Donald Trump "zaszczycony", że stał się celem. "Zaskakujące i absurdalne"

Po strzelaninie na balu Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził, że jest zaszczycony, że był celem ataku. - To brzmi trochę zaskakująco i absurdalnie, ale Donald Trump ma taki charakter. On miał poczucie, że stał się jeszcze większym bohaterem tego wieczoru, niż miałby być, gdyby wygłosił tylko zwykłe przemówienie - mówił w Polskim Radiu 24 obecny na wydarzeniu korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie Marek Wałkuski.

2026-05-01, 14:00

Donald Trump "zaszczycony", że stał się celem. "Zaskakujące i absurdalne"
Donald Trump. Foto: Jose Luis Magana/Associated Press/East News

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • 25 kwietnia doszło do strzelaniny, której celem miał stać się Donald Trump
  • Sprawca przyznał, że bez większych trudności przemycił do budynku, gdzie odbywała się uroczystość strzelbę, pistolet i noże
  • Jak podkreślił Wałkuski, wypowiedź Trumpa pół godziny po jego ewakuacji z hotelu, była czymś niestandardowym 

W nocy z 25 na 26 kwietnia czasu polskiego doszło do strzelaniny podczas dorocznej gali Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu z udziałem Donalda Trumpa, która miała miejsce w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Napastnikiem okazał się 31-letni informatyk Cole Thomas. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa prezydenta Stanów Zjednoczonych. 

Korespondent Polskiego Radia brał udział w uroczystości i relacjonował pierwsze kroki amerykańskiej głowy państwa po ataku. - W tego rodzaju sytuacjach tradycyjnie prezydent albo wydaje krótkie oświadczenia, albo pokazuje się tylko na chwilę, żeby powiedzieć, że wszystko z nim w porządku. Potępia przemoc, stara się wygłosić przesłanie jedności, piętnowania przemocy politycznej i mówiąc o tym, co się wydarzyło, czeka na szczegóły, dlatego że pierwsze informacje często są ze sobą sprzeczne i częściowe. Czasami okazują się nieprecyzyjne lub nieprawdziwe - tłumaczył. - Donald Trump pół godziny po tym, jak został ewakuowany, zwołał w Białym Domu konferencję prasową. Jeszcze, gdy byliśmy w sali, poinformowano nas o tym - podkreślił. 

Posłuchaj

Marek Wałkuski o zamachu na Donalda Trumpa (Świat 24) 15:17
+
Dodaj do playlisty

Pierwsze emocje Trumpa

Wałkuski mówił o tym, co wydarzyło się, gdy prezydent Stanów Zjednoczonych pojawił się na zorganizowanej chwile wcześniej konferencji. - Donald Trump powiedział, że miał miejsce niedoszły zamach na jego osobę. On nie miał wątpliwości, że był to atak na niego. Mówił o tym, że sprawca został schwytany oraz że strzelił do agenta Secret Service, a kula zatrzymała się na kamizelce kuloodpornej i tylko dzięki temu agent przeżył - wyjaśniał. 

- W pamięci utkwiło mi jego stwierdzenie, że czuje się zaszczycony, że był celem tego ataku. To brzmi trochę zaskakująco i absurdalnie, ale Donald Trump ma taki charakter. On miał poczucie, że stał się jeszcze większym bohaterem tego wieczoru, niż miałby być, gdyby wygłosił tylko zwykłe przemówienie. Powiedział też, dlaczego czuje się dumny. Otóż jak tłumaczył, tylko wielcy przywódcy i ludzie, którzy zmieniają historię świata, stają się celami zamachów terrorystycznych. W tym sensie on czuł się w pewien sposób wyróżniony. Czuł się szczególnie, jako światowy przywódca - kontynuował. 

Pojawiające się niespójności 

Korespondent Polskiego Radia zwrócił jednak uwagę, że dokumenty z toczącego się śledztwa w tej sprawie, nie pokrywają się z przekazem lidera USA. - Dwa dni później odbyła się konferencja prasowa Todda Blanche'a pełniącego obowiązki prokuratora generalnego - wskazał. - On powiedział, że sprawca został oskarżony o próbę zamachu na prezydenta Trumpa i postawiono mu dwa dodatkowe zarzuty, w tym postrzelenia oficera Secret Service. Co ciekawe, zapytany, czy rzeczywiście ten oficer został postrzelony, Todd Blanche nie wyglądał na przekonanego, albo zachowywał się tak, jakby miał kłopot z odpowiedzią na to pytanie - zaznaczył. 

- Gdy prokuratura złożyła wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania, zarzutu o postrzelenie agenta Secret Service już nie było. Znalazło się w nim tylko stwierdzenie, że 31-letni Cole Allen wystrzelił z broni w kierunku schodów, które znajdowały się niedaleko, ale już bez postrzelenia agenta. W związku z tym pojawiły się pytania, czy wersja przedstawiona przez Donalda Trumpa jest prawdziwa, czy może został źle poinformowany, albo sam dobudował dramaturgię tej historii z postrzeleniem agenta kulą zatrzymującą się na kamizelce kuloodpornej. W tej chwili nie znamy odpowiedzi na te pytania, natomiast możemy powiedzieć, że kolejne wersje zdarzeń nie są ze sobą spójne - podsumował Marek Wałkuski.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadzący: Wojciech Cegielski
Opracowanie: Dominika Główka

Polecane

Wróć do strony głównej