Dramat Polki na paralimpiadzie. Dyskwalifikacja 18-latki
Dramat naszej debiutantki na Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich Mediolan-Cortina 2026. 18-letnia Oliwia Gołaś, tegoroczna maturzystka, oraz jej przewodnik i rówieśnik Andrzej Stasik popełnili minimalny falstart (o setne sekundy) ruszając na trasę drugiego przejazdu slalomu giganta w grupie osób z niepełnosprawnością wzroku. W efekcie zamiast zająć dziewiąte miejsce zostali zdyskwalifikowani, co mocno przeżyli.
2026-03-12, 17:57
- Będzie premia dla polskich piłkarzy za awans na MŚ 2026. Tyle pieniędzy dostaną
- Jest komunikat. Co ze Świątek? Oto oficjalny skład Polek na BJK
- Zmiana w polskim składzie na Oslo. Maciusiak się rozmyślił
Oliwia Gołaś zdyskwalifikowana na paralimpiadzie
W narciarstwie alpejskim zawodnicy mają okienko 5 sekund na start. Jeśli wystartują za wcześnie lub przekroczą ten limit, zostają zdyskwalifikowani.
- Jak do tego doszło? Przy 7 sekundach do końca zacząłem naszą rutynową procedurę, czyli zapytałem Oliwkę, czy jest gotowa. Rzuciła „tak”, więc zacząłem odliczać: „3… 2… 1…” i ruszyłem z bramki, a ona chwilę po mnie. Najwyraźniej ta procedura trwała krócej niż 2 sekundy. Coś, co perfekcyjnie zadziałało w pierwszym przejeździe, zawiodło mnie w drugim. Wystartowaliśmy ciutkę, dosłownie ciutkę za wcześnie. To musiały być mikrosekundy – tłumaczył załamany Andrzej Stasik. – Nie wiem, może zjadł mnie stres, żeby nie przedłużyć zbytnio oczekiwania? Kiedyś na zawodach ledwo zmieściliśmy się w limicie. Nie chciałem przegiąć w żadną stronę. Cóż, taki jest sport – dodał.
- Nerwy, nerwy i falstart. Dużo poniżej jednej sekundy. To był kosmetyczny błąd, wynikający ze stresu. Oliwka z Andrzejem nie zaczekali do sygnału, kiedy mogą startować. Szkoda, bo na stoku to były dwa dobre przejazdy, jeden lepszy od drugiego – komentował po decyzji sędziów trener polskiej kadry paraalpejczyków, Michał Kłusak.
Dodał, że od razu przeczuł, że mogli popełnić minimalny błąd. A gdy wychodząc z budki startowej usłyszał w radiu startowym, że sędziowie będą analizować start Polaków na wideo, wiedział już, jakie będą konsekwencje.
Potrzebny reset. Będzie druga szansa
Długo jednak musieliśmy czekać na werdykt jury. Analizy dokonano dopiero po zakończeniu wszystkich zawodów alpejskich na trasie Tofana tego dnia. Zdenerwowana Oliwia szukała pocieszenia u rodziców, brata i przyjaciół, którzy wspierali ją z trybun.
Na pocieszenie polskim zawodnikom zostało to, że oba przejazdy były niezłe, jak na debiut na igrzyskach i stres z tym związany. Drugi przejazd, znacznie lepszy od pierwszego, daje nadzieję na jeszcze lepszy występ w sobotę w slalomie, w którym Oliwia czuje się jeszcze lepiej.
- Cała ta sytuacja była ciężka dla Oliwii. Widać było, że jak tylko usłyszała ode mnie, że będzie „video check” jest startu, to bardzo się zdenerwowała. Po decyzji o dyskwalifikacji było jeszcze gorzej. Wszystko na spokojnie przegadamy i liczę, że emocje opadną. Za chwilę będzie się już koncentrować na swoim drugim starcie na igrzyskach – w slalomie, w którym jest lepsza niż w gigancie – i pojedzie z czystą głową – podsumował trener Kłusak.
- Liczę, że cały ten stres związany z naszym startem już z nas zszedł i na pewno w slalomie będziemy dobrze nastawieni. Teraz musimy się zresetować. Dziś jeszcze 20 minut poćwiczymy na rowerku, a na jutro trener dał nam wolne. Pojedziemy dopingować Michała, brata Oliwki, w slalomie gigancie. Ale dopiero na drugi przejazd, żeby się wyspać, bo dziś wstaliśmy o 5 rano – mówił Andrzej Stasik. – Wielka szkoda tego, co się stało. Ale postaramy się odbić sobie to rozczarowanie w sobotę w slalomie.
Źródło: PolskieRadio24.pl/PKPar/ah