Minneapolis po strzelaninie. "Część mieszkańców boi się wychodzić z domów"
Po zastrzeleniu 37-letniego mężczyzny w Minneapolis władze miasta po raz kolejny zaapelowały do rządu Donalda Trumpa o wycofanie służb imigracyjnych. Dyrektorka zarządzania kryzysowego Minneapolis Rachel Sayre powiedziała, że funkcjonariusze federalni wprowadzają atmosferę terroru i paraliżują normalne funkcjonowanie lokalnych społeczności.
Marek Wałkuski
2026-01-25, 18:00
Strzelanina w USA. "Najgorszy jest terror i poczucie bezradności"
Podczas konferencji prasowej Rachel Sayre powiedziała, że sytuacja w Minneapolis przypomina jej to, co się dzieje w Jemenie, Syrii, Iraku czy w Ukrainie, gdzie pracowała jako koordynatorka pomocy humanitarnej.
- To, co obserwuję tutaj, widziałam tam. Potężny podmiot brutalnie i celowo terroryzuje ludzi, którzy boją się pójść do pracy i posłać dzieci do szkoły - mówiła podczas konferencji prasowej. Rachel Sayre powiedziała, że część mieszkańców boi się wychodzić z domów, rezygnuje z wizyt lekarskich i ogranicza codzienne aktywności.
- W tych okolicznościach widzimy to, co najlepsze i najgorsze. Najgorszy jest terror i poczucie bezradności. Najlepsza jest reakcja naszej społeczności, która pokazuje, że troszczymy się o siebie nawzajem - dodała.
Władze robią co mogą
Szefowa zarządzania kryzysowego Minneapolis podkreśliła, że jej departament robi wszystko, co w jego mocy, by ograniczyć skutki napięć wywołanych działaniami federalnych służb imigracyjnych.
- Strzelanina w Minneapolis. Rodzice ofiary zabrali głos. "Ohydne kłamstwa"
- Nagrania z Minneapolis. Agent przejął broń, potem padły strzały
Źródło: Marek Wałkuski/Polskie Radio/pb