Przejmująca relacja mieszkanki Bejrutu. "Jesteśmy jak krokodyle - mało co nas boli"
Libańczycy, choć mierzą się z drugą w ciągu dwóch lat wojną i narastającym kryzysem humanitarnym, starają się nie poddawać. Niektórzy pocieszają się, że "w Dubaju mają gorzej" - relacjonuje korespondentka Polskiego Radia na Bliskim Wschodzie.
2026-03-26, 10:55
Mieszkanka Bejrutu o życiu w mieście. "W Dubaju mają gorzej"
Poprzednią wojnę Hilda częściowo przeczekała w Dubaju. Gdy w Bejrucie bombardowania się nasilały, zostawiła prowadzącego biznes męża, zabrała dzieci i na kilka miesięcy poleciała do siostry. Teraz nawet o tym nie myśli. - Do Dubaju? A skądże. Wczoraj wieczorem rozmawiałam z Marwą przez telefon i nagle u niej słychać "bum, bum, bum" - mówi korespondentce Polskiego Radia.
- W Dubaju nie jest teraz bezpiecznie. Ale powiem ci jeszcze dlaczego. Oni są zupełnie nieprzygotowani. Nie to co w Libanie. W Libanie na swój sposób jesteśmy bezpieczni, bo jesteśmy przygotowani na wojnę. W Dubaju, jak tylko padnie prąd, są załatwieni - przekonuje.
"Jesteśmy jak krokodyle - mało co nas boli"
- Nie ma elektryczności, nie ma życia - mówi Hilda. - A my już się nauczyliśmy, że nie można polegać na dostawach prądu, dlatego wszyscy mają generatory, panele słoneczne. Tu nawet jak wyłączą prąd, wszystko w domu działa jak działało, bo masz energię słoneczną. My w pewien sposób nauczyliśmy się żyć z wojną - tłumaczy. - Tamsahna - wiesz, co to znaczy? Że jesteśmy jak krokodyle - mało co nas boli. Nie patrzymy na to, czy jest wojna czy nie. Po prostu staramy się cieszyć życiem - mówi korespondentce Polskiego Radia.
Hilda jednak marzy czasem o tym, aby wyjechać. Ale nie do Dubaju. Teraz, jak będzie gdzieś uciekać, to na jakąś daleką wyspę. A najlepiej do Australii.
- Bliski Wschód na krawędzi wojny totalnej. Setki ofiar, miliony uchodźców
- Liban wydala irańskiego ambasadora
- Pokój na Bliskim Wschodzie? "Iran będzie ewidentnie wzmocniony"
Źródło: Polskie Radio/Milena Rachid Chehab/mg