"Mają tylko ten dom, kota, kilka kur". Kto zostaje w przyfrontowych miasteczkach?
Wojna w Ukrainie nie toczy się tylko w Kijowie, ale także w małych, przyfrontowych miasteczkach i wsiach, które często bywają zapomniane. - Osoby, które wyjechały, opowiadały o tym, że teraz są już bezpieczne, mają swój pokój, żywność i zapewnione ciepło. Mimo to zupełnie nie mają poczucia stabilności i pewności co do tego, co będzie dalej, a przecież są w podeszłym wieku i nie powinny musieć zastanawiać się nad tym, co wydarzy się za chwilę - mówiła Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej.
2026-05-16, 13:36
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Inwazja Rosji na Ukrainę trwa od ponad 4 lat
- Na atak narażony jest nie tylko Kijów, ale także mniejsze miejscowości
- To także zapomniani ludzie. Często zostają tam tylko osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami oraz osoby, które nie mają pieniędzy, by wyjechać i od nowa budować swoje życie - powiedziała Helena Krajewska.
Wojna w Ukrainie trwa od ponad czterech lat, a na ataki narażone są nie tylko duże miasta, ale także te mniejsze i przyfrontowe wsie i miasteczka. Jak podkreśliła Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej - w nich wciąż toczy się życie. - Wojna to przede wszystkim ludzie. To ludzie, którzy decydują się zostać, decydują się uciekać, ludzie, którzy giną pod gruzami swoich budynków, jak 24 osoby, które zginęły w tym tygodniu w Kijowie. To są osoby, które pomagają innym i przede wszystkim dbają o swoją rodzinę - mówiła gościni Polskiego Radia 24. - Ile miast, ile sytuacji, tyle ludzkich historii - podkreśliła.
Przypomniała, że 15 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Rodzin. - Powinniśmy patrzeć na wojnę właśnie przez pryzmat rodzin. Nie tylko rodzin ukraińskich, ale także naszych własnych i zastanowić się nad tym, jakby to było, gdybyśmy to my znaleźli się w takiej sytuacji. Jak byśmy się czuli i czego byśmy potrzebowali? Może w ten sposób będziemy w stanie spojrzeć bardziej empatycznie na to, co przeżywają rodziny w Ukrainie - mówiła.
Posłuchaj
"To sytuacje rozrywające serce"
Helena Krajewska przyznała, że w małych, przyfrontowych miasteczkach zostają ludzie, którzy często wyjechać nie mogą. - To także zapomniani ludzie. Często zostają tam tylko osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami oraz osoby, które nie mają pieniędzy, by wyjechać i od nowa budować swoje życie. Mają tylko ten dom, kota, kilka kur czy swoje pole. Są też osoby z rodzin wielodzietnych, gdzie jedynym żywicielem została już tylko matka, która również nie ma możliwości wyjazdu z takich miejsc - przekazała.
Gościni Michała Strzałkowskiego przyznała, że w tych miejscowościach widać ogromne przywiązanie do ziemi i domu. - To sytuacje rozrywające serce, kiedy te osoby są zmuszane do wyjazdu, bo już nie będzie można im pomóc - powiedziała. Przypomniała historię starszej kobiety, którą uratowano dzięki użyciu drona.- To skrajna sytuacja i nie powinno do niej dojść, ale bardzo trudno jest to wytłumaczyć osobom, które boją się wykorzenienia – przekazała.
Krajewska powiedziała, że rozmawiała z osobami, które dobrowolnie opuściły Kupiańsk, choć udało im się to dopiero za trzecim razem. - Opowiadały o tym, że teraz są już bezpieczne, mają swój pokój, żywność i zapewnione ciepło. Mimo to zupełnie nie mają poczucia stabilności i pewności co do tego, co będzie dalej, a przecież są w podeszłym wieku i nie powinny musieć zastanawiać się nad tym, co wydarzy się za chwilę - tłumaczyła. - To są trudne rozmowy i trudne sytuacje, z którymi mierzą się nasi pracownicy właśnie w tych małych miejscowościach - zarówno na południu, jak i na wschodzie Ukrainy - podsumowała.
- Samotnie uciekała z piekła wojny. Nagle zobaczyła napis: "Babciu, wsiadaj!"
- Uderzenia Ukrainy na Moskwę. "Kijów staje się potentatem broni"
- Dramatyczna noc w Kijowie. "Rosja chce wymusić kapitulację"
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Michał Strzałkowski
Opracowanie: Aleksandra Krawczyk