Ołowiane dzieci w PRL. "To nie miało ujrzeć światła dziennego"
- Historia "Ołowianych dzieci" i zmagań doktor Jolanty Wadowskiej-Król przez wiele lat były tuszowane przez władze PRL-u. Jednak również po transformacji ustrojowej, ujawnienie choroby nie było w zgodzie z interesami koncernów - mówi dyrektor katowickiego oddziału IPN dr Andrzej Sznajder.
2026-03-09, 19:55
Jolanta Wadowska-Król i jej walka z systemem
Historia doktor Jolanty Wadowskiej-Król ponownie stała się głośna za sprawą serialu "Ołowiane dzieci". Produkcja inspirowana jest wydarzeniami z katowickiej huty Szopienice, gdzie w czasach PRL lekarka odkryła masowe zatrucie ołowiem u dzieci mieszkających w pobliżu huty. Pediatra zwana "Matką Boską Szopienicką" walczyła z systemem, który za wszelką cenę próbował zatuszować problem. Jak podkreśla historyk i dyrektor katowickiego oddziału IPN, dr Andrzej Sznajder, sytuacja ta była przykładem paradoksów systemu PRL.
Sznajder: państwo stawiało za cel, aby to nie ujrzało światła dziennego
Z jednej strony państwo dążyło do zwiększania produkcji w zakładach przemysłowych, takich jak huty cynku i ołowiu, a z drugiej w pewnym stopniu podejmowało działania medyczne wobec chorych dzieci. - Lekarka szybko zrozumiała, że zmaga się nie tylko z poważnym problemem zdrowotnym dzieci, ale z całym systemem, który stawiał sobie za cel niedopuszczenie do wyświetlenia tego problemu, do ukazania go na światło dzienne - stwierdził Sznajder w rozmowie z Polskim Radiem Katowice. Władze robiły wiele, aby wyniki badań dotyczące skali problemu nie ujrzały światła dziennego. Według historyka wiedziano bowiem, że nie jest to przypadek jednostkowy, lecz zjawisko o charakterze systemowym.
Problem zamiatany pod dywan. Mógł dotyczyć wielu zakładów
Podobne problemy pojawiły się także w innych miejscach regionu. Dyrektor IPN przypomina, że gdy w drugiej połowie lat 60. powstała Huta Cynku i Ołowiu w Miasteczku Śląskim, po kilku latach zauważono tam bardzo zbliżone skutki działalności przemysłowej. W okolicy obserwowano m.in. przedwczesne żółknięcie i opadanie liści na drzewach, a w niektórych miejscowościach wprowadzono nawet zakaz budowy nowych domów. Dopiero w latach 90. zaczęto szerzej mówić o problemie ołowicy u dzieci.
Lekarka czekała całe życie na wyróżnienie. "W poprzek interesom koncernów"
Mimo ogromnego znaczenia jej pracy, doktor Jolanta Wadowska-Król została doceniona dopiero po wielu latach. U schyłku życia przyznano jej tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego oraz Honorowe Obywatelstwo Katowic. - Schorzenia, choroby cywilizacyjne, to są problemy, które idą w poprzek interesom wielkich koncernów i w związku z tym nie jest dobrze o nich mówić głośno - stwierdził Sznajder. Jak zauważa dyrektor IPN, problem przerastał możliwości jednej osoby, a jednocześnie dotykał interesów dużych zakładów przemysłowych i całego systemu gospodarczego. To sprawiało, że ujawnienie pełnej prawdy o skali zatrucia ołowiem było niezwykle trudne.
Podcast Polskiego Radia
Zapraszamy do wysłuchania nowego podcastu Polskiego Radia "Ołowiane dzieci. Prawdziwa historia". Produkcja dostępna na platformie polskieradio.pl powstała w oparciu o archiwalne nagrania oraz relacje świadków i uczestników wydarzeń. Autorzy sięgnęli do materiałów, które przez lata pozostawały poza publiczną debatą i oddają głos tym, którzy byli w samym centrum wydarzeń.
Czytaj także:
- Skażenie ołowiem nie zniknęło wraz z PRL-em. Liczby mówią same za siebie
- Kto jest kim w serialu "Ołowiane dzieci"? Za tą historią stoją prawdziwe osoby
- Dramat "ołowianych dzieci" nie zaczął się w PRL. Pierwsi byli Niemcy
Źródła: Polskie Radio Katowice/JL