more_horiz
Gospodarka

Dyrektor oddziału Geologii i Eksploatacji PGNiG: walczymy o każdy metr sześcienny gazu

Ostatnia aktualizacja: 11.08.2022 15:00
Jaki są możliwości zwiększenia wydobycia gazu w Polsce, co spowalnia ten proces, a co przyśpiesza, czy zostało nam coś z euforii wokół łupków? To wszystko wyjaśnia Krzysztof Potera, dyrektor Oddziału Geologii i Eksploatacji PGNiG.
Dyrektor Krzysztof Potera odbiera nagrodę w konkursie TechnoBiznes w kategorii Przemysł 4.0
Dyrektor Krzysztof Potera odbiera nagrodę w konkursie TechnoBiznes w kategorii Przemysł 4.0Foto: PGNiG/Twetter

Sytuacja na światowym rynku paliw jest bardzo trudna. Ich ceny od początku wojny na Ukrainie zdecydowanie poszły do góry. Czy w tej sytuacji Polska ma możliwości zwiększania wydobycia gazu?

Według ostatnich dostępnych danych Polska ma złoża gazu, z których możliwe jest wydobycie 89 mld m sześć. surowca. Ale to nie oznacza, że możemy tyle wydobyć w ciągu kilku lat. Gdy zaczynamy eksploatację nowo odkrytego złoża, to jest ono najbardziej wydajne zazwyczaj przez pierwsze 5 lat. Potem wydobycie stopniowo maleje, ale nadal jest opłacalne. Takie złoże może być eksploatowane nawet przez 30-40 lat. To zależy, jaką ma ono budowę, ile poziomów. Na przykład największe w Polsce złoże "Przemyśl" jest eksploatowane od lat 60.minionego wieku. Ale to wyjątki.

Czyli, by utrzymać wydobycie, cały czas musimy odkrywać nowe złoża i uruchamiać nowe kopalnie. W ostatnich latach, co roku, dzięki nowym technologiom, m.in. trójwymiarowym zdjęciom sejsmicznym, odkrywaliśmy więcej nowych złóż, niż było tych, na których kończyliśmy eksploatacje. To bardzo optymistyczne, bo pozwala mieć nadzieję na utrzymanie wydobycia gazu na stabilnym poziomie, a być może nawet jego zwiększenie.

Na ten rok PGNiG przewidywał wydobycie w kraju 3,7 mld m sześć. gazu. O ile będzie można w przyszłości zwiększyć wydobycie?

Na dziś cel to utrzymanie poziomu około 4 mld m sześc. rocznie. Ale cały czas robimy badania, staramy się o nowe koncesje i liczymy na kolejne odkrycia złóż, które poprawią nasze wydobycie. W najbliższych trzech latach planujemy wykonanie około 20 nowych zdjęć sejsmicznych 3D, które w naszej ocenie mają znaczący potencjał nowych odkryć.

Pracujemy też nad poprawieniem wydobycia w istniejących kopalniach. Dobrym przykładem tego jest oddział PGNiG w Sanoku, który odpowiada za eksploatacje gazu m.in. w Polsce południowo-wschodniej gdzie gaz odkryto w latach 60. XX w. Jeszcze parę lat temu mówiło się o zamykaniu tego oddziału. A dziś dzięki nowym technologiom odkryliśmy, że eksploatowane tam złoża mają jeszcze parę dodatkowych poziomów z gazem. Nowe technologie pozwoliły nam też na ich opłacalną eksploatację i dlatego, zamiast zamykać, rozwijamy tamtejsze kopalnie. Podobnie jest w kopalniach w zachodniej części Polski.

Zważywszy, że Polska zużywa ok. 20 mld m sześć. gazu, to znaczy, że Wy zaspokajacie około 1/5 naszego popytu. A ja pamiętam, że były czasy, gdy mówiono, że krajowe źródła pokrywają około ¼ zapotrzebowania. Czyli w jakimś momencie nasze wydobycie spadło?

Wydobycie w ostatnich latach jest stabilne, na poziomie ok. 4 mld m sześc. Natomiast zapotrzebowanie na gaz systematycznie wzrasta i stąd udział krajowych źródeł w ogólnym rocznym zużyciu paliwa w Polsce jest nieco niższy niż jeszcze kilka lat temu. Dawno temu wydobycie rzeczywiście było wyższe, ale to było wtedy, gdy uruchomiono na dużą skalę eksploatację m.in. złoża w Przemyślu, którego pierwotne zasoby oszacowano na 73 mld m sześc. i z którego w szczytowym okresie produkcji na początku lat 70. XX w. wydobywano 3,7 mld m sześc. gazu rocznie.

Gdzie w Polsce PGNiG dziś wydobywa gaz i gdzie są te złoża, w których czeka na wydobycie te 89 mld m sześciennych gazu?

Najwięcej wydobywamy w Polsce zachodniej – w województwach: wielkopolskim, lubuskim i zachodniopomorskim. Tam są te największe w Polsce złoża. Np. Kościan-Brońsko, gdzie mamy wydobycie około 1 mld m sześc. rocznie, czyli około ¼ krajowego wydobycia. Co ważne, budowa tych złóż na zachodzie jest inna niż na południu. Tam często wystarczy jeden odwiert, podczas gdy na południu na jedno złoże potrzebnych jest ich czasem dużo więcej. Złoża w Polsce zachodniej i południowo-wschodniej uznajemy za bardziej obiecujące, cały czas robimy tam badania i liczymy na kolejne odkrycia.

W perspektywie krótkoterminowej lepsze perspektywy ma Podkarpacie, gdzie przede wszystkim rozbudowujemy istniejące kopalnie, co pozwala na szybsze dostarczenia gazu do odbiorców.

Ale oprócz tych dwóch obszarów prowadzimy badania w innych, perspektywicznych lokalizacjach. Ale nie będziemy zdradzali, na co liczymy najbardziej.

Gdzie teraz budujecie nowe kopalnie albo rozbudowujecie stare?

Na zachodzie inwestujemy w rozbudowę naszych największych kopalni, np. kopalni ropy naftowej i gazu Lubiatów i Dębno, kopalni gazu ziemnego Kościan-Brońsko i Paproć, a także zagospodarowujemy nowe złoża takie jak Rokietnica, Borowo, Granówko i Szczepowice. Na południu zagospodarowujemy złoże Rogoźnica, a na złożu Przemyśl wykonujemy modernizacje i wiercimy nowe otwory.

Pan mówi o tych badaniach i o tym, że odkrywacie więcej złóż, niż uruchomiacie wydobycie. Czy to znaczy, że w Polsce są jakieś złoża, o których wiecie, ale z różnych przyczyn, np. z powodu braku kapitału, zwlekacie z ich uruchomieniem?

Każde złoże, o którym wiemy, że wydobycie tam będzie rentowne, natychmiast rozwiercamy i zagospodarowujemy. Wystarczy, że przez 5 lat zaniechamy inwestowania w poszukiwania nowych złóż i natychmiast wydobycie zacznie się zmniejszać. Dziś większość złóż w Polsce to są schyłkowe, działające już po 10-15 lat i wydobywamy tam po około 15-20 proc. tej ilości gazu, którą wydobywaliśmy w nich na początku ich eksploatacji. Ale rentowność wydobycia z nich jest ciągle wysoka.

Wyobraźmy sobie, że ma Pan znacznie większe możliwości prowadzenia badań i uruchamiania nowych złóż, to czy mielibyśmy większe wydobycie?

W tej chwili jest duża intensyfikacja wydobycia. Szczególnie na zachodzie Polski i na północy bardzo dużo inwestujemy. Walczymy o każdy metr sześcienny.

W Europie są państwa o podobnej do Polski budowie geologicznej, które już zaniechały poszukiwań nowych złóż gazu, a my ciągle dokonujemy nowych odkryć.

A czy zastanawiacie się nad powrotem do gazu łupkowego. Czy coś pozostało u Was z czasów euforii wokoło tego surowca?

To były ważne czasy. W Polsce działało około 20 największych, najbardziej zaawansowanych światowych firm wydobywczych. Nie udało się jednak uruchomić komercyjnego wydobycia. My dziś cały czas obserwujemy najnowsze technologiczne rozwiązania i gdyby pojawiały się jakieś, które pozwoliłyby na wydobycie tego gazu, to na pewno do niego wrócimy.

Ale z tamtych czasów pozostały nam ważne doświadczenia. Obserwowaliśmy działania i technologie najnowocześniejszych firm świata i dziś także dzięki temu rozwijamy nasze kopalnie, np. na Podkarpaciu. Wiedza, doświadczenia i technologie z czasów gazu łupkowego pozostały w Polsce i teraz procentują.

Niedawno ogłosiliście odkrycie nowego złoża pod Poznaniem i rozpoczęcie przygotowań do jego eksploatacji. Ale z waszej informacji prasowej poświęconej temu odkryciu wynikało, że prowadzicie tam badania od 2019. Czy to normalne, że mijają trzy lata od rozpoczęcia badań na danym terenie, a Wy dopiero szykujecie się do uruchomienia wydobycia?

Mówi Pan o złożu w Sierosławiu. My je rzeczywiście dopiero szykujemy do eksploatacji. Tam jest 650 mln m sześciennych gazu do wydobycia. Teraz zaczynamy całą drogę administracyjną prowadzącą do uruchomienia produkcji. Gdy pracujemy nad nową kopalnią, to dużo zależy także od zaangażowania miejscowego samorządu. Na przykład sama zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego może trwać, gdy lokalne władze nie są zainteresowane, nawet cztery lata. Nawet mniej skomplikowane decyzje często zabierają półtora roku. Po tym są jeszcze kwestie dotyczące np. uzyskania pozwoleń środowiskowych. W sumie od udokumentowania złoża do rozpoczęcia jego eksploatacji mijają 2-4 lata, a w skrajnych przypadkach nawet 6 lat.

Samorządy są niechętne budowie u siebie nowych kopalni? 

Różnie to bywa. Była np. taka sytuacja, że gmina miała połowę swojego budżetu z działania naszej kopani, bo wnosimy nie tylko podatek od nieruchomości, ale też tzw. opłatę eksploatacyjną z tytułu prowadzenia działalności wydobywczej. Jednak gdy chcieliśmy zrobić dodatkowe odwierty, to była temu przeciwna. Ale są też takie sytuacje, gdy burmistrz domaga się od nas zwiększenia wydobycia, żeby wzmocnić swój budżet.

Samorządy mają korzyści z naszej działalności na każdym etapie. Mają wspomniane już podatki od nieruchomości, opłaty od wydobycia, co daje im stały, przewidywalny dochód. Ale mimo to nasze prace, zwłaszcza na początku, czasami budzą nieufność. Jednak w zdecydowanej większości przypadków, po pewnym czasie, lody zostają przełamane.

Czy oprócz wierceń, które są bardzo kosztowne, potrzebne są jeszcze inne inwestycje, by uruchamiać wydobycie na kolejnych złożach?

Oczywiście. Za każdym razem musimy budować infrastrukturę. Przede wszystkim są to rurociągi, które pozwalają włączyć nową kopalnię do sieci. Do tego są instalacje do uzdatniania gazu np. osuszania.

Czytaj także:

Czyli ile kosztuje uruchomienie takiej nowej kopalni?

Za każdym razem to wygląda inaczej. Na przykład w przypadku wspomnianego Przemyśla, gdzie rozbudowujemy istniejącą kopalnię, to jest 1-2 mln zł. Ale gdy mamy nowe złoże, to taka inwestycja może oznaczać wydatki rzędu 10-30 mln zł w zależności od sytuacji. A może być nawet więcej.

Ale mimo tych znaczących kosztów polski gaz jest tańszy od importowanego?

To trzeba inaczej ująć – koszt wydobycia gazu w Polsce jest niższy niż koszt pozyskania gazu z importu. Natomiast ceny gazu kształtuje rynek. W Polsce decydują ceny transakcji na Towarowej Giełdzie Energii. Jednak trzeba pamiętać, że są one mocno skorelowane z cenami hurtowymi w innych krajach UE. To efekt tego, że jesteśmy częścią wspólnego unijnego rynku energii.

pr24.pl/PKJ