Jak doszło do katastrofy w Czarnobylu? Kulisy nieudanego testu bezpieczeństwa
40 lat po katastrofie w Czarnobylu Polskie Radio wraca do tamtych wydarzeń z dziennikarskim śledztwem. W drugim odcinku podcastu "Czarnobyl. Prawdziwa historia" Roman Czejarek sprawdza archiwalne nagrania i rozmawia ze świadkami eksplozji, szukając odpowiedzi na kluczowe pytanie: dlaczego reaktor wybuchł?
2026-04-27, 13:40
Nieudany test bezpieczeństwa. Od tego zaczęła się katastrofa w Czarnobylu
W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku doszło do katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej. W trakcie prób systemu turbin i w wyniku wady konstrukcyjnej reaktora doszło do awarii i pożaru, a w następstwie do uwolnienia gigantycznych ilości promieniotwórczych substancji do atmosfery. Wybuch czwartego reaktora siłowni doprowadził do skażenia części terytoriów Ukrainy i Białorusi. Radioaktywna chmura dotarła też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch.
Dowiedz się więcej:
Do katastrofy w Czarnobylu doszło 26 kwietnia 1986 roku o godzinie 1.23 podczas nieudanego testu bezpieczeństwa. Od samego początku nawet załoga, operatorzy, nie wiedzieli, co się wydarzyło, byli przekonani, że reaktor przetrwał, i że jest nietknięty - mówił Polskiemu Radiu dr. Kamil Dworaczek, autor książki o konsekwencjach katastrofy czarnobylskiej. - Panowało przekonanie, że elektrownie atomowe są tak bezpieczne, że nic takiego nie może się wydarzyć. Nikt nie dopuszczał myśli, że coś złego może się wydarzyć i że ta katastrofa ma aż taki wymiar - podkreślał.
Kluczowy był test bezpieczeństwa, bezpośrednio poprzedzający wybuch. Jego celem było sprawdzenie, jak długo generatory prądu będą w stanie utrzymać pracę systemu chłodzenia reaktora w razie utraty zasilania. Innymi słowy, ile czasu ma załoga na włączenie generatorów awaryjnych, zdolnych napędzać chłodzenie i tym samym zabezpieczać reaktor. Początkowo test miał odbyć się na pierwszej zmianie w piątek, ale został przełożony. Ostatecznie wzięła się za niego zmiana nocna.
Zaniedbanie, które zmieniło historię
Takie testy powinno się przeprowadzać przed uruchomieniem reaktora, do czego jednak nie doszło. Skąd to zaniedbanie? - W systemie komunistycznym była moda na oddawanie rzeczy przed terminem, za co pracownicy uzyskiwali premię - mówi w podcaście Polskiego Radia prof. Jerzy Mietelski z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN. Tak też było w przypadku czarnobylskiej elektrowni, którą ukończono naprędce właśnie kosztem testu bezpieczeństwa zasilania systemu chłodzenia.
Jak dodaje ekspert, w czarnobylskiej elektrowni pracował reaktor typu RBMK-1000. To konstrukcja pozwalająca nie tylko produkować prąd, ale także pluton do celów wojskowych, czyli do budowy bomby atomowej. Ceną takiej wielofunkcyjności była niestabilność systemu przy małej mocy, a takiej wymagało przeprowadzenie testu zasilania systemu chłodzenia. Rozpoczynając eksperyment, załoga obniżyła więc moc reaktora. Wtedy jednak zainterweniował dyspozytor z Kijowa, który nakazał przywrócenie poziomu, w trosce o utrzymanie stabilności sieci. Moc siłowni w Czarnobylu na chwilę więc zwiększono, co - słyszymy w podcaście Romana Czejarka - "rozbujało" reaktor.
(PAP) W sytuacji zaburzonej stabilności urządzenia operator elektrowni wyciągnął pręty sterujące, czyli wychwytujące wolne neutrony. Wtedy jednak wskaźniki reaktora zaczęły wariować i pokazywać sprzeczne informacje, a moc drastycznie skoczyła. Zaskoczony operator chciał przerwać test i wsunąć wszystkie pręty kontrolne, ale było już za późno. Tym bardziej że na ich czubkach były grafitowe końcówki, które zadziałały jak akcelerator, wyzwalając dodatkowe neutrony i przyspieszając niekontrolowaną reakcję łańcuchową. - 23 minuty po 1.00 w nocy zmieniła się historia - mówił Roman Czejarek.
Katastrofa w Czarnobylu. Dlaczego nikt nie wiedział, że reaktor już nie istnieje?
W wybuch reaktora nie mogła uwierzyć załoga. Nie pomogły dozymetry stanowiące wyposażenie elektrowni. Te dostępne nie miały odpowiedniej skali, a bardziej szczegółowe były przechowywane w specjalnym schowku w bunkrze obrony cywilnej, w zaplombowanej skrzynce, której nikt nie odważył się otworzyć. Świadomości ogromu zniszczenia i zagrożenia nie miało także kierownictwo czarnobylskiej elektrowni.
- W pierwszych godzinach nie było świadomości tego, że reaktor nie istnieje, a w powietrzu znalazły się radioaktywne pierwiastki, które wędrują po najbliższej okolicy, a później tysiące kilometrów dalej - mówił Polskiemu Radiu dr. Kamil Dworaczek. Nieprawdziwe informacje o katastrofie - "był wypadek, ale to nic groźnego" - ruszyły w górę całej machiny władzy ZSRR, docierając do I Sekretarza KC PZPR Michaiła Gorbaczowa. Ten uznał, że sytuacja nie wymaga pilnego posiedzenia Biura Politycznego - to miało się zebrać dopiero w poniedziałek 28 kwietnia. Stworzono za to komisję rządową, która pojechała do Czarnobyla, żeby ustalić, co się wydarzyło. Dopiero na miejscu członkowie tej komisji zorientowali się, że sytuacja jest dużo poważniejsza, niż wynikało to z oficjalnych zapewnień dyrekcji czarnobylskiej elektrowni.
W drugim odcinku podcastu "Czarnobyl. Prawdziwa historia" także o ewakuacji Prypeci oraz reakcji władz ZSRR, która nie chciała przyznać przed światem, co wydarzyło się w radzieckiej elektrowni.
Podcastu "Czarnobyl. Prawdziwa historia" autorstwa Romana Czejarka można słuchać na platformie podcastowej polskieradio.pl, w popularnych serwisach podcastowych (Spotify, Apple Podcasts i Storytel) oraz w serwisie YouTube.
Czytaj także:
- Tak władze PRL dowiedziały się o Czarnobylu. Pomogła tajna linia telefoniczna
- Pierwsze ofiary Czarnobyla. W szpitalu rozegrał się dramat. "Oczu prawie nie było widać"
- Płyn Lugola. Próba reakcji na katastrofę w Czarnobylu
Źródło: Polskie Radio/mbl