Życie w Wenezueli. "Po co nam ropa, nie mamy co jeść i gdzie się leczyć"
Życie w Wenezueli po rządach Chaveza i Maduro jest bardzo trudne dla zwykłych mieszkańców. - Po co nam ta ropa? Chodzimy do szpitali, a nie mamy jak się leczyć. Wychodzimy na ulice i nie mamy co jeść. Kiedy wstajemy rano, nie ma światła. Kiedy odkręcamy kran, nie ma wody. Chcemy zatankować samochód, a nie ma paliwa. A jesteśmy w kraju, który opływa w ropę. Gorzej chyba nie będzie - powiedział wenezuelski opozycjonista Luis Freites.
2026-01-07, 12:20
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Siły Stanów Zjednoczonych uprowadziły prezydenta Wenezueli i jego żonę
- Rządy Chaveza i Maduro spowodowały zapaść gospodarczą w Wenezueli
- Przeciętny Wenezuelczyk zarabia około dwóch dolarów miesięcznie, a koszt życia przekracza 400 dolarów
Rządy Hugo Chaveza, a potem Nicolasa Maduro w Wenezueli spowodowały ogromną zapaść gospodarczą. Komunistyczny sposób zarządzania państwem - w tym nacjonalizacja przedsiębiorstw - spowodował, że kraj z olbrzymimi złożami ropy naftowej został zrujnowany, a jego społeczeństwo pogrążyło się w biedzie. Wenezuelski opozycjonista Luis Freites, obecnie mieszkający w Polsce, musiał opuścić kraj, podobnie jak wielu innych jego rodaków. - Około 9 mln Wenezuelczyków w ostatnich 10 latach uciekło z Wenezueli, szukając lepszego życia, lepszych warunków życiowych, których nie była w stanie zapewnić nam Wenezuela - powiedział w Polskim Radiu 24.
Jego zdaniem w Wenezueli "od 26 lat jest dyktatura". - Młodzi ludzie nie wiedzą, jak wygląda normalne, inne, lepsze życie w tym kraju. A w dobrych czasach nasza waluta była mocna. Jeden dolar był równy jednemu boliwarowi. A dziś nawet trudno określić, ile jest wart jeden dolar. W każdym razie są to miliony boliwarów. Ta wartość często się zmienia. Wenezuelczyk zarabia w tej chwili około 2 dolarów miesięcznie, a koszt życia przekracza 400 dolarów. Bardzo trudno jest się utrzymać w Wenezueli. Sam jestem zdziwiony tym, jak oni to robią. Oczywiście wzajemnie sobie pomagają, coś kombinują. Ale ludzie głodują - zaznaczył.
Posłuchaj
Sytuacja w Wenezueli. "Po co nam ropa, kiedy nie mamy co jeść"?
Podkreślił też, że władze w sposób drastyczny obchodziły się z bogactwami naturalnymi kraju. - Po co nam ta ropa? Chodzimy do szpitali, a nie mamy jak się leczyć. Wychodzimy na ulice i nie mamy co jeść. Kiedy wstajemy rano, nie ma światła. Kiedy odkręcamy kran, nie ma wody. Chcemy zatankować samochód, nie ma paliwa. A jesteśmy w kraju, który opływa w ropę. Gorzej chyba nie będzie - powiedział Luis Freites. Wskazał też, że Wenezuela to skorumpowany kraj. - Wszystkie instytucje są skorumpowane. Nie ma tak naprawdę żadnego prawa. Nie ma instytucji, które są oddzielone od władzy prezydenta - stwierdził.
Opozycjonista zaznaczył, że Wenezuelczycy są bardzo zadowoleni z uprowadzenia Maduro przez Stany Zjednoczone. - Ale nie mogą świętować, bo jak wiemy, jeszcze panuje reżim. Jest opresja i ściganie przez aparat policyjny. Ludzie nie mogą wyjść na ulice i okazać tego zadowolenia - podkreślił. Skomentował także to, że obecnie partnerką do rozmów dla Donalda Trumpa jest Delcy Rodriguez - przed uprowadzeniem Maduro wiceprezydent Wenezueli, a obecnie pełniąca obowiązki głowy państwa. - Cały czas była jego prawą ręką. Prawdopodobnie ona go wydała. Tak twierdzą niektórzy specjaliści. Bo ona ma ambicję, by być prezydentem. Architektem tej operacji był Marco Rubio. A następnym celem jest Kuba. Jak wiemy Marco Rubio ma właśnie kubańskie pochodzenie - powiedział gość Polskiego Radia 24.
- Donald Tusk o "koalicji chętnych": Polska odegra kluczową rolę
- Przełom w sprawie Ukrainy. Zapadły decyzje o gwarancjach bezpieczeństwa
- To pierwszy taki miesiąc wojny. "Ptaki Madziara" zadały Rosji straty nie do odrobienia
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Robert Bartosewicz