Sąd zdecydował w sprawie Roberta Bąkiewicza. Uchylił postanowienie prokuratury

Gorzowski sąd rejonowy zwolnił w piątek Roberta Bąkiewicz m.in. z zakazu zbliżania się do polsko-niemieckich przejść granicznych. Był to jeden ze środków zapobiegawczych, zastosowanych wobec przywódcy Ruchu Obrony Granic przez prokuraturę. Postanowienie sądu zapadło na niejawnym posiedzeniu z udziałem prokuratora i Bąkiewicza. Nie było na nim jego adwokatów.

2026-01-31, 20:20

Sąd zdecydował w sprawie Roberta Bąkiewicza. Uchylił postanowienie prokuratury
Sąd uchylił w piątek postanowienie prokuratury odnośnie do Roberta Bąkiewicza. Foto: Sebastian Nowik/REPORTER

Niejawne posiedzenie w sprawie Bąkiewicza. Sąd odrzucił argumenty prokuratury

Gorzowski sąd uchylił w całości postanowienie prokuratury o zastosowaniu wobec Roberta Bąkiewicza środków zapobiegawczych, w tym zakazu zbliżania się do polsko-niemieckich przejść granicznych. - Sąd po rozważeniu wszystkich argumentów, zbadaniu sprawy uznał, że były przesłanki ogólne do zastosowania środków zapobiegawczych, ponieważ jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów. Natomiast nie zostały spełnione przesłanki szczególne, to znaczy - nie ma obawy ucieczki i ukrywania się podejrzanego - poinformowała prezes Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. Olimpia Barańska-Małuszek. 

Dowiedz się więcej: 

Od sierpnia ub. roku, czyli postawienia Bąkiewiczowi pierwszych zarzutów przez gorzowską prokuraturę okręgową, obowiązywał go dozór policji, obowiązek informowania o opuszczaniu miejsca pobytu i zakaz zbliżania się do polsko-niemieckich przejść granicznych na odległość mniejszą niż kilometr. Jego obrońcy złożyli wówczas zażalenie na te środki.

Gorzowski sąd miał rozpatrzyć zażalenie 5 grudnia 2025 r., ale nie doszło do tego, gdyż adwokaci Bąkiewicza złożyli wnioski formalne o wyłączenie sędziego, który miał rozpoznać złożone zażalenie oraz o powołanie do rozpoznania zażalenia zespołu trzech sędziów.
- Nie uwzględniono tych wniosków, nie było żadnych podstaw do tego, żeby zmieniać skład - powiedziała sędzia Barańska-Małuszek.

Sąd uznał zażalenie obrońców Bąkiewicza. "Jakby ktoś ukradł auto a potem je zwrócił"

- Prawie pół roku stosowano wobec mnie środki zapobiegawcze, które zastosowane być nie powinny. Powtórzę jeszcze raz, uważam, że to był rodzaj represji, ograniczenia mojej wolności, swobody poruszania się - powiedział po wyjściu z sali rozpraw Robert Bąkiewicz. Dodał, że - cieszy się z postanowienia sądu o tyle, o ile można się cieszyć z tego, jak ktoś komuś ukradł jakieś dobra, a potem mu po jakimś czasie zwrócił. - Uważam dalej, że w postępowaniu prokuratury nie ma żadnych podstaw, nie ma żadnych podstaw zasadniczych w stosowaniu wobec mnie nie tylko tych represji, ale również do zarzutów, które będzie rozstrzygał niebawem sąd - zaznaczył Bąkiewicz.

Bąkiewicz oskarżony po incydentach na granicy i wpisach w sieci

31 grudnia ub. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wlkp. skierowała do Sądu Rejonowego w Słubicach akt oskarżenia przeciwko Bąkiewiczowi. Został on oskarżony o znieważenie 29 czerwca 2025 r. na granicy w Słubicach (Lubuskie) czworga funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej, nazywając ich zdrajcami. Prokurator zarzucił mu także pomówienie tego samego dnia funkcjonariuszki SG poprzez umieszczenie na portalu X wpisu zawierającego jej wizerunek oraz stwierdzenia mogące poniżyć ją w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania.

Kolejny zarzut dotyczy pomówienia 3 lipca ub. roku różnych grup osób o postępowanie mogące poniżyć je w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego do pełnienia służby i wykonywania zawodu poprzez zamieszczenie na portalu X postu zawierającego m.in. stwierdzenia, że te grupy osób "sprzedają i zdradzają Polskę".

Bąkiewiczowi prokurator zarzucił również nawoływanie od 19 czerwca 2025 r. do 18 lipca 2025 r. do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych i rasowych poprzez zamieszczanie w swoich postach na portalu internetowym X oraz w udzielanych wywiadach na portalu YouTube wypowiedzi wzbudzających i nasilających u ich odbiorców uczucia silnej niechęci i wrogości wobec osób narodowości niemieckiej oraz imigrantów. Bąkiewicz nie przyznał się do zarzutów. Za zarzucone mu przestępstwa grozi grzywna, ograniczenie wolności albo od roku do trzech lat więzienia.

 Czytaj także: 

Źródła: Polskie Radio/PAP/mbl

Polecane

Wróć do strony głównej