tak naprawdę nie jest dla mnie problemem poranne wstawanie i nie trzeba mnie na siłę wypychać z domu , bo wiem co chcę danego dnia zrobić i cieszę się pod koniec dnia ,że zrobiłem coś wartościowego i fajnego”.
REKLAMA
Nie ma zatem problemów z motywacją. Jednak , zgadza się z tezą , że aby dobrze wywiązywać się ze swoich zadań trzeba znaleźć czas na relaks. W jego przypadku jest to jazda na rowerze i bywanie na aeroklubowych lotniskach . Uważa się za człowieka spełnionego zawodowo i prywatnie i podkreśla ,że przed pracą i różnymi hobby jest oczywiście rodzina . Mówi to jako szczęśliwy małżonek i ojciec dwóch córek . To właśnie dzięki rodzinie zachowuje równowagę , która pozwala mu żyć i pracować w poczuciu dobrze spełnianych obowiązków.
Dariusz Kwiatkowski
REKLAMA