Cena ropy crude zniżyła się do 91,23 dolarów, a brent do 105,12 dolarów. Jak pisze "Financial Times", uwolnienie rezerw to "strzał ostrzegawczy" dla kartelu krajów eksportujących ropę - OPEC. Decyzję o tym ruchu podjęła w piątek Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA), która skupia państwa importujące surowiec. To zaledwie trzeci raz, kiedy ta organizacja postanawia uwolnić strategiczne rezerwy. Pozwoliła ona na użycie z zapasów 60 mln baryłek, aby uzupełnić braki ropy na rynku. Te wystąpiły przez przerwę w wytwarzaniu wysokiej jakości czarnego złota w Libii.
Zwiększenie ilości ropy ma obniżyć jej ceny i pomóc światowej gospodarce. Połowa surowca, który wskutek uwolnienia strategicznych zapasów trafił na rynek, pochodziła ze Stanów Zjednoczonych, a pozostała część z Japonii, Niemiec, Francji, Hiszpanii i Włoch.
Steven Chu, minister ds. energia Stanów Zjednoczonych tłumaczy, że USA musiała podjąć taką decyzję z powodu braków ropy z Libii. Obawiano się bowiem negatywnych skutków dla gospodarki ciągle wychodzącej z kryzysu.
- Będziemy nadal monitorować sytuację i jesteśmy gotowi podjąć kolejne kroki, jeśli (okażą się one) konieczne - stwierdził Chu. Stany Zjednoczone posiadają rekordowe zapasy strategiczne ropy rzędu 727 mln baryłek.
Braki czarnego złota wynikają także z faktu, że 8 czerwca OPEC nie doszedł do porozumienia i nie zdecydował się zwiększyć poziomu produkcji ropy. Jak pisze "Financial Times" stało się tak mimo deklaracji lidera kartelu - Arabii Saudyjskiej - o jednostronnym zwiększeniu swoich dostaw surowca. Jednak zwiększeniu produkcji mocno sprzeciwił się Iran.
"FT" dodaje, że głos analityków uspokaja. W ich ocenie nie ma jeszcze dużych zagrożeń dla gospodarki. - Prawda jest taka, że jesteśmy świetnie zaopatrzeni w ropę - powiedziała "FT" Randa Fahmy Hudome, konsultantka ds. energii, członkini administracji byłego prezydenta USA, George'a W. Busha.
tk