Rządowa regulacja cen paliw. "Sytuacja szybko nie wróci do normy"

Ze względu na konflikt na Bliskim Wchodzie rząd wprowadził regulacje cen paliw, jednak nie podano daty końcowej. - Przykład gazu pokazuje, jak bardzo jest zniszczona infrastruktura. Qatar Energy wskazał, że nawet trzy lata może trwać powrót do zdolności produkcyjno-transportowej, z którą mieliśmy do czynienia przed 28 lutego - powiedział Miłosz Motyka, minister energii.

2026-04-10, 08:07

Rządowa regulacja cen paliw. "Sytuacja szybko nie wróci do normy"
Miłosz Motyka. Foto: Polskie Radio 24

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa, co wiąże się z utrudnionym transportem paliw
  • Ze względu na to rząd wprowadził regulację cen, ale nie ustalił końcowej daty
  • Jesteśmy trochę gospodarczymi zakładnikami tej sytuacji - powiedział minister energii Miłosz Motyka

OGLĄDAJ. Miłosz Motyka gościem Agnieszki Drążkiewicz

Rząd wprowadził regulacje cen paliw w odpowiedzi na wzrost napięć na Bliskim Wschodzie, tłumacząc decyzję koniecznością stabilizacji rynku i ochrony obywateli przed gwałtownymi podwyżkami. Nie podano jednak daty, kiedy regulacje przestaną obowiązywać. - Nikt tego niestety nie wie. Największym ryzykiem jest zakładać cokolwiek w tej sytuacji, w której mamy taką nieprzewidywalność słów, już nie mówiąc o nieprzewidywalności czynów, kiedy mamy tylu aktorów gry na Bliskim Wschodzie. To jedna wielka niewiadoma: zarówno gospodarczo, jak i w efekcie na rynku paliw, ale też na innych rynkach. Jesteśmy trochę gospodarczymi zakładnikami tej sytuacji - wyjaśnił minister energii.

Miłosz Motyka podkreślił, że obecnie nie ma przesłanek do tego, by rezygnować z rządowego programu regulacji paliw. - Gdyby nie nasze ceny paliwa i nasze ceny diesla, to obecnie ceny byłyby powyżej 9 zł za litr - podkreślił.

Gość Polskiego Radia 24 wskazał, że obecnie sytuacja nie wygląda optymistycznie. - To są pierwsze sygnały o tym, że może dojść do trwałego rozejmu. Natomiast dopóki do niego nie dojdzie i dopóki trwale nie zostanie odblokowana cieśnina, dopóki rafinerie nie zostaną przywrócone - przynajmniej w znacznej większości - do pracy, jak przed wybuchem konfliktu, nie będziemy mogli mówić o tym, że ceny paliw faktycznie rynkowo mogłyby być niższe - podkreślił Motyka. Przyznał, że liczy na zmiany. - Natomiast jeszcze takich optymistycznych sygnałów z Bliskiego Wschodu nie ma - powiedział.

Podkreślił też, że surowce, które obecnie przepływają przez cieśninę Ormuz, to zaledwie kilka procent tego, co przepływało przed wybuchem konfliktu. - To nie jest skala, która mogłaby trwale uspokoić rynek - wyjaśnił.

Posłuchaj

Miłosz Motyka gościem Agnieszki Drążkiewicz (24 pytania) 20:14
+
Dodaj do playlisty

"Jesteśmy trochę gospodarczymi zakładnikami tej sytuacji"

Miłosz Motyka przekazał, że Qatar Energy wstrzymał nie tylko transporty, ale także produkcję. Podkreślił, że w związku z tym odpowiedzialne za to spółki decydują się na kontraktowanie wolumenów w innych miejscach. - Oczywiście ceny gazu również wzrosły, co może przełożyć się na ceny na polskim rynku w kolejnych miesiącach - powiedział.

Jednocześnie dodał, że to wszystko wciąż jest wielką niewiadomą. - Mamy nadzieję, że to wszystko zostanie uspokojone. Ale to nie jest sytuacja, która bardzo szybko wróci do normy. Przykład gazu pokazuje, jak bardzo zniszczona jest infrastruktura. Qatar Energy wskazał, że nawet trzy lata może trwać powrót do zdolności produkcyjno-transportowej, z którą mieliśmy do czynienia przed 28 lutego - powiedział minister energii.

Gość Polskiego Radia przyznał, że chociaż import gazu z Bliskiego Wschodu do Polski to tylko 9–10% rocznego zapotrzebowania, to automatycznie podnosi ceny na rynkach. – To, co się dzieje tam, ma niestety bezpośrednie przełożenie na to, jak płacimy tutaj. Niestety wszyscy - mimo że nie mamy wpływu na to, że ten konflikt się rozpoczął oraz na to, ile trwa - płacimy jego koszty - podsumował.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Agnieszka Drążkiewicz
Opracowanie: Aleksandra Krawczyk

Polecane

Wróć do strony głównej