Republikanie majstrują przy ordynacji wyborczej? "Pali im się grunt pod nogami"

Korzystając z zielonego światła od Sądu Najwyższego, republikanie przerysowują granice okręgów tak, by osłabić głos mniejszości i utrzymać kontrolę nad Kongresem. - To się dzieje, bo czują, że pali im się grunt pod nogami - przed wyborami, które mają się odbyć jesienią - powiedział dr Karol Szulc, amerykanista z Uniwersytetu Wrocławskiego. 

2026-05-04, 12:22

Republikanie majstrują przy ordynacji wyborczej? "Pali im się grunt pod nogami"
Dr Karol Szulc: republikanie tracą grunt pod nogami . Foto: Bill Clark/Associated Press/East News

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Jesienią w USA odbędą się tak zwane połówkowe wybory do Kongresu, w których republikanie mogą stracić większość 
  • Politycy próbują zmienić granice dystryktów wyborczych tak, aby mieć większą szansę na zwycięstwo
  • Jest tylko jeden zwycięzca i w zależności od tego jak rozrysujemy okręg, tak będą wyglądały wyniki wyborów - stwierdził dr Karol Szulc

W USA od lat 60. istnieje zasada, że poszczególne stany nie mogą rysować map wyborczych tak, aby "rozmywać" głos mniejszości (np. Afroamerykanów). Jeśli w danym stanie mniejszości stanowią dużą grupę, prawo czasem pozwalało wymagać stworzenia takich dystryktów, w których mieliby oni realną szansę wybrać swojego przedstawiciela (tzw. dystrykty większościowo-mniejszościowe). Sąd Najwyższy to ostatnio znacząco ograniczył. Uznał, że mniejszości nie mogą już tak łatwo skarżyć map wyborczych tylko dlatego, że dają im one mało władzy. Teraz, aby wygrać w sądzie, częściej trzeba udowodnić politykom "złą intencję" i rasizm, a nie tylko pokazać, że nowa mapa jest dla mniejszości niekorzystna. W praktyce oznacza to, że walka z manipulowaniem granicami okręgów stała się dużo trudniejsza.

Dla republikanów to duży prezent, bo większość mniejszości w USA głosuje na demokratów. Dzięki nowemu wyrokowi republikańscy politycy w stanach takich jak Luizjana, Alabama czy Floryda mogą teraz łatwiej likwidować te "bezpieczne" dla mniejszości okręgi, twierdząc, że robią to z powodów czysto politycznych, a nie rasowych. Sąd Najwyższy znacząco ograniczył możliwość podważania takich map w sądach. W efekcie republikanie mogą przerysować mapy tak, by w nadchodzących wyborach odebrać demokratom nawet kilkanaście mandatów w Kongresie, co może im zagwarantować przewagę, nawet jeśli w skali kraju zdobędą mniej głosów.

Posłuchaj

Dr Karol Szulc o sytuacji politycznej w USA (Temat dnia) 17:14
+
Dodaj do playlisty

Obawy wyborcze republikanów

Dr Karol Szulc podkreślił, że republikanie "czują, że pali im się grunt pod nogami". - Bo o ile już od dłuższego czasu statystyki bardzo jasno wskazują, że przegrają Izbę Reprezentantów, gdzie obecnie mają 98 procent szansy na przegraną, to mieli utrzymać Senat. Jednak i w tej izbie sytuacja się zmieniła na niekorzyść republikanów, a badania dają im 50 procent szans. Przegrana byłaby dużą porażką, dlatego starają się robić wszystko, żeby zwiększyć swoje szanse - zaznaczył ekspert.

Szulc skomentował kwietniowy wyrok Sądu Najwyższego, który dotyczy kwestii rasowych podczas tworzenia dystryktów wyborczych. - To rozstrzygnięcie sądu utwierdza jeszcze taką interpretację, że tak naprawdę w obecnej sytuacji trudno jest rozsądzić - i poniekąd to jest prawda - czy dane linie podziału przebiegają wzdłuż podziałów rasowych czy politycznych. Bo nastąpiła bardzo duża polaryzacja, a mniejszości nie białe w Stanach Zjednoczonych nie popierają republikanów. Można argumentować, że tu nie chodzi o rasy, tylko o politykę. Natomiast to jest oczywiście ze sobą powiązane - powiedział gość Polskiego Radia 24. 

- Powinniśmy pamiętać o tym, że to, jak wygląda okręg wyborczy w Stanach Zjednoczonych, jest niesamowicie istotne, bo są to jednomandatowe okręgi wyborcze. Jest tylko jeden zwycięzca i w zależności od tego jak rozrysujemy okręg, tak będą wyglądały wyniki wyborów -wyjaśnił dr Karol Szulc. Podkreślił również, że rządzący mogą próbować dwóch metod, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. - Jeżeli mamy skupisko wrogich nam wyborców, którzy głosują na drugą partię, to staramy się ich skupić w jednym okręgu, żeby zmarnowali swoje głosy, a wygrywa ten, kto dostaje najwięcej głosów. W drugiej metodzie idziemy w inną stronę. Jeżeli mamy skupisko wyborców, którzy głosują na inną partię, to ich rozczłonkowujemy - zaznaczył ekspert w Polskim Radiu 24.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Jakub Kukla
Opracowanie: Robert Bartosewicz

Polecane

Wróć do strony głównej