"Świat tęskni za Krzysztofem Pendereckim i potrzebuje jego muzyki"
– Jego muzyka otworzyła dla mnie zupełnie nowy wymiar muzycznej wypowiedzi. Choć minęło już kilka dekad, nadal jestem głęboko wstrząśnięta emocjonalną siłą jego dzieł – mówiła w kwietniu 2020 roku znakomita niemiecka skrzypaczka Anne-Sophie Mutter, wspominając zmarłego 29 marca 2020 roku Krzysztofa Pendereckiego.

Michał Czyżewski
2025-03-29, 06:40
Powiązany Artykuł
Powiązany Artykuł
Krzysztof Penderecki. Zobacz serwis specjalny
Krzysztof Penderecki był nie tylko kompozytorem, z którym Anne-Sophie Mutter współpracowała (to dla niej stworzył II Koncert skrzypcowy), lecz także przyjacielem. – Poznaliśmy się w 1984 roku w Stuttgarcie. Ta znajomość to jeden z największych prezentów od losu – mówiła skrzypaczka. – Miałam szczęście większość 2018 roku spędzić z jego muzyką. Jego kompozycje wypełniały nawet 70 procent moich koncertów. Prywatnie zaś można było odczuć, że był po prostu wspaniałym człowiekiem, który intensywnie odbierał świat i który utrzymywał bardzo bliski związek z młodymi muzykami. Świat tęskni za Krzysztofem Pendereckim i potrzebuje jego muzyki – dodała.
Kompozytor zmarł w momencie, gdy świat pochłonięty był dramatycznymi początkami pandemii, która wymusiła wprowadzenie daleko idących ograniczeń publicznych wydarzeń i zgromadzeń. – Najbardziej fatalne jest to, że teraz żyjemy w świecie, w którym tracimy ludzi i nie możemy ich i jego uczcić, grać jego muzyki. Ale nadejdzie czas na dużą uroczystość ku czci Pendereckiego w Polsce. Znów będę mogła przyjechać do Polski i przyczynić się do tej uroczystości, znów przeżyć jego muzykę – powiedziała.

Posłuchaj
Powiązany Artykuł

"Nie umiałem czytać ani pisać, a już znałem nuty". Rok temu zmarł Krzysztof Penderecki
Andrzej Bauer, wiolonczelista i prezes Towarzystwa im. Witolda Lutosławskiego, wspominał Krzysztofa Pendereckiego jako artystę wolnego, w pełni niezależnego od mód kulturalnych i przyzwyczajeń krytyków oraz publiczności. – Szedł za swoją ideą muzyczną często pod prąd. Był skrajnym awangardzistą w latach 60., bo robił rzeczy, których nikt nie robił wówczas na świecie. Spotykał się często z oporem zespołów wykonawczych, które mówiły, że to jest niemożliwe, za trudne, że to zaszkodzi instrumentom, że to są tylko efekty. Czas pokazał inaczej – mówił muzyk.
REKLAMA
A przecież Penderecki zaskakiwał nie tylko jako bezkompromisowy awangardzista. – Pan Krzysztof był twórcą opozycyjnym, kiedy w późniejszych latach zwrócił się w kierunku muzyki neoromantycznej. To również budziło opory czy wątpliwości, ale znalazł w tym stylu tworzenia swój niezwykle oryginalny język i pozostawił ogromną ilość wspaniałej, napisanej z niezwykłym kunsztem muzyki - powiedział Andrzej Bauer.
Posłuchaj
Powiązany Artykuł

Aleksander Laskowski: Penderecki zaczął od zaszokowania świata [WIDEO]
Muzykiem współpracującym z Krzysztofem Pendereckim był także Piotr Iwicki. – Miałem zaszczyt od drugiego roku studiów przecinać swoje drogi z Maestro. Grałem w orkiestrach, którymi dyrygował. Za każdym razem było to dla mnie wielkie przeżycie – wyznał w Polskim Radiu 24.
– Jego muzyka stawała się z upływem czasu coraz bardziej komunikatywna. Dorastała do niej też publiczność. Gdy dzieła trafiały do niej po raz pierwszy, budziły zdziwienie. Potem już nie – powiedział muzyk. – Fenomenem było dla mnie jego wejście w muzykę chóralną. To było coś niezwykłego. Operować ludzkim głosem w tak dużej masie ludzkiej. Nie używał wtedy batuty, tylko zgodnie z tradycją dyrygował dłońmi – dodał.
Posłuchaj

Kompozytor i dyrygent Ignacy Zalewski, uczeń Krzysztofa Pendereckiego, także zwrócił uwagę, na to, że muzyczne etapy w artystycznym życiu jego profesora świadczą o zupełnej swobodzie w tworzeniu. – Nie był niewolnikiem obranej estetyki – zauważył. – On zawsze pozostawał kompozytorem awangardowym, tylko awangarda się zmieniła. W momencie przesytu awangardą, który on wyczuł, zwrot ku tradycji stał się czymś prawdziwie awangardowym – ocenił.
REKLAMA
– Krzysztof Penderecki powiedział mi kiedyś, że najważniejsze w życiu kompozytora to, żeby pisać, jak się chce, jeśli się oczywiście umie. To jest najważniejsze przesłanie, jakie od niego otrzymałem. W muzyce nie chodzi o to, żeby pisać tak, jak wypada – wspominał artysta.
Posłuchaj
Powiązany Artykuł

Ogrodnik, przemytnik i twórca uszek. Nieznane oblicza Krzysztofa Pendereckiego
Kompozytor jako twórca tak bardzo autonomiczny i niepokorny – zarówno jako awangardzista, jak i jako tradycjonalista – stanowił nie lada wyzwanie dla organizatorów życia kulturalnego w okresie PRL, w którym lansowano zupełnie inne stylistyki i kierunki muzyczne. W Polskim Radiu wspomniał o tym reżyser Krzysztof Zanussi, autor nakręconego w 1968 roku dokumentu zatytułowanego po prostu "Krzysztof Penderecki".
– Nie był jeszcze wtedy twórcą uznanym i władze miały z nim spory kłopot, ponieważ zrobił oszałamiającą karierę poza granicami Polski bez udziału władz, czyli wymknął się spod ręki, nie musiał być im za nic wdzięczny. Wahali się więc, czy go popierać, czy przemilczać. W końcu stanęło na tym, że powinien o nim powstać film dokumentalny. I trafiło na mnie, świeżo upieczonego absolwenta wydziału reżyserii – opowiadał Krzysztof Zanussi.
REKLAMA
Autor dokumentu opowiadał, że było to dla niego niezwykłe doświadczenie. Penderecki był człowiekiem bardzo młodym, jednak miał ogromną wiedzę o świecie muzyki swoich czasów. – Był już przedmiotem dyskusji, związanych z jego kontrowersyjnym debiutem. Ale potem, kiedy napisał "Pasję", część jego wielbicieli poczuła się zawiedziona. Chcieli, by trwał w awangardowym tonie, a on się odwołał do niemodnej muzyki religijnej i form, które uprawiał Jan Sebastian Bach. W tamtych czasach nie było takiej muzyki na warsztacie współczesnych kompozytorów – mówił reżyser.
Posłuchaj
Janusz Marynowski, dyrektor orkiestry Sinfonia Varsovia, stwierdził, że muzyka Krzysztofa Pendereckiego "to dowód na istnienie Stwórcy". – Największym przeżyciem było dla mnie wykonanie "Siedmiu Bram Jerozolimy". Nie mogłem uwierzyć, że połowa publiczności była we łzach. To sprawił niesamowity przekaz tego utworu i siła tej muzyki. Dla mnie to dowód, że Stwórca przekazał część swoich plenipotencji temu wielkiemu artyście, żeby nas wzruszał przez lata – powiedział w dniu śmierci Krzysztofa Pendereckiego.
Posłuchaj
REKLAMA