Hit Netflixa oparty na faktach. Jak dwaj złodzieje wywołali kryzys atomowy

Nieco ponad rok po czarnobylskiej katastrofie w innej części świata zdarzył się wypadek, który udowodnił, że do promieniotwórczego skażenia nie potrzeba potężnej elektrowni. Wystarczą chciwość, ignorancja i urzędnicze absurdy. O tym, co stało się w mieście Goiânia w Brazylii, opowiada nowy serial Netflixa "Radioaktywny kryzys".

2026-03-23, 15:00

Hit Netflixa oparty na faktach. Jak dwaj złodzieje wywołali kryzys atomowy
Wypadek w Goiânii zwrócił uwagę rządów na problem bezpieczeństwa cywilnych odpadów nuklearnych. Foto: Netflix/materiały prasowe

Złomiarze znajdują skarb

Roberto dos Santos Alves i Wagner Mota Pereira byli mieszkańcami Goiânii, stolicy stanu Goiás w środkowej Brazylii, którzy trudnili się poszukiwaniem i sprzedażą złomu. Nie mieli oporów przed włamaniem i kradzieżą, aby zdobyć kosztowny kawałek metalu. 13 września 1987 roku wemknęli się na teren dawnego szpitala, w którym jeszcze kilka lat wcześniej mieścił się prywatny Instytut Radioterapii (Instituto Goiano de Radioterapia, w skrócie IGR).

Wykorzystali fakt, że ochroniarz pilnujący budynku nie stawił się tamtego dnia w pracy. Jak się później okazało, strażnik ten miał strzec wstępu do szpitala nie tyle przed złodziejaszkami, co przed... pracownikami IGR, którym bardzo zależało na odzyskaniu pewnej rzeczy pozostawionej wewnątrz gmachu.

Alves i Pereira, myszkując po byłym instytucie, rozebrali jedno z urządzeń i wydobyli z niego ciężki ołowiany element w kształcie tulei, który w skupie złomu mógł osiągnąć naprawdę dobrą cenę. Ich radość podwoiła się, gdy odkryli, że to pojemnik, w którym po przekręceniu osłony ukazywało się małe okienko emitującego zachwycające niebieskie światło. Od razu pomyśleli, że znaleźli coś jeszcze cenniejszego niż złom.

Złodzieje wiele razy otwierali okienko, ale gdy kilka dni później zaczęli źle się czuć i mieli nudności, winę zrzucili na nieświeży obiad. Próbowali ponadto dostać się do źródła promieniowania, ale zdołali tylko uszkodzić szybkę. Wobec niepowodzeń sprzedali pojemnik właścicielowi lokalnego złomowiska Devairowi Ferreirze.

Festiwal niebieskiego blasku

Wśród osób, które potem miały kontakt z tuleją, żadna nie wiedziała, z czym ma do czynienia, za to każda bez wyjątku zaczynała pałać silnym uczuciem do niebieskiego światełka. Ferreira zapraszał rodzinę i znajomych na pokazy świetlne, a gdy z pomocą pracowników złomowiska udało mu się rozmontować pojemnik, postanowił zrobić ze fluoroscencyjnego materiału pierścionek dla żony.

Poprzez uszkodzenie tulei niebieski pył zaczął wydostawać się na zewnątrz. Ivo Ferreira, brat Devaira, dodał substancję do farby, którą znakował zwierzęta, rozsypał ją także na ziemi obok swego domu. Kilka dni później jego córka, 6-letnia Leide, spożywała w tym miejscu posiłek, a także, zachwycona poświatą, wysmarowała ciało błyszczącym proszkiem.

Po wielu dniach, w ciągu których mnóstwo osób miało styczność z niebieskim materiałem, Devair Ferreira sprzedał pojemnik innemu złomowisku, a jego żona - Gabriela Maria - zaczęła w końcu coś podejrzewać. Czuła się coraz gorzej i połączyła ten fakt z obecnością świecącej niebieskim światłem tulei.

Pomyślała, że warto sprawdzić ten trop, więc 28 września wraz z pracownikiem swego męża włożyła ołowiany pojemnik do torby i autobusem pełnym ludzi przewiozła go do miejscowego szpitala.

Siewcy śmierci

Gabriela Maria Ferreira miała rację. Jej złe samopoczucie to nie był przypadek. Gdy ją zbadano, okazało się, że ma zaawansowaną chorobę popromienną. Świecący materiał z pojemnika okazał się promieniotwórczym chlorkiem cezu (Cez-137), używanym w IGR do radioterapii.

Tuleja umieszczona w rozebranej przez złodziejaszków maszynie, używana wcześniej w kontrolowanych warunkach, zapewniała skuteczne napromieniowanie zmian nowotworowych przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa. Na pewno nie była przeznaczona do działań, którym poddali ją niefrasobliwi złomiarze.

Wskutek kontaktu z wysoce radioaktywnym materiałem po upływie miesiąca zmarły cztery osoby. 23 października 1987 roku zmarły żona właściciela złomowiska Gabriela Maria Ferreira i jego bratanica Leide das Neves Ferreira, 27 i 28 października zmarli kolejno dwaj pracownicy złomowiska Israel Baptista dos Santos i Admilson Alves de Souza.

Choć na tym zamyka się oficjalna lista bezpośrednich ofiar wypadkum, późniejsze badania wykazały, że skażonych radioaktywnie osób było kilkaset, około tysiąca otrzymało niebezpieczne dawki promieniowania, zaś na niebezpieczeństwo zostało wystawionych około stu tysięcy mieszkańców Goiânii i okolic.

Władze stanu Goiás natychmiast wysłały wyszkolone jednostki do likwidowania skażenia. Z miejsc, gdzie niebieski proszek był bezpośrednio wysypywany z pojemnika, usunięto wierzchnią warstwę gruntu, a domy wyburzono. W okolicy czyszczono powierzchnie budynków i przedmioty specjalistycznymi środkami chemicznymi. Tuleja z resztą chlorku cezu trafiła na składowisko odpadów atomowych.

Radioaktywna biurokracja

Zażegnawszy kryzys, podjęto równocześnie śledztwo - jak doszło do tego, że śmiertelnie niebezpieczna nuklearna substancja została porzucona w opuszczonym szpitalu? Rozwiązania tej zagadki nie trzeba było długo szukać. Wszystko było udokumentowane w sądzie w Goiânii.

Instituto Goiano de Radioterapia przeniósł się do nowej siedziby w 1985 roku, a należący do niego wcześniej teren wraz z budynkiem szpitala stał się własnością lokalnego oddziału Stowarzyszenia Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, chrześcijańskiej organizacji zajmującej się m.in. działalnością charytatywną wśród ubogich.

Pojemnik z cezem do radioterapii pozostał w szpitalu prawdopodobnie wskutek chaosu podczas przeprowadzki. Gdy IGR zorientował się, że czegoś zapomniał, chciał odzyskać cez-137, ale musiał dostać na to zgodę sądu, ponieważ nie był już właścicielem obiektu. Według akt sędziowie 11 września 1986 roku potwierdzili, że wiedzą o porzuconym materiale radioaktywnym.

Spór o tuleję zaostrzył się w maju 1987 roku, gdy urzędnicy z pomocą policji uniemożliwili właścicielom IGR wejście w celu zabrania cezu. To po tym incydencie zatrudniono strażnika do pilnowania dawnego szpitala. Carlos Figueiredo Bezerril z Instytutu Radioterapii ostrzegł, że władze muszą wziąć odpowiedzialność "za to, co stanie się z bombą cezową". Na cztery miesiące przed kradzieżą pojemnika okazał się prorokiem przyszłej tragedii.

Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski

Polecane

Wróć do strony głównej