more_horiz
Gospodarka

Gruzja ważnym dostawcą ropy na Zachód. Wizyta Łukaszenki w Abchazji może zwiastować kłopoty

Ostatnia aktualizacja: 29.09.2022 10:20
Rosyjska straż graniczna, stacjonująca na Kremlu na obrzeżach gruzińskiej separatystycznej, prorosyjskiej enklawy Osetii Południowej, przesunęła w 2008 roku znaczniki graniczne enklawy dalej na terytorium Gruzji. Tym samym Rosja zyskała kontrolę nad częścią ropociągu przesyłającego surowiec na Zachód.
Łukaszenka udał się z wizytą do Abchazji
Łukaszenka udał się z wizytą do AbchazjiFoto: shutterstock/Igor Strukov

Przesunięta granica daje Osetii Południowej, która ogłosiła się niepodległym państwem, oraz jej rosyjskim zwolennikom kontrolę nad kilometrowym odcinkiem rurociągu Baku-Supsa. Jest to linia, która transportuje ropę ze stolicy Azerbejdżanu, Baku, przez gruziński port Supsa nad Morzem Czarnym na rynki zachodnie.

Przejęcie przez Rosję ma implikacje dla innych krajów w regionie, których rurociągi omijają terytorium Rosji. Na przykład Azerbejdżan ma rurociąg biegnący w pobliżu Górskiego Karabachu, azerskiej enklawy, którą popierani przez Rosjan etniczni Ormianie zajęli w wojnie na początku lat 90.

Azerbejdżan zadeklarował chęć odzyskania enklawy - w razie potrzeby siłą. Jednym z niebezpieczeństw nowej wojny jest to, że rurociąg może wpaść w ręce wspieranych przez Rosję separatystów.

Skutki ekonomiczne

Przejęcie przez Rosję rurociągu Baku-Supsa ma ważny wymiar ekonomiczny i polityczny.

Rurociągi są ważnym źródłem dochodów dla Gruzji, biednego kraju o ograniczonej bazie przemysłowej. Tbilisi zarabia rocznie setki milionów dolarów z tytułu opłat tranzytowych od Baku-Supsy i innych rurociągów przecinających terytorium kraju.

Ważną linią oprócz Baku-Supsy jest Baku-Tbilisi-Ceyhan, która wysyła ropę z Azerbejdżanu przez stolicę Gruzji Tbilisi do tureckiego portu śródziemnomorskiego Ceyhan. Stamtąd jest ona wysyłana dalej do Europy i świata.

Rosja, zajmując rurociąg Baku-Supsa, miała na uwadze dwa cele ekonomiczne. Jednym z nich było zaszkodzenie gruzińskiej gospodarce, która pozostaje niechętna Moskwie po przegranej w 2008 roku wojnie z połączonymi siłami Rosji i separatystów z Osetii Południowej i Abchazji, innej prorosyjskiej enklawy. Kontrolowanie nawet niewielkiej części rurociągu Baku-Supsa oznacza, że Rosjanie i Osetyjczycy Południowi mogą kraść przesyłany przez niego surowiec.

Nie tylko pozbawiłoby to Gruzję dochodów, ale także dałoby Osetyjczykom Południowym dochody pozwalające na dalszą budowę separatystycznego państwa, które ogłosili po zwycięstwie militarnym. Ten dochód oznaczałby, że Rosja musiałaby zapewnić mniejszą pomoc dla Osetii Południowej.

Terytoria byłego Związku Radzieckiego, takie jak Azerbejdżan i Gruzja, wzbudziły gniew Kremla, gdy zbudowały rurociągi naftowe i gazowe omijające terytorium Rosji - ponieważ Moskwa nie może kontrolować rurociągów. To dało tym krajom więcej możliwości prowadzenia własnej, nierosyjskiej polityki zagranicznej.

Zaczęły się kolejne ruchy w Abchazji

Wizyta Aleksandra Łukaszenki w okupowanej Abchazji w Gruzji narusza zasady stosunków dwustronnych i prawo międzynarodowe - oświadczyła w środę prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili.

"Stanowczo potępiam wizytę Aleksandra Łukaszenki w okupowanej Abchazji. Jest to niedopuszczalne naruszenie gruzińskiego prawa, dotyczącego terytoriów okupowanych oraz zasad naszych stosunków dwustronnych i prawa międzynarodowego" - napisała prezydent na Twitterze.

MSZ w Tbilisi oświadczyło, że strona gruzińska wyraża "skrajne zaniepokojenie" wizytą Łukaszenki w Abchazji i jego spotkaniami z przedstawicielami rosyjskich władz okupacyjnych - czytamy w komunikacie resortu.

Ministerstwo potępiło "naruszenie granicy państwowej" Gruzji przez Łukaszenkę. Zaapelowano do Mińska o poszanowanie integralności terytorialnej i suwerenności Gruzji oraz niepodejmowanie działań sprzecznych z prawem międzynarodowym.

Czytaj także:

PolskieRadio24.pl/ PAP/ Reuters/ Politico/ Euractiv/ mib/ kor