Nazwisko Trumpa w aktach Epsteina. "Żaden prokurator nie podjąłby się postępowania"

Po tym jak amerykańskie władze upubliczniły dokumenty ws. Jeffrey'a Epsteina, okazało się, że nazwisko Donalda Trumpa przewija się w nich setki razy.  - Gdyby w tych aktach było coś, co naprawdę mogłoby bezpośrednio uderzyć w prezydenta, coś, co mogłoby go zdyskredytować, to prawdopodobnie zostałoby to ujawnione w trakcie prezydentury Bidena - powiedział dr Wojciech Kwiatkowski w Polskim Radiu 24.  

2026-02-04, 08:49

Nazwisko Trumpa w aktach Epsteina. "Żaden prokurator nie podjąłby się postępowania"
Donald Trump. Foto: SAUL LOEB/EAST NEWS

Najważniejsze informacje:

  • Amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości opublikowało ok. trzech milionów stron dokumentów ws. Epsteina
  • Nazwisko prezydenta USA w aktach pojawia się setki razy
  • Warto podkreślić, że dokumenty zostały ujawnione z woli prezydenta - powiedział dr Wojciech Kwiatkowski

Amerykanista dr Wojciech Kwiatkowski skomentował upublicznienie akt Jeffrey'a Epsteina w kontekście zbliżających się wyborów. W dokumentach setki razy pojawia się nazwisko obecnego prezydenta USA. - W tym roku Amerykanie będą wybierać kongres, dlatego ujawnienie tych akt jest nie na rękę zarówno republikanom, jak i Donaldowi Trumpowi. Warto jednak podkreślić, że dokumenty zostały ujawnione z woli prezydenta. Proszę zwrócić uwagę, że Trump podpisał ustawę kongresu, a mógł ją zawetować - powiedział w Polskim Radiu 24.

Ekspert przekazał, że ze względu na liczbę materiałów w sprawie zapewne nikt nie zapoznał się z całością, a mimo to już ponad 200 osób żąda utajnienia akt. - To osoby, które miały kontakt okazjonalny z Epsteinem z uwagi na to, że on lokował pieniądze, miał po prostu legalny biznes - mówił. Wskazał, że krótki kontakt z oskarżonym mogło mieć nawet tysiąc osób.

Posłuchaj

Dr Wojciech Kwiatkowski gościem Ewy Wasążnik (Temat dnia) 8:41
+
Dodaj do playlisty

Nazwisko Trumpa pojawia się setki razy w aktach Epsteina

Dr Wojciech Kwiatkowski podkreślił, że nazwisko obecnego prezydenta USA w aktach oskarżonego nie przesądza sprawy. Jego zdaniem nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa przez polityka. - Żaden prokurator i w Polsce, i Stanach Zjednoczonych nie podjąłby postępowania przeciwko Trumpowi w oparciu o to, co jest w tych dokumentach - mówił.

Amerykanista przypomniał, że afera z Epsteinem ujrzała światło dzienne, kiedy Donald Trump był prezydentem, ale później miał 4 lata przerwy. - Gdyby w tych aktach było coś, co naprawdę mogłoby bezpośrednio uderzyć w prezydenta, coś, co mogłoby go zdyskredytować, to prawdopodobnie zostałoby to ujawnione w trakcie prezydentury Bidena. Mógł zrobić to samo, co zrobił Trump, czyli lobbować za tym, żeby akta zostały odtajnione. Szczególnie zakładając, że Trump będzie startował w wyborach w 2024 roku. To była idealna wręcz sytuacja dla kandydata na urząd prezydenta - przekonywał Kwiatkowski.

Gość Polskiego Radia 24 nawiązał do reakcji społeczeństwa amerykańskiego. - Duża grupa wyborców Donalda Trumpa to ludzie, którzy już od dawna twierdzą, że elita w Stanach Zjednoczonych jest po prostu zgniła i zdemoralizowana. Prowadząca zauważyła, że prezydent obiecywał kres "temu zepsuciu", a tymczasem wygląda na to, że sam uczestniczył w tej siatce powiązań. - Analizując całe jego życie, to stoi on mocno w opozycji to tego typu założeń, ale trzeba mu oddać, że dążył do tego, żeby akta ujrzały światło dzienne - przekonywał.

Ekspert wspomniał też o wypowiedzi płynącej z Białego Domu. Zastępca rzeczniczki prasowej Donalda Trumpa przekazał, że są jeszcze informacje, które nie mogą zostać odtajnione ze względu na dobro ofiar. - To też się nie podoba pewnej grupie wyborców: zarówno Trumpa, jak i części wyborców partii demokratycznej. Twierdzą, że w tych materiałach są jakieś materiały kompromitujące polityków najwyższej rangi - podsumował.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Ewa Wasążnik
Opracowanie: Aleksandra Krawczyk

Polecane

Wróć do strony głównej