Pułkownik: Ukraina może zestrzelić pocisk jądrowy Rosji
Rosja od 10 lat rozwija infrastrukturę na broń jądrową na Białorusi – mówi w rozmowie z PolskieRadio24.pl prłk Serhij Hrabski. Są i dobre wieści: Ukraina kontratakuje i ma nową taktykę.
Rosja rakieta/ Foto: Associated Press/East News
– Sytuacja na froncie z ostatnich tygodni uczy nas bardzo ważnej rzeczy o współczesnej wojnie – mówi portalowi PolskieRadio24.pl ukraiński pułkownik rezerwy Serhij Hrabski. – Widać, jak bardzo zyskują na wadze nowe technologie – dodaje.
Redakcja poleca
Jak wskazuje wojskowy, w ostatnim czasie wojska rosyjskie demonstracyjnie wręcz zwiększały presję na ukraińskie pozycje. Okazało się jednak, że nie oznacza to automatycznie, że Rosjanie osiągają poważne rezultaty. Co więcej: na niektórych kierunkach to ukraińskie siły obronne prowadzą kontrataki. Tak przebiegały działania wojenne na południu. Obserwowano tam nasilenie ataków na Ukrainę. A tymczasem Ukraina odbiła tam niektóre terytoria, np. rosyjskie wojska zostały wyparte ze Stepnohirska. To oznacza zmniejszenie zagrożenia dla Zaporoża.
Wojskowy wyjaśnia, że jest to zasługa obranej taktyki. Ukraina uderza daleko w obronę wroga i zakłóca jego logistykę. – W efekcie Rosja nie ma siły, by nas zaatakować. Wtedy Ukraina kontratakuje. To bardzo ważne. Mimo iż Rosjanie dysponują dużą liczbą sił, które liczebnie przewyższają ukraińskie około dwa-trzykrotnie, nie potrafią wykorzystać tej szansy – zauważa.
Jak dodaje, na dzisiejszym polu bitwy to nie wskaźniki ilościowe decydują o przewadze, lecz to, na ile korzystamy z nowoczesnych technologii, i w jakim stopniu można pokonać przeciwnika pod względem kontroli i interakcji, współdziałania armii na polu bitwy. To daje wojskowemu bardzo duże nadzieje, że ukraińskie siły obronne będą w stanie odpierać wroga bardziej efektywnie.
Rosjanie nie przygotowali obrony powietrznej. Dlatego Ukraina uderza w ich zaplecze
Wojskowy zauważa, że Rosjanie nie są w stanie tak często prowadzić zmasowanych ataków na Ukrainę, jak by sobie życzyli. Mówi, że to dlatego, że Ukraina uderza w zakłady i logistyczne zasoby Rosji. – Od skuteczności tych ukraińskich ataków na tyły zależy dalszy bieg wojny. A Rosja, jak się okazało, nie może niczego przeciwstawić się tym atakom – zauważa. Chodzi o to, że obrona powietrzna Rosji nie jest w stanie ochronić ważnych dla Kremla obiektów.
Serhij Hrabski dodaje, że Federacja Rosyjska nie przygotowała się dobrze na wojnę, nie jest obecnie w stanie zorganizować odpowiedniej obrony powietrznej, i dlatego ukraińskie uderzenia na daleką odległość roznoszą w pył obiekty na terytorium Federacji Rosyjskiej.
Redakcja poleca
Jednocześnie pułkownik zaznacza, że analogiczna sytuacja z obroną powietrzną jest w innych państwach. To samo dotyczy Polski, krajów bałtyckich i praktycznie wszystkich innych krajów. Dodaje, że wiele państw działa tak, jakby nie rozumiały, jak niebezpieczny jest nowy trend wojny i jak groźne są dziś systemy walki, które pozwalają uderzać na dużych odległościach. Zaznacza, że drogie rakiety obrony powietrznej, takie jak Patriot, znikną bardzo szybko, ponieważ koszt ataku dronami jest wielokrotnie mniejszy niż koszt sił i środków użytych do odparcia tego ataku.
Pułkownik apeluje, by już teraz dbać o to, by obrona powietrzna danego państwa spełniała nowoczesne wymagania, a nie stosowała się tylko do spisanych prawideł wojny, która dawno już minęła. W jego ocenie to stanowi poważny problem dla wszystkich państw.
Ochrona infrastruktury. To długotrwały, kosztowny proces
Pułkownik zauważa także, że konieczne są żmudne prace nad zabezpieczeniem elementów infrastruktury krytycznej. Ma z tym doświadczenia w Ukrainie. – Jeśli ktoś myśli, że można to zrobić w jeden, dwa lub trzy miesiące, to nieprawda. Odwiedzam takie kluczowe elementy infrastruktury przez jakiś czas i dlatego rozumiem, jak trudna jest ta praca. Aby to było jasne: od listopada 2022 roku na jeden z obiektów przeprowadzono 19 ataków. W ten obiekt trafiły 24 rakiety i 36 dronów – wskazuje w rozmowie z nami. Dodaje, że od tego obiektu uzależnione jest dostarczanie energii elektrycznej do dużego obszaru. Jest to stacja transformatorowa o dużej mocy. Zauważa, że by wytworzyć odpowiednie struktury ochronne takiego obiektu, potrzeba co najmniej roku, a może półtora roku. – A do tego struktury ochronne nie są jakimś uniwersalnym projektem. Nie da się rozwinąć jednego sposobu ochrony i używać go wszędzie. Dla każdego konkretnego obiektu jesteśmy zmuszeni tworzyć osobne projekty, aby zapewnić, że ten ochrona działa dobrze – dodaje. I wszystko to jest bardzo kosztowne.
Wojskowy wskazuje, że już także terrorystyczne grupy w Afryce i na Bliskim Wschodzie zaczynają korzystać z technologii wykorzystywanej w tej wojnie. Pojawiają się ataki dronów ze strony terrorystów. Mówi zatem o coraz pilniejszej potrzebie przygotowania się na to już dziś. – Niestety, moje doświadczenie wskazuje, że w praktyce z jakiegoś powodu te kwestie nie są traktowane poważnie i jest to bardzo niebezpieczne. I to wszystko mimo tego, że Ukraina oferuje poważne propozycje. Na przykład dzięki Polsce Ukraina jest zaangażowana w realizację jednego z programów SAFE, i jesteśmy bardzo wdzięczni, że stanie się to poprzez Polskę. My podkreślamy, że tylko zjednoczenie, tylko wspólna praca krajów i bloków może pozwolić nam wygrać tę wojnę – zauważa w rozmowie z nami.
Broń jądrowa. Rosja i Białoruś przeprowadziły ćwiczenia
Nasz rozmówca odniósł się także do prowadzonych ostatnio przez Rosję i Białoruś ćwiczeń strategicznych (21-23 maja). Przytoczył opinię byłego szefa wywiadu wojskowego generał Kyryło Budanowa. Ten mówi, że choć ćwiczenia zostały ogłoszone, nie dostrzeżono żadnych oznak zmian w algorytmach obsługi obiektów jądrowych.
Jak wskazuje pułkownik Hrabski, Ukraina ma poważne siły i środki rozpoznania i doświadczenie w przechwytywaniu i zestrzeliwaniu obiektów powietrznych. – I możemy z dość dużym prawdopodobieństwem zestrzelić pocisk nuklearny – mówi nam. Jak ocenia, jeśli pocisk byłby zestrzelony przez siły obrony powietrznej, to nie prowadzi to do wybuchu jądrowego, zestrzelenie oznaczałoby zatem, że następstwa będą o wiele mniej dotkliwe niż w przypadku wybuchu.
Zdaniem płka Hrabskiego dla Rosji ćwiczenia nuklearne to element wojny informacyjnej i psychologicznej. Chodzi o to, by stworzyć sytuację niepewności, zastraszyć społeczność międzynarodową. – Nie widzimy żadnych oznak, że sytuacja może stać się poważna w nadchodzących miesiącach – dodaje.
Czy na Białorusi otworzą się nowe fronty?
Pułkownik ocenia, że Federacja Rosyjska z całą pewnością planuje przeprowadzić operacje z terenu Białorusi. To znaczy: takie rosyjskie plany zapewne istnieją. Choć Federacja Rosyjska pracuje nad takimi wariantami, to by stały się rzeczywistością, muszą być spełnione pewne warunki. – Rosjanie muszą mieć odpowiednie zasoby do tego, muszą też zapewnić ruch kontyngentów wojskowych – wyjaśnia.
W ocenie wojskowego znakami pogorszenia sytuacji na Białorusi będą przede wszystkim dwa wskaźniki. Pierwszym byłaby mobilizacja rezerwistów na Białorusi. Jak mówi, współczesna armia Białorusi, określana na Ukrainie czasem jako "białoruski korpus armii rosyjskiej", nie jest w stanie samodzielnie prowadzić walki ani przeciw Polsce, ani przeciwko Ukrainie, ani nawet przeciw krajom bałtyckim.
– Dlaczego? Ponieważ ich łączna liczba wynosi 65 tysięcy. Z tego około 15-18 tysięcy należy do jednostek bojowych. To wyklucza możliwość, że z terytorium Białorusi będzie wszczęta agresja militarna przeciw Polsce i krajom bałtyckim. Przeciw Polsce czegoś takiego w ogóle nie da się tego przeprowadzić, biorąc pod uwagę poziom gotowości polskiej armii – dodaje pułkownik Hrabski.
Ale zastrzega: jeśli Rosja będzie domagać się innego scenariusza, to wszystko zacznie się od mobilizacji jednostek Białorusi. Według podanych przez wojskowego szacunków, liczba osób, które można tam zmobilizować, sięga nawet 300 tysięcy. Dlatego Ukraina bardzo poważnie śledzi przebieg wydarzeń i to, jak podejmowane są działania mające na celu wzmocnienie gotowości bojowej i mobilizacji na Białorusi.
Na razie Rosja nie może przerzucić wojsk na Białoruś
Drugą niepokojącą okolicznością byłoby przeniesienie rosyjskich jednostek na Białoruś. – Jednak transfer rosyjskich jednostek może odbywać się wyłącznie kosztem tych jednostek, które już istnieją. To oznaczałoby przesunięcie ich z linii frontu. A Ukraina prowadzi takie działania, że gdy tylko presja armii rosyjskiej osłabnie, natychmiast przechodzimy do kontrataków i eksterminujemy wroga. I to wydarzyło się na kierunku łymańskim, w rejonie Wowczańska – tłumaczy.
Stąd, jak mówi, Federacja Rosyjska, nawet jeśli chciałaby rozpocząć nowe operacje na innych teatrach, na przykład na kierunku polskim, musi być świadoma ile ma zasobów i czy jest gotowa je przerzucić z frontu ukraińskiego. Nie może tego zrobić teraz, bo jest ograniczona swoimi zadaniami, które sobie sama jasno narysowała. – Rosjanie zdefiniowali swoje zadania: to np. okupacja obwodu donieckiego. I sami stali się zakładnikami tej okupacji – mówi wojskowy.
Pułkownik Hrabski dodaje, że rosyjskie plany wojny przeciwko Litwie, Łotwie, Polsce istnieją. Nie ma co do tego wątpliwości. Ale prawdopodobieństwo, że mogą mieć realizację w rzeczywistości, jest obecnie bardzo małe. To nie nastąpi co najmniej, jak mówi, co najmniej "przez najbliższe trzy do pięciu miesięcy".
Pułkownik mówi też, że ważne jest trzeźwe ocenianie sytuacji i spokojne przygotowanie się na reakcję. Potrzebne są środki, które wzmacniają gotowość wojsk i pokazują wrogowi, w tym przypadku Federacji Rosyjskiej, że kraje cywilizowanego świata, zwłaszcza kraje bałtyckie, Polska, są gotowe odeprzeć agresję. Ocenia, ze przeciwnik boi się siły. Gdy ją widzi i dostrzega swoją słabość, robi krok w tył.
Ostrzega, że Rosjanie będą grali Polsce, państwom bałtyckim na nerwach. Będą próbowali wywierać presję na opinię publiczną. Jednak na ten moment nie mają realnych możliwości przeprowadzania aktów agresji militarnej.
Jakie plany ma Rosja?
Można zadać sobie jeszcze inne pytania. Jeśli powtórzenie agresji na Ukrainę nie wydaje się możliwe, to czy Rosjanie nie opracowali innego scenariusza agresji, do którego potrzeba mniej żołnierzy? I czy wojna hybrydowa, która ciągle eskaluje, nie przejdzie pewnego dnia w wojnę kinetyczną? Mieliśmy na początku sztuczną wymuszoną migrację, potem balony, wreszcie widzimy drony, przylatujące zza wschodnich granic. Co dalej?
Wojskowy mówi, że trudno to ocenić i oczywiście można spekulować, ale będą to czysto teoretyczne rozważania. – Oczywiście można fantazjować. Do pewnego poziomu Rosjanie mogą poszerzać prowokacje. Dlatego mówimy o gotowości sił i środków do reakcji. Bo jeśli Rosjanie zobaczą, że siły i środki są przygotowane i przeciwnicy aktywnie reagują na zagrożenia, mogą zdać sobie sprawę, że po prostu nie mają wystarczających zasobów, by zrealizować swoje cele. A scenariusze przeciw Zachodowi nie są uniwersalne. Bo to, co może zadziałać na przykład w przypadku Estonii czy Łotwy, nie zadziała nawet w przypadku Litwy. Mówimy o utworzeniu tzw. republik ludowych, jak narewska, czy dyneburska – zauważa.
Lotnictwo Zachodu mogłoby rozbić grupę wrogich wojsk
– Czy Rosja będzie gotowa podjąć ryzyko, czy "polezą" naprzód, to jest ważne – wskazuje wojskowy. Zaznacza, że to trzeba umieć zatrzymać i Europa ma możliwości działania. Wojna z Ukrainą dowiodła, że dla Rosji jest dużym problemem prowadzenie operacji powietrznej.
Wojskowy mówi też, że Białoruś nie ma dziś możliwości ochrony swoich wojsk. Siły Powietrzne Białorusi nie mogą wspierać armii w operacjach powietrznych. Tymczasem rosyjska grupa powietrzna jest tak słaba, że nawet jeśli Rosja skoncentruje część armii, oznacza to jedno: te wojska nie będą objęte ochroną. – Zatem jeśli otrzymamy informację o bardzo wysokim prawdopodobieństwie jakiegoś ataku np. na terytorium Polski, możliwe jest jego uprzedzenie. Bo możliwy jest w teorii atak prewencyjny, czyli naloty, mające na celu zniszczenie potencjału ofensywnego tej grupy. Rosja nie może sobie pozwolić na osłonę wojsk - ani obroną powietrzną, ani siłami powietrznymi. To ważna kwestia – wskazuje pułkownik.
Odpowiedź na ćwiczenia nuklearne. Jakie są możliwe warianty?
Podczas wspomnianych wyżej ćwiczeń nuklearnych (21-23 maja) Mińsk i Moskwa znowu próbowały zastraszyć Zachód. Takie manewry budzą jednak poczucie, że brakuje na nie reakcji. A jest to eskalacja agresji.
Wojskowy pytany o tę sprawę, mówi, że ćwiczenia to też sposób prowadzenia wojny, tylko innymi środkami. Dodaje, że jego zdaniem możliwe jest prowadzenie własnych kontrmanewrów w odpowiedzi. Chodzi o takie ćwiczenia, których celem będzie wykazanie, że istnieją wystarczające siły i środki, które mogą potencjalnie uderzyć podczas przemieszczenia kompleksów używanych do wystrzelenia broni jądrowej i takie, które mają potencjał uderzenia na odległość rażenia broni taktycznej, 500-600 km.
– Odpowiedź na ćwiczenia powinna być lustrzana. Na przykład, gdyby wykorzystano 40 tysięcy żołnierzy, to cywilizowany świat powinien wykorzystać w manewrach 40 tysięcy osób, aby pokazać, jak skuteczna i nieunikniona będzie reakcja sił obronnych na takie działania – wyjaśnia.
Od 2017 roku Rosja szykuje na Białorusi infrastrukturę dla amunicji jądrowej
Pytany o to, czy Rosjanie rzeczywiście przywieźli amunicję jądrową na Białoruś, tak jak to ogłaszali, pułkownik przyznaje, że nie wiemy. Nie widzimy jednak tego oznak. A z drugiej strony na terytorium Białorusi istnieją miejsce, gdzie można by rozmieszczać taktyczną broń jądrową. Pułkownik Hrabski zauważa, że od 2017 roku Federacja Rosyjska przygotowuje i odbudowuje niektóre obiekty, aby rozmieszczać tam broń jądrową.
Na razie jednak Ukraina nie zauważyła zmiany w sposobie działania obserwowanych obiektów. O tym informował były szef wywiadu wojskowego Ukrainy generał Kyryło Budanow. I to sugeruje, że opowieści o broni jądrowej na Białorusi, to może być tylko demonstracja. Pułkownik Hrabski mówi, że filmy Rosji o tym, jak przewozi broń jądrową, nie wywarły na nim szczególnego wrażenia, choć dokładnie się im przyjrzał. – Mam też pewne wątpliwości co do tego, by broń jądrowa była wożona a takimi pojazdami – dodaje. Ale przypomina, że Rosja na Białorusi buduje odpowiednią infrastrukturę już 10 lat. I tego nie można lekceważyć.
Wojskowy dodaje także, że obecnie Białoruś nie ma sił ani środków, by walczyć przeciw Ukrainie. Może tam być jednak przygotowany plan długoterminowego szkolenia w zakresie prowadzenia działań bojowych na przykład przeciwko krajom bałtyckim. Z drugiej strony, jak mówi, Białoruś jest okupowanym terytorium. – Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi o reakcji Łukaszenki. Rosja może zacząć wojnę, nawet go nie informując – zauważa.
Płk Hrabski zapytany przez nas o wojska dronowe Rosji, które według Ukrainy mają obecnie już 100 tysięcy żołnierzy, mówi, że to bardzo ważna sprawa. Przez to widać, że Rosja uświadamia sobie zmiany w charakterze wojny. Rosja ma nadzieję, że jej wojska w razie operacji dronowej, będą miały przewagę nad państwami NATO, bo tam nie ma takiej liczby specjalistów od walki dronowej. Nie wiadomo, czy to się uda, ale Rosja uparcie i stale stara się sprawić, by jej armia była bardziej efektywna. – A dziś Federacja Rosyjska nie widzi innego wariantu niż prowadzenie wojny. Mówienie o negocjacjach to iluzja – wyjaśnia nam pułkownik Hrabski.
Wojskowy dodaje: Rosja ma nadzieję, że jej 160 tysięcy żołnierzy w wojskach dronowych sprawi kłopot NATO. Ostrzega: Europa nie przygotowuje się do tej wojny tak dobrze, jak by mogła, jak by należało. A Rosja nie widzi obecnie innej opcji niż wojna. Szykuje się do dalszej wojny "do zwycięskiego końca". – Moskwa robi wszystko, by wojnę kontynuować – ostrzega.
Wojskowy dodaje, że Ukraina jest bardzo wdzięczna za wszelką udzieloną jej pomocy. – Bo bez niej już byłaby katastrofa. Nie ukrywamy, Ale jednocześnie Ukraina wchodzi taką fazę konfrontacji, gdy przebieg przyszłych wojen i konfliktów zależy od doświadczeń Ukrainy, od jej technologii – zauważa. Dodaje, że cywilizowany świat musi zjednoczyć się w walce z antydemokratyczną Rosją i innymi niedemokratycznymi zagrożeniami.
Źródło: PolskieRadio.24.pl
Chcesz czytać nas częściej?
Dodaj nas do preferowanych źródeł, aby nasze newsy zawsze wyświetlały Ci się na górze wyników Google.
Agnieszka Kamińska jest dziennikarką i redaktorką działu wiadomości serwisu informacyjnego PolskieRadio24.pl. Dla redakcji portalu przeprowadza wywiady, gromadzi komentarze, przygotowuje analizy i artykuły. Opracowuje materiały informacyjne i relacjonuje najważniejsze wydarzenia w kraju i za granicą.