Ekipa Tomasa Pacesasa pojechała do hali ośmioma taksówkami. "Najpierw dzwoniłem do kierowcy który oświadczył, że może będzie za pięć, może za 10 minut, a tak
naprawdę to nie wie, czy w ogóle przyjedzie" - opowiada sports.pl kierownik drużyny
Prokomu Robert Wierzbicki. Z Ostatecznie Wierzbicki usłyszał,
że autokar wcale nie pojawi się pod hotelem, bo kierowca miał... atak
serca.
dp, sports.pl