Ćwierćfinały LM nie dla polskich drużyn. Industria i Orlen Wisła nie dały rady
Piłkarze ręczni Industrii Kielce w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów zremisowali na wyjeździe z Fuechse Berlin 38:37 i odpadli z rozgrywek, podobnie jak drużyna Orlen Wisły Płock, którzy przegrali na wyjeździe mecz rewanżowy z HBC Nantes 24:29.
2025-04-02, 23:00
Wicemistrzowie Polski do rewanżowego starcia w Berlinie przystępowali w arcytrudnej sytuacji. W pierwszym meczu ulegli we własnej hali Fuechse 27:33. Popularne „Lisy” wystąpiły w tym samym składzie co tydzień temu, a w kadrze kielczan znalazł się kontuzjowany ostatnio Łukasz Rogulski.
Polska drużyna rozpoczęła z dużym animuszem. W czwartej minucie po trafieniu Benoita Kounkuda Industria prowadziła 3:1. Ale wtedy sprawy w swoje ręce wziął rozgrywający gospodarzy Mathias Gidsel. Duńczyk, uznawany za najlepszego aktualnie piłkarza ręcznego globu, był praktycznie nie do zatrzymania. Po jego trzeciej bramce Fuechse dosyć szybko doprowadziło do remisu (4:4). Gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie dopiero w 12. minucie (10:9), po już szóstym celnym rzucie Gidsela.
Nie załamało to gości, którzy odpowiedzieli bramkami Szymona Sićki i Dylana Nahiego. Kiedy sześć minut później po kolejnym trafieniu Gidsela zespół z Berlina wygrywał 14:12, wydawało się, że niemiecka ekipa zmierza prosto do ćwierćfinału. Ale podopieczni Tałanta Dujszebajewa pokazali charakter. Na sześć minut przed końcem pierwszej połowy do siatki gospodarzy trafił Daniel Dujshebaev i był już remis (17:17). Drużyna z Kielc poszła za ciosem i po jej trzech bramkach z rzędu było już 21:18 (Kounkoud).
Na kilkadziesiąt sekund przed przerwą przewaga gości wzrosła do czterech bramek (24:20 - Daniel Dujshebaev), ale zdążył jeszcze odpowiedzieć niesamowity Gidsel, który zdobył swoją 10 bramkę. Spotkanie było prowadzone w szalonym tempie, a bramkarze obu drużyn wystąpili w drugoplanowych rolach. Wystarczy tylko powiedzieć, że w pierwszych 30 minutach Dejan Milosavljev (Fuechse) odbił dwie piłki, a Bekir Cordalija (Industria) tylko jedną. Oba zespoły grały bardzo twardo, często przekraczając przepisy. Efektem tego były kontuzje Tima Freihoefera, Fabiana Wiede’a oraz kapitana Industrii Alexa Dujshebaeva. Cała trójka nie pojawiła się już na parkiecie.
Obaj bramkarze poprawili się na początku drugiej połowy, bo pierwsza bramka w tej części gry padła dopiero w 35. minucie. Po trafieniu Gidsela gospodarze zmniejszyli straty do jednej bramki (23:24), a cztery minuty później był już remis (27:27). Kielczanie jednak nie rezygnowali, a ciężar gry wziął na swoje barki Sićko. Po jego trafieniu goście w 44. minucie prowadzili 30:28. Koncert gry kieleckiego zespołu trwał nadal. Na sześć minut przed końcem po trafieniu Kounkouda zespół z Kielc prowadził 35:31 i był bliski odrobienia strat z pierwszego meczu.
Przy wyniku 35:32 dla gości Tałant Dujszebajew postawił wszystko na jedną kartę. Wycofał bramkarza i w ataku jego podopieczni grali siedmioma zawodnikami w polu. Niestety goście dwa razy zgubili piłkę, a do pustej kieleckiej bramki trafili Lasse Andersson i Mijajlo Marsenić. To przesądziło o losach dwumeczu. Niemiecka ekipa awansowała do ćwierćfinału, a Industria odpadła z rozgrywek.
Fuechse Berlin - Industria Kielce 37:37 (21:24)
Fuechse Berlin: Dejan Milosavljev, Lasse Ludwig - Mathias Gidsel 12, Lasse Andersson 6, Nils Lichtlein 6, Tim Freihoefer 3, Leo Prantner 2, Lukas Herburger 2, Mijajlo Marsenić 2, Manuel Strlek 1, Matthes Langhoff 1, Max Darj 1, Hakun Av Teigum 1, Fabian Wiede, Max Beneke.
Industria Kielce: Miłosz Wałach, Bekir Cordalija – Szymon Sićko 8, Benoit Kounkoud 6, Dylan Nahi 5, Alex Dujshebaev 4, Daniel Dujshebaev 4, Jorge Maqueda 3, Hassan Kaddah 3, Theo Monar 2, Michał Olejniczak 1, Arciom Karalek 1, Cezary Surgiel, Tomasz Gębala.
Karne minuty: Fuechse – 10, Industria – 14. Sędziowali: Bojan Lah, David Sok (Słowenia).
***
W 2025 roku, Orlen Wisła nie przegrała wcześniej ani jednego meczu Ligi Mistrzów. W fazie grupowej pokonała: na wyjeździe PSG, u siebie Fuchse Berlin i ponownie na wyjeździe Dinamo Bukareszt oraz zremisowała ze Sportingiem Lizbona przed własną publicznością.Do tego dodać trzeba zwycięstwo w pierwszym meczu fazy play-off z HBC Nantes. W Orlen Arenie „Nafciarze” pokonali wicemistrzów Francji 28:25, co dało im 3-bramkową przewagę przed spotkaniem rewanżowym.
Tradycyjnie w hali Hall XXL de la Beaujoire La Trocardiere w Nantes, wszystkie miejsca były zajęte. Przy ogłuszającym dopingu, lepiej zaczęli spotkanie gospodarze, którym bardzo pomagał w bramce Ivan Pesić, odbijający kolejne rzuty Orlen Wisły. W 8. min Nantes prowadziło 6:1, po drugiej stronie boiska, Victor Hallgrimsson nie odbił ani jednej piłki. W tej sytuacji trener Xavi Sabate musiał poprosić o przerwę w grze.
I jak się okazało, to była znakomita decyzja. Zaczął bronić Hallgrimsson, a płocczanie zaczęli zdobywać bramki. W 10. minucie było 6:3, ale potem znowu gra „nafciarzy” się zacięła. Po 15. minutach gry gospodarze podwyższyli prowadzenie do 5 goli (9:4). W drugim kwadransie spotkania Orlen Wisła zagrała lepiej w obronie, rywale nie potrafili wypracować sobie bramkowej sytuacji, Hallgrimsson odbił kilka piłek i w 21. min., przy stanie 10:6 o czas poprosił trener Gregory Cojean.
To również była doskonała decyzja trenera HBC Nantes, bo w 23. minucie, gospodarze prowadzili już 12:6 i zapowiadało się na pogrom płockiej drużyny, tym bardziej, że rozgrzany Pesic miał 50-procentową skuteczność. W 27. min. Nantes prowadziło już 14:7, a na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 17:8. Orlen Wisła nie radziła sobie w obronie, również fatalnie spisywała się w ataku. Płocczanie wyraźnie źle weszli w mecz i nie potrafili odmienić losów spotkania. Gospodarze, wspierani pełne trybuny kibiców, nawet nie musieli się wysilać, żeby zdominować rywali.
Po przerwie mecz się wyrównał. W 41. minucie na tablicy był wynik 22:11 i wtedy płocczanie jakby się obudzili, zaczęli wykorzystywać błędy gospodarzy i w 46. min. gospodarze prowadzili „tylko” 22:15, a trener Cojean poprosił o drugi w tym meczu czas. Płocczanie powoli zmniejszali rozmiary porażki, świetnie w tym czasie grał Filip Michałowicz, który między 52 a 58. minutą rzucił pięć bramek. Przy wyniku 28:23 w 58. min. trener Cojean poprosił o ostatnią przerwę w grze, bo do wywalczenia rzutów karnych, Orlen Wiśle brakowało tylko dwóch zdobytych goli.
Półtorej minuty przed końcem spotkania, kiedy jeszcze wszystko było możliwe, o czas poprosił trener Sabate. „Nafciarze” zdobyli gola na 28:24. 19 sekund przed końcem, przy piłce byli gospodarze, ale już jej nie oddali, nawet podwyższyli wynik o jedną bramkę.
REKLAMA
Na etapie play-off Ligi Mistrzów, Orlen Wisła zakończyła udział w rozgrywkach. HBC Nantes w ćwierćfinale, o Final Four powalczą ze Sportingiem Lizbona.
HBC Nantes - Orlen Wisła Płock 29:24 (17:8)
HBC Nantes: Ivan Pesić, Ignatio Biosca – Marko Milosavljević, Tribaud Briet 5, Shuichi Yosida, Valero Rivera 5, Ayoub Abdi 6, Nicolas Tournat 2, Julien Bos 4, Matej Gaber 2, O`Bian Nyateu 1, Leopold Noam 2, Kauldi Odriozola 2.
Orlen Wisła: Mirko Alilović, Victor Hallgrimsson – Michał Daszek 3, Tomas Piroch 5, Mitja Janc 1, Abel Serdio, Leon Susnja 3, Gergo Fazekas 2, Przemysław Krajewski, Mirzad Terzić, Dawid Dawydzik, Lovro Mihić, Zoltan Szita 4, Filip Michałowicz 6, Dmitrij Żytnikow.
Karne minuty: Nantes – 12 min; Orlen Wisła – 8 min; czerwona kartka: Mirsad Terzić w 50. min. za faul na Kauldi Odriozoli. Sędziowali: Dimitar Mitrevski, Blagojche Todorowski (Macedonia).
- Był gwiazdą w Płocku, zagra w Kielcach. Sensacyjny transfer
- Industria sięga po gwiazdę. Wicekról strzelców IO zagra w Kielcach
Źródła: PAP, PolskieRadio24.pl, empe
REKLAMA