Nad Polską unosiła się radioaktywna chmura z Czarnobyla. "Norma przekroczona 550 tys. razy"

Katastrofa w Czarnobylu zmieniła losy setek tysięcy ludzi. Gdy radioaktywny obłok dotarł do Polski, stężenie izotopów było tak wysokie, że naukowcy sądzili, iż zepsuły się maszyny pomiarowe albo doszło do wojny jądrowej. Co wydarzyło się tragicznej nocy i jakie pierwsze sygnały dotarły do Polski? W nowym podcaście Polskiego Radia opowiedział o tym Roman Czejarek.

2026-04-23, 14:20

Nad Polską unosiła się radioaktywna chmura z Czarnobyla. "Norma przekroczona 550 tys. razy"
Katastrofa w Czarnobylu. Foto: PAP/dpa

"Widziałam płomienie, świeciło się całe niebo. To był straszliwy żar"

Do wybuchu reaktora doszło w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku. Podobnie jak w Polsce, także władze Związku Sowieckiego od razu nie powiadomiły ludności o katastrofie. Jednakże mieszkańcy miasta Prypeć, położonego około 4 km od Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, zorientowali się w sytuacji feralnej nocy. - Wybuchu nie widziałam. Dostrzegłam tylko płomienie. Świeciło się wszystko, całe niebo. To był straszliwy żar... - opowiadała białoruskiej pisarce Swietłanie Aleksijewicz mieszkanka Prypeci, Ludmiła Ignatienko.

Pani Ludmiła mieszkała wraz z rodziną w budynku straży pożarnej, w której służył jej mąż, Wasilij. Mężczyzna tamtej nocy pełnił dyżur. - Usłyszałam szum, wyjrzałam. Zobaczył mnie i powiedział: "Zamknij okno i kładź się spać. W elektrowni jest pożar, wrócę niebawem" - relacjonowała.

- Dach elektrowni zalany był betonem, który gorzał. Strażacy chodzili jak po smole. Zbijali płomienie, strącali nogami palący się grafit - kontynuowała Ludmiła Ignatienko. Kobieta zwróciła uwagę, że strażacy wyjechali do akcji gaśniczej bez brezentowych uniformów, "jak do zwyczajnego pożaru". O 7.00 rano dowiedziała się, że Wasilij (podobnie jak inni strażacy) trafili do szpitala. O godz. 10.00 (26 kwietnia) zmarł pierwszy mężczyzna. Niebawem jego los podzielił mąż Ludmiły.

Prypeć po wybuchu reaktora jądrowego stała się wyludnionym miastem (Fot. Polaris/East News) Prypeć po wybuchu reaktora jądrowego stała się wyludnionym miastem (Fot. Polaris/East News)

Radioaktywna chmura nad Polską. "Maszyny pomiarowe wariowały"

Po katastrofie w Czarnobylu, owianej tajemnicą, nad Polską pojawił się radioaktywny obłok. Zagrożenie jako pierwszy dostrzegł pracownik stacji pomiarowej Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Mikołajkach, który rano 27 kwietnia rozpoczął dyżur. To miał być rutynowy dzień w pracy. - Pan Leszczyński, który był szefem pracowni radioaktywności, przyszedł normalnie do pracy i włączył wszystkie maszyny. Okazało się, że wszystko powariowało - relacjonował po latach Jacek Maliszewski, ówczesny kierownik stacji IMGW w Mikołajkach.

Czytaj także:

Maliszewski rozpoczął pracę nieco później, około godz. 8.00. - Zobaczyłem, że coś się dzieje. Myśleliśmy, że popsuł się sprzęt. Ale po wymianie modułów, służących do pomiarów powietrza, dalej wariował. Coś się zadziało. Wtedy pojawiło się pytanie, co, gdzie i jakie będą konsekwencje - opowiadał naukowiec.

Pierwsze podejrzenia padły na Litwę i tamtejszą elektrownię. - Ale kiedy zobaczyliśmy, jaki jest kierunek wiatru i skąd napływają masy powietrza, stwierdziliśmy, że jest to mało prawdopodobne. Zaczęliśmy się zastanawiać. Wyjęliśmy mapy, sprawdzaliśmy rozkłady ciśnienia nad Polską i Europą Wschodnią. Po południu doszliśmy do wniosku, że to może być Czarnobyl - mówił Maliszewski, dodając, że naukowcy nie otrzymali informacji ani z IMGW (z centrali), ani z Centralnego Laboratorium Osłony Radiologicznej w Warszawie.

Panel sterowania reaktora 3 w elektrowni jądrowej w Czarnobylu (Fot. Chubotin Kirill/Ukrinform/ABACA/Abaca/East News) Panel sterowania reaktora 3 w elektrowni jądrowej w Czarnobylu (Fot. Chubotin Kirill/Ukrinform/ABACA/Abaca/East News)

O godz. 21.00 operator stacji IMGW w Mikołajkach wysłał do Centralnego Laboratorium Osłony Radiologicznej raport o radioaktywnej chmurze nad Polską. Nie było w nim jednak mowy o Czarnobylu. Co więcej, raport został odczytany dopiero następnego dnia rano. Dlaczego? Jak ustalił dr hab. Kamil Dworaczek z IPN, autor książki "W cieniu radioaktywnej chmury. Konsekwencje katastrofy czarnobylskiej w Polsce", najprawdopodobniej nikt w instytucji, do której trafiła informacja, nie pełnił nocnego dyżuru przy teleksie.

Norma promieniowania w Mikołajkach przekroczona 550 tysięcy razy

To był pogodny poniedziałkowy poranek (28 kwietnia). Prof. Zbigniew Jaworowski z Instytutu Badań Jądrowych w Warszawie, gdy przyszedł do pracy, dowiedział się od asystentki, że "radioaktywność w Mikołajkach jest 550 tys. razy wyższa niż poprzedniego dnia". - Nie mieliśmy innych danych niż te, które pochodziły z naszej sieci monitoringu. Pomyślałem, że chyba doszło do wojny jądrowej - wspominał prof. Jaworowski w nagraniu, które zachowało się w archiwum Polskiego Radia.

Dotychczas w Polsce nigdy nie odnotowano tak wysokiego promieniowania. Prof. Jaworowski próbował skontaktować się ze swoimi bezpośrednimi przełożonymi oraz z szefami Państwowej Agencji Atomistyki. Bezskutecznie. W końcu prywatnymi kanałami zaalarmował premiera Zbigniewa Messnera, który przed rozpoczęciem kariery politycznej również był naukowcem. Jednak ten zlekceważył wiadomość. Polityk podejrzewał, że promieniowanie jest skutkiem próby jądrowej w ZSRR. Nakazał prowadzenie dalszych pomiarów. 

Władze zwlekały z podjęciem działań

Dopiero w nocy z 28 na 29 kwietnia doszło do spotkania ścisłego kierownictwa państwa z naukowcami (nad ranem do tego gremium dołączył gen. Wojciech Jaruzelski). Podczas obrad wicepremier Zbigniew Szałajda wykonał telefon do premiera rządu ZSRR Nikołaja Ryżkowa, od którego usłyszał tylko, że "ileś godzin temu coś się stało w Czarnobylu".

Władze w Warszawie wiedziały, że trzeba podjąć działania, brakowało im jednak odwagi. Upływały kolejne godziny, a nieświadomi mieszkańcy narażeni byli na śmiertelne niebezpieczeństwo. Prof. Jerzy Mietelski z krakowskiego oddziału Instytutu Fizyki Jądrowej PAN relacjonował, że o wybuchu reaktora w Czarnobylu dowiedział się z Radia Wolna Europa. W międzyczasie alarm podniosły Szwecja i Niemcy.

Podcastu "Czarnobyl. Prawdziwa historia" autorstwa Romana Czejarka można słuchać na platformie podcastowej polskieradio.pl, w popularnych serwisach podcastowych (Spotify, Apple Podcasts i Storytel) oraz w serwisie YouTube.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio/łl

Polecane

Wróć do strony głównej