Motława pokryta lodową skorupą. Ratownik wodny ostrzega
Od niedzieli rzeka Motława stała się gdańskim deptakiem dla tysięcy turystów oraz mieszkańców Trójmiasta. - Jeżeli nie mieliśmy w planach wchodzenia na lód, czyli nie mieliśmy na szyi kolców lodowych, więc nie zaszczepiliśmy się przeciwko brakowi możliwości wyjścia z wody, to w ogóle na lód nie wchodzimy - powiedział w Polskim Radiu 24 ratownik wodny i kapitan jachtowy, Marcin Siwek.
2026-02-03, 20:30
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Ze względu na silne mrozy, Motława po raz pierwszy od 2011 roku pokryła się grubą lodową skorupą
- Gdańska policja oraz urzędnicy ostrzegają przed ryzykiem i podkreślają, że żaden lód nie jest bezpieczny
- Jak zaznaczył Marcin Siwek, na tego typu powierzchnie powinno się wchodzić wyłącznie posiadając kolce lodowe
Tafla Motławy, czyli rzeki przepływającej przez Gdańsk, zamarzła, co sprawiło, że na jej powierzchni pojawiło się mnóstwo spacerujących, w tym rodzin z dziećmi, a także łyżwiarzy. Władze oraz specjaliści apelują o ostrożność i przestrzegają przed wchodzeniem na zamarzniętą rzekę, jednak ostrzeżenia te są często bagatelizowane. - Jeżeli znajdujemy się na lodzie, to w tym miejscu jest on dla nas nośny i domyślamy się, że droga, którą dotarliśmy w to miejsce, także jest lub była drogą nośną. Cała reszta jest bardzo nieprzewidywalna i ciężka do oceniania w momencie, kiedy nie znamy struktury tej pokrywy - tłumaczył gość Polskiego Radia.
Ekspert podkreślił, że stwierdzenie "bezpieczny lód" jest powtarzane przez osoby bez pojęcia. - Nigdy nie wiemy, kiedy on się pod nami rozstąpi, czyli w jakim momencie z pozycji wspartej na nogach znajdziemy się w wodzie i musimy się z tym liczyć - wskazał. Siwek dodał, że jedyną "szczepionką" umożliwiającą poradzenie sobie w takiej sytuacji jest posiadanie kolców lodowych. - To jak jeżdżenie dziecka w samochodzie w foteliku, jest bezdyskusyjne, nie wymaga głębokiej refleksji i powinno być zero-jedynkowe - kontynuował.
Gość audycji zaznaczył, że wynurzenie się jest często niemożliwe ze względu na działanie grawitacji oraz nieuchwytnego dla nas lodu. - Jesteśmy, jak konie i psy, nie mamy wtedy dłoni i nic nie możemy nimi zrobić, nie mamy żadnej możliwości chwytania. Kolce lodowe, czyli super proste urządzenie powieszone na szyi, leżące na dwóch obojczykach, pływające, pomarańczowe i widoczne, to jest łatwa metoda na wyjście - wyjaśniał.
Posłuchaj
Co robić, gdy zerwie się pod nami lód?
Siwek podpowiedział, co robić w momencie, gdy uda nam się już wydostać z wody i jako rzecz najistotniejszą wskazał szybką zmianę odzieży. - W pierwszym rzędzie sznurowadła, bo one zamarzają, a potem wszystkie suwaki. Następnie warto zdejmować ubrania od góry, bo woda ścieka. Powinniśmy stanąć na pierwszej rzeczy, którą zrzucimy na lód. Zakładam, że jest to zewnętrzna kurtka, więc trzeba na niej stanąć, rozbierać się i wrzucać ubrania pod siebie. Ta kurtka przymarznie, my już jej nie wyjmiemy, ale jeżeli zdążymy rozsznurować buty, zdjąć kurtkę, rozpiąć rozporek, zdjąć spodnie i rozpiąć klamry od plecaka, to w nim mamy suche ubrania - powiedział.
Specjalista zwrócił również uwagę na konieczne zabezpieczenie stóp oraz dłoni, ponieważ w momencie, gdy przestaniemy odczuwać ich ból, może być już za późno. - Jeśli sami sobie nie zagwarantujemy drugiej szczepionki, czyli zmiany swojego położenia po wyjściu z wody, to pomoc nie nadejdzie w ciągu kilku minut, a kilka minut na mrozie w mokrym ubraniu to jest krytycznie długo - podsumował.
- Motława zamarzła, tłumy ludzi na tafli lodu. Służby alarmują
- Wielka awaria ciepłownicza w Trójmieście. Dulkiewicz wskazała przyczynę
- Silny mróz w Polsce. IMGW ostrzega siedem województw
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Dominika Główka