"To jest zgodne z polską racją stanu". Wybitni Polacy o niepodległej Ukrainie
"Niech żyje wolna Ukraina!" wołał Józef Piłsudski w maju 1920 roku. "Ukraiński ruch niepodległościowy jest zgodny z polską racją stanu", przekonywał w latach 30. XX wieku publicysta Adolf Bocheński. "Niepodległość Ukrainy jest w naszym życiowym interesie", twierdził pod koniec stulecia Jerzy Giedroyc. W 4. rocznicę rosyjskiej agresji na Ukrainę przedstawiamy wybór myśli wybitnych Polaków o znaczeniu istnienia suwerennego państwa ukraińskiego.
2026-02-24, 08:00
Józef Piłsudski
Józef Piłsudski (1867-1935) już w 1901 roku formułował koncepcję federacyjną, zgodnie z którą Polska po odzyskaniu niepodległości powinna pozostać w ścisłym związku z Litwą i nieco luźniejszym z Ukrainą. Wizję tę próbował wprowadzić w życie po zakończeniu I wojny światowej. Uważał, że niezbędne dla bezpieczeństwa Polski jest utworzenie strefy buforowej, która oddzielałaby ją od bolszewickiej Rosji.
Kluczowym elementem tego układu miała być niepodległa Ukraina. Jak dowodził Marszałek, istnienie suwerennej Ukrainy było czymś, czego Rosja, bez znaczenia, kto nią rządził, nie byłaby w stanie zaakceptować. Przewidywał, że wyodrębnienie z ziem rosyjskich państwa ukraińskiego spowoduje nieustanny konflikt między tymi dwoma krajami. To po pierwsze wzmocni pozycję Polski i oddali od niej bezpośrednie zagrożenie ze wschodu. Po drugie wiecznie zagrożona, słabsza Ukraina będzie musiała opierać się na sojuszu z Polską, więc nie będzie upominać się o sporne polsko-ukraińskie tereny graniczne.
Piłsudski nadzieje na utworzenie państwa ukraińskiego wiązał z Symonem Petlurą, przywódcą Ukraińskiej Republiki Ludowej. W kwietniu 1920 roku podpisano umowę, na mocy której Ukraina odstępowała Polsce Galicję Wschodnią i zachodnie powiaty Wołynia, a Polska zrzekała się roszczeń do ziem sięgających wschodniej granicy z 1772 roku. Rozpoczęto współpracę wojskową wymierzoną w bolszewików.
W czasie wspólnej wyprawy kijowskiej w maju 1920 roku sojusznicze siły dotarły nad Dniepr. Zwracając się do ukraińskiej ludności Winnicy Piłsudski odwoływał się do przyjaźni polsko-ukraińskiej, a przemówienie zakończył okrzykiem: "Niech żyje wolna Ukraina!".
W wywiadzie udzielonym w tym okresie angielskiej gazecie "Daily Mail" Marszałek określił swoje przedsięwzięcie utworzenia państwa ukraińskiego mianem "eksperymentu". "Daję teraz Ukraińcom możliwości. Jeśli im się uda, to się uda, nie osiągną sukcesu, to nie będą go mieć. Są dwa sposoby, by nauczyć ludzi pływania. Wolę sposób rzucania ich na głęboką wodę i zmuszania ich by pływali. To właśnie robię z Ukraińcami" – mówił Piłsudski.
Symon Petlura i Józef Piłsudski przyjeżdżają do Winnicy w 1920 roku. Źródło: Wikimedia commons/Domena publiczna Eksperyment się nie udał. Brak powszechnego poparcia dla Petlury, a przede wszystkim pominięcie sprawy URL podczas polsko-bolszewickich rozmów pokojowych w Rydze zadecydowały o niepowodzeniu przedsięwzięcia. Zakładana przez Piłsudskiego strefa buforowa nie powstała i do 1939 roku Polskę i ZSRS łączyła granica długa na 1400 kilometrów.
Adolf Bocheński
Podobnie na sprawy polsko-ukraińskie patrzył Adolf Bocheński (1909-1944), błyskotliwy przedwojenny publicysta konserwatywny, działacz organizacji akademickiej "Myśl mocarstwowa", która zrzeszała studentów o poglądach imperialistycznych.
Swoją wizję polskiej polityki zagranicznej zawarł m.in. w broszurach wydawanych na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. Niespełna 30-letni Bocheński przekonywał w nich, że Polska nie będzie mocarstwem, dopóki ze wschodu i zachodu graniczy z silniejszymi sąsiadami. Przestrzegał przy tym przed sojuszem rosyjsko-niemieckim, który stanie się dla Polski śmiertelnym zagrożeniem.
By temu zapobiec należało osłabić jednego z sąsiadów. Bocheński uważał, że ze względu na tendencje nacjonalistyczne w III Rzeszy, które spajają naród, łatwiej będzie uderzyć w podzielony wewnętrznie Związek Sowiecki. Tym ciosem miałoby być utworzenie z ziem położonych za wschodnią granicą Polski niepodległej i silnej Ukrainy. Podobnie jak Piłsudskim nie kierowała nim szczególna sympatia do Ukraińców, ale polski interes narodowy.
"Zaistniałyby wtedy na naszym wschodzie dwa państwa, znajdujące się w stałym antagonizmie. Zamiast jednolitego bloku rosyjskiego, grającego rzeczywistą rolę arbitra między Polską a Niemcami, mielibyśmy wtedy wzajemnie zwalczającą się Rosję i Ukrainę między którymi arbitrem byłoby mocarstwo polskie" – pisał Bocheński w wydanej w 1934 roku broszurze "Sprawa ukraińska jako problem międzynarodowy".
"Ruch niepodległościowy ukraiński dążący do podziału Rosji na dwa zwalczające się i neutralizujące państwa, a tem samem usuwający niebezpieczeństwo rosyjskie z naszych rachub, jest w swych wielkich liniach zgodny z polską racją stanu" – podkreślał młody publicysta.
Przewidywał też, że "Rosja nigdy na stałe się nie pogodzi z istnieniem niepodległej Ukrainy".
"Ukraina odgrywa tak wielką rolę w życiu ekonomicznym, w potencjale politycznym ZSRR i wprost w sentymentach każdego Rosjanina, iż wydaje się bardzo mało prawdopodobnym, aby państwo rosyjskie kiedykolwiek oswoiło się z jej niepodległością" – wywodził z kolei w broszurze z 1937 roku "Między Niemcami a Rosją".
Zdaniem publicysty punktem spornym między Ukrainą a Rosją będą z pewnością tereny pogranicza, w szczególności bogate w zasoby zagłębie donieckie.
"Nawet gdyby Rosja uznała kiedyś niepodległość Ukrainy za fakt dokonany i konieczny to między oboma państwami wystąpiłyby z ogromną siłą spory o pograniczne mieszane narodowościowo obszary. [...] Na całej ogromnej granicy ukraińsko-rosyjskiej powstałyby ciągłe niekończące się spory" – konkludował.
Po niemal 90 latach od tych słów i po trzech dekadach istnienia niepodległej Ukrainy przekonaliśmy się, jak bardzo trafne były przewidywania Bocheńskiego.
Jerzy Giedroyc i "Kultura"
Z innej perspektywy na sprawy Polski i Ukrainy patrzyli publicyści związani z emigracyjnym czasopismem "Kultura" założonym w 1947 roku przez Jerzego Giedroycia (1909-2000). Legendarny redaktor sprawom wschodnim poświęcał uwagę już w czasach II RP, pisał o nich po II wojnie światowej, a także pod koniec XX wieku, gdy doczekał się powstania niepodległej Ukrainy. Bo Giedroyc, podobnie jak Piłsudski i Bocheński, uważał, że w interesie Polski leży istnienie suwerennego państwa ukraińskiego.
Środowisku "Kultury" w sprawach wschodnich przyświecała doktryna "ULB". Skrót ten pochodzi od pierwszych liter nazw państw - Ukraina, Litwa, Białoruś – które Polska powinna wspierać w dążeniach niepodległościowych i w zbliżeniu do zachodnich demokracji. Niepodległość tych państw, dowodzili publicyści, była gwarantem bezpieczeństwa Polski.
"Musimy za wszelką cenę utrzymać niepodległość Ukrainy, Litwy, Białorusi, bo to jest w naszym życiowym interesie. Gdyby Rosja wchłonęła Ukrainę, to jesteśmy ugotowani, wzięci za gardło" - zaznaczał Jerzy Giedroyc.
Jednym z najważniejszych współtwórców doktryny wschodniej "Kultury" był publicysta Juliusz Mieroszewski, który nawoływał do wyzbycia się rewizjonistycznych pretensji względem ziem utraconych po wojnie, zwłaszcza Lwowa, i do polsko-ukraińskiego pojednania. Wydarzenia z ostatnich lat (dążenia Ukraińców do uzyskania niezależności od Rzeczypospolitej, ale przede wszystkim zbrodnia ludobójstwa dokonana przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu w czasach II wojny) tworzyły trudną do zagojenia ranę.
Jerzy Giedroyc proponował rzetelne wyjaśnienie tragicznych zawiłości z przeszłości, ale zwracał również uwagę na konieczność spojrzenia na wspólną przyszłość. Józef Łobodowski, poeta i powieściopisarz, kolejny bliski współpracownik Giedroycia, w artykule z 1952 roku "Przeciw upiorom przeszłości" pisał: "Dzieli nas morze krwi i wieki zaciekłej walki. Ale czy nic nas nie łączy?".
Do najważniejszych współpracowników Jerzego Giedroycia w sprawach polsko-ukraińskich należeli także Bohdan Osadczuk (ukraiński publicysta i sowietolog, kawaler Orderu Orła Białego) oraz Jerzy Stempowski, wybitny eseista.
- Stempowski starał się wytłumaczyć Polakom, że w polskim interesie leży powstanie własnego ukraińskiego państwa. Że Ukraińcy mają bardzo atrakcyjną kulturę, nie potrzebują zapożyczać się, nie potrzebują protekcjonalizmu polskiego - mówił w Polskim Radiu literaturoznawca prof. Andrzej St. Kowalczyk.