more_horiz
Wiadomości

Berlin wobec reparacji. Gmyz: Niemcy miewają wyrzuty sumienia, ale one nie są tam wysoko cenione

Ostatnia aktualizacja: 01.09.2022 03:00
- Stanowisko niemieckiej klasy politycznej w sprawie reparacji wojennych jest prawie jednolite. Panuje przekonanie, że polskie roszczenia są niedopuszczalne - mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl Cezary Gmyz. Z korespondentem TVP w Berlinie rozmawiamy o tym, jak zamknąć ten trudny rozdział w relacjach z Niemcami, bo - jak ocenia nasz rozmówca - "nie można powiedzieć, by nędzne ochłapy otrzymane po wojnie w jakikolwiek sposób zrekompensowały nam straty".
Co o reparacjach dla Polski mówią w Berlinie? Gmyz: stanowisko jest prawie jednolite
Co o reparacjach dla Polski mówią w Berlinie? Gmyz: stanowisko jest prawie jednoliteFoto: PAP/EPA/CLEMENS BILAN

PolskieRadio24.pl: W Polsce temat reparacji wojennych ma swoje stałe miejsce w dyskursie. O tym się dyskutuje, o tym się pisze. Jak jest w Niemczech? To główny nurt czy margines debaty publicznej? 

Cezary Gmyz: W Niemczech dyskusja na temat reparacji jest zauważalna, ale oczywiście nie jest to dyskusja pierwszoplanowa. Temat pojawia się, gdy w polskiej przestrzeni publicznej podnoszone są postulaty uzyskania reparacji czy odszkodowań. Stanowisko niemieckiej klasy politycznej jest w tej sprawie prawie jednolite. Panuje przekonanie, że roszczenia reparacyjne ze strony Polski są niedopuszczalne, ponieważ mieliśmy się ich zrzec, a konkretnie miał się ich zrzec rząd komunistyczny pod naciskami radzieckimi - ale o tym się już nie pisze - jeszcze w 1953 r. 

Powiedział Pan "prawie jednolite". Czy na niemieckiej scenie politycznej Polska może znaleźć kogokolwiek skłonnego do ustępstw w tej sprawie?

Taka partia współtworzy obecnie koalicję rządzącą. Mam tutaj na myśli partię Zielonych, której działacze i liderzy dość często podkreślali, że nie uważają sprawy rachunków za II wojnę światową za zamkniętą. To stanowisko wywodzi się zresztą wprost z politycznego DNA Zielonych, bo partia ta powstała na skutek protestów w 1968 roku. Tamten ruch, tamto pokolenie zbuntowało się przeciw swoim rodzicom i po raz pierwszy zaczęło zadawać sobie pytanie, co rodzice robili w czasie II wojny światowej. Przestało wierzyć, że byli to wyłącznie listonosze i kucharze. Zieloni do dzisiaj nawiązują do tej tradycji sprzed ponad pół wieku. Chociaż obecnie tworzą koalicję z partiami, które sprzeciwiają się reparacjom - SPD i FDP - to jednak w tej sprawie mają, może niezbyt często formułowane, ale odmienne zdanie.

A opozycja? Po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim szef chadeków Friedrich Merz przedstawił jasne stanowisko: nie ma podstaw prawnych do roszczeń reparacyjnych. Możemy liczyć na kogoś innego w obozie CDU/CSU? 

Nie sądzę. Chadecy będą się trzymali swojej linii partyjnej, takiej, jaką reprezentowała Angela Merkel za czasów swoich rządów. Wątpię, żeby dało się ich skłonić do jakichś większych ustępstw. Może chadecy czy socjaliści chcieliby ten rozdział w końcu zamknąć, ale na pewno nie są gotowi na to, żeby wypłacać Polsce rekompensaty. Co prawda mieliśmy do czynienia ze swoistego rodzaju aktami dobrej woli, m.in. utworzono Fundację "Polsko-Niemieckie Pojednanie", która wypłacała - nędzne, bo nędzne, ale jednak - świadczenia robotnikom przymusowym, ale to oczywiście nie wyczerpuje naszych roszczeń w stosunku do Niemiec.

Ponadto rzeczą bardzo istotną, a niestety zbyt rzadko podnoszoną przez stronę polską, są kwestie odszkodowań za prześladowania mniejszości polskiej. Takie odszkodowania byłoby w Niemczech łatwiej uzyskać z tego względu, że one w dużej mierze dotyczą Polaków będących obywatelami Niemiec oraz organizacji polskich działających na prawach niemieckich. Mniejszość polska dostała jakieś nędzne ochłapy po wojnie i żeby ten rachunek krwi zamknąć, rekompensaty powinny być znacznie wyższe. 

Czytaj więcej:

Reparacje to temat nie tylko do dyskusji politycznej, ale też - akademickiej. Jakie stanowiska w tej sprawie zajmują niemieccy intelektualiści?

Jest pewna część akademików, która zwraca uwagę, że nawet gdybyśmy uznali roszczenia reparacyjne za niedopuszczalne, to temat nie jest jeszcze wyczerpany, bo są także inne formy rekompensat za poniesione straty. Mowa tu o odszkodowaniach i zadośćuczynieniach. Są tacy, którzy uważają, że w jakiś sposób ta sprawa powinna zostać zamknięta.

Przypomnijmy, że z punktu widzenia formalnoprawnego nie mamy do czynienia z zamknięciem rozdziału, jakim była II wojna światowa. Nie podpisano traktatu pokojowego, Niemcy musiały bezwarunkowo skapitulować. Układy poczdamskie kwestii reparacji nie rozstrzygnęły po naszej myśli. Polskie reparacje mały przypaść Sowietom i to oni mieli je wypłacać ze swojej puli. Nie tylko tego nie czynili, ale również rabowali to, co znajdowało się na tzw. ziemiach odzyskanych. Polska więc nie tylko nic nie zyskała na tych reparacjach, ale również straciła.

W polskiej debacie publicznej ostatnio coraz częściej przywoływany jest dr Karl Heinz Roth, współautor książki "Wyparte, odroczone, odrzucone. Niemiecki dług reparacyjny wobec Polski i Europy". To w Niemczech znana postać?

Tak, on jest rozpoznawalny, ale tylko w tych kręgach, które się tym tematem interesują. Zdecydowanie bardziej znany jest Götz Aly, który jako historyk poświęcił bardzo dobrą książkę rabunkowej polityce III Rzeszy ("Państwo Hitlera", tyt. oryg. "Hitlers Volksstaat. Raub, Rassenkrieg und nationaler Sozialismus" - red.). Zdecydowanie powinniśmy takie osoby wykorzystywać, podnosić nasze argumenty, bo nie można powiedzieć, że te nędzne ochłapy, które Niemcy nam zaproponowały, w jakikolwiek sposób zrekompensowały straty. Niemcy zdają sobie też sprawę, że tak długo, jak ten rozdział pozostaje otwarty, czas gra na ich korzyść. Dziś osoby, które przeżywały II wojnę światową i represje, często dożywają już swoich dni.

Co o reparacjach dla Polski myślą tzw. zwykli obywatele? Wśród Niemców możemy liczyć na namysł nad tą kwestią czy czeka nas bezwzględne: "nein"?

Myślę, że wśród Niemców jest jakaś warstwa - ale stosunkowo niewielka - która z powodów ideowych uważa, że ten rozdział nie został zamknięty i mogłaby podzielać polski punkt widzenia. Natomiast z całą pewnością nie byłby to sposób na wygrywanie wyborów w Niemczech, bo mimo wszystko wydaje się, że większa część opinii publicznej jest przeciwko jakimkolwiek wypłatom. Chociaż różnie bywa. W końcu Niemcy poczuli się w obowiązku wypłacić jakieś sumy przedstawicielom krajów, które były przez nich kolonizowane, jak np. Namibia, a przecież od kolonizacji upłynęło znacznie więcej czasu niż od II wojny światowej. Widzimy więc, że Niemcy miewają wyrzuty sumienia, ale te wyrzuty sumienia nie są tam wysoko cenione. 

Rozmawiała Katarzyna Pyssa/paw

Zobacz także

Zobacz także