Incydent z udziałem ambasadora Rosji. Lichocka: to nie powinno się stać, ale trzeba zrozumieć ludzkie emocje
- Trzeba powiedzieć tak, jak mówi minister spraw zagranicznych pan prof. Rau: tak nie powinno się stać. Natomiast trzeba zrozumieć te emocje, te okoliczności, które towarzyszą temu, co Rosjanie robią na Ukrainie - podkreśliła w Polskim Radiu 24 poseł PiS Joanna Lichocka.
2022-05-10, 07:55
Ambasador Rosji Siergiej Andriejew został oblany czerwoną substancją, gdy wraz z delegacją próbował złożyć kwiaty przy Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Doszło też do szarpaniny. Interweniowała policja. W mediach społecznościowych wiele osób zastanawia się czy nie doszło do rosyjskiej prowokacji.
- Chciałabym unikać spekulacji w tej sprawie: czy była to rosyjska prowokacja, czy nie. Uczestnicy mediów społecznościowych bardzo szczegółowo to analizują. Taka opinia - że mogło dojść do rosyjskiej prowokacji, jest w mediach społecznościowych dość często podawana - podkreśliła w Polskim Radiu 24 Joanna Lichocka.
Dodała, że "to, co się zdarzyło, zdarzyło się na skutek działania Rosji i samego ambasadora Rosji". - Nie można oddzielić rosyjskiej odpowiedzialności również za ten incydent. Trzeba powiedzieć tak, jak mówi minister spraw zagranicznych pan prof. Rau: tak nie powinno się stać - zaznaczyła poseł.
"Mają prawo do tego, by było zachowane ich bezpieczeństwo"
Stwierdziła również, że "wszyscy dyplomaci, którzy są akredytowani w Polsce, mają prawo do tego, żeby było zachowane ich bezpieczeństwo".
REKLAMA
- Polska jest państwem, które to bezpieczeństwo gwarantuje. Niemniej pan ambasador otrzymał od polskiego rządu pismo, w którym polska strona mówiła, że zdecydowanie i stanowczo odradza składanie kwiatów tego dnia pod pomnikiem żołnierzy radzieckich - w obliczu oburzenia polskiej opinii publicznej i międzynarodowej opinii publicznej zbrodniami i mordami, jakich Rosja dokonuje obecnie na Ukrainie. Mimo to pan ambasador zdecydował się uczestniczyć w tej uroczystości - powiedziała Joanna Lichocka.
Jej zdaniem rosyjski dyplomata "musiał mieć świadomość, jakie ryzyka to ze sobą niesie, że może się spotkać z protestem opinii publicznej". - W tym wypadku mieliśmy do czynienia z działalnością przedstawicieli Ukrainy. Zdaje się, że tego czynu dokonała ukraińska dziennikarka. I znowu trzeba powiedzieć, że kobiety Ukrainy mają prawo do demonstrowania swojego skrajnego oburzenia tym, jak Rosja działa na Ukrainie, tym, że morduje cywilów, morduje dzieci, dokonuje różnych bestialskich aktów, gwałtów - podkreśliła polityk.
- Oczywiście życzymy sobie, żeby każde demonstracje, które są w Polsce miały charakter pokojowy, natomiast trzeba zrozumieć te emocje, te okoliczności - podsumowała rozmówczyni PR24.
Więcej w nagraniu.
Posłuchaj
***
Audycja: "24 Pytania - Rozmowa Poranka"
Prowadząca: Dorota Kania
Gość: Joanna Lichocka (PiS)
REKLAMA
Data emisji: 10.05.2022
Godzina emisji: 7.06
bartos
REKLAMA