Pokażą nagie dziecko obcym, byleby je wysłać do reklamy
Tak przynajmniej wynika z eksperymentu, który przeprowadziła gazeta „Metro”. Do redakcji, która umieściła fałszywe ogłoszenie, przyszła masa zdjęć nagich dzieci wysyłanych przez ich rodziców.
2011-12-02, 06:56
Najmłodsze z dzieci miało 10 dni – zdjęcie przedstawiało noworodka w szpitalnym ręczniku. Najstarsze – 7 lat. Większość miała 2 i 3 lata. Gazeta pisze, że rodzice bez skępowania załączali wiele zdjęć – cześć w negliżu, na plaży, czy w kąpieli. „My je skasowaliśmy, ale czy każdy tak zrobi?” – pyta redakcja.
Co ciekawe, ogłoszenie które „Metro” zamieściło, było całkowicie anonimowe; nie widniała w nim żadna, nawet fałszywa, nazwa agencji która poszukuje dzieciaków do reklam. - To karygodne, że rodzice nawet nie próbowali sprawdzić, co to za firma poszukuje małych aktorów - ocenia Jakub Śpiewak, prezes Fundacji Kidprotect.pl zajmującej się bezpieczeństwem dzieci w internecie.
Podkreślił on w rozmowie z gazetą, że przeciez w internecie każda taka fotografia może nabrać własnego życia i nigdy nie zostać usunięta. - Chwilę po publikacji mogą zostać skopiowane, a po jakimś czasie opublikowane w zupełnie innym miejscu. Nigdy nie wiadomo, kiedy i w jakiej formie wypłynie zdjęcie naszego dziecka z kąpieli. Jakiś pedofil może się przy nich np. masturbować – powiedział.
- Do tego dochodzi kwestia ochrony wizerunku. Rodzice publikując zdjęcia dziecka w sieci, naruszają to prawo. Nikt się dziecka nie pyta, czy chce, żeby jego zdjęcie zostało opublikowane – cytuje „Metro” słowa szefa Kidprotect.pl.
REKLAMA
Zobacz galerię DZIEŃ NA ZDJĘCIACH >>>
sg
REKLAMA