Litewka ujawnia historię z Sobolewa. Pani Ola padła na kolana i zaczęła płakać
Poseł Łukasz Litewka, zaangażowany w sprawę schroniska "Happy Dog" w Sobolewie, podzielił się historią właścicielki psa, który trafił do placówki. Los zwierzęcia okazał się tragiczny. Kobieta przyznała, że pies prawdopodobnie został skradziony z jej posesji.
2026-01-24, 20:52
Schronisko w Sobolewie zamknięte, interwencja posła
Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie wydał decyzję o natychmiastowym zamknięciu schroniska w Sobolewie. Powodem był sposób, w jaki przetrzymywano tam zwierzęta - psy przebywały w zbyt małych kojcach, nie miały dostatecznej opieki i odżywiania. Podczas kontroli odnaleziono liczne nieprawidłowości.
Wstrząsające informacje o schronisku ujawnił poseł Łukasz Litewka z Nowej Lewicy. "Obiecałem pod urzędem w tłumie młodej dziewczynie o imieniu Ola, że zrobię wszystko by jej pomóc. Okazało się, że tak naprawdę jeszcze dziecko, przyszło na protest, bo jak sama stwierdziła »to jest moja jedyna szansa, by odzyskać jego« - w tym momencie wyciągnęła telefon z kieszeni i pokazała zdjęcie uroczego szczeniaka" - napisał Litewka w mediach społecznościowych.
Polityk udał się do schroniska w ramach interwencji poselskiej. Tam, podczas rozmowy z właścicielem, opowiedział historię pani Oli i poprosił o to, aby mogła wejść i poszukać swojego psa. "Ku mojemu zaskoczeniu mężczyzna powiedział, że mogę po nią iść, wpuścić i przyprowadzić do niego" - relacjonował.
Tragiczne wieści
Niestety radość nie trwała zbyt długo. Po tym, gdy oboje weszli do baraku właściciela, a pani Ola pokazała zdjęcia zwierzęcia, stwierdził on, że "nie ma go już z nami". "I ta dziewczyna w jednym momencie padła na kolana i zaczęła płakać tak, jak jeszcze nigdy nie słyszałem, by ktoś płakał" - pisał poseł w poście.
Właścicielka twierdzi, że psa skradziono
Sytuacja jest tragiczna, a zarazem może okazać się niezwykle bulwersująca. Pani Ola w rozmowie z "Kanałem Zero" zapewniała, że pies został skradziony z prywatnej posesji. Właścicielka zwierzęcia twierdzi, że nie miało ono możliwości ucieczki, ponieważ teren był ogrodzony.
Według jej relacji pies przebywał w dostosowanym kojcu z ocieplaną budą lub w domu. Jej zdaniem ten przypadek nie jest odosobniony. Zapytana o to, czy uważa, że ktoś ze schroniska, lub z osób współpracujących z placówką włamał się na posesję i zabrał zwierzę, odpowiedziała twierdząco.
- Nie pierwsza osoba została tak potraktowana w Sobolewie przez osoby, które - brzydko mówiąc - współpracują z panem Marianem (właścicielem schroniska przyp. red.) - tłumaczyła. - Jednej pani też zaginął pies. Okazało się, że jest w schronisku. Po tym, jak w końcu odzyskała tego psa, on po kilku miesiącach zmarł - dodała.
Czytaj także:
Źródła: PolskieRadio24.pl/Kanał Zero/egz