Potężny cyberatak i cios w wolną Białoruś. "Tak jakby spłonęło 70 tys. książek"

- Ten cyberatak zaskoczył. Teraz główne pytanie brzmi: do czego posuną się atakujący ze Wschodu? - mówi twórca rozbitej w pył niezależnej białoruskiej biblioteki internetowej Kamunikat.org Jarosław Iwaniuk. Pyta o bezpieczeństwo osobiste i eskalację ataków wobec białoruskiej diaspory i polskich obywateli. Jakie to będą ataki i na co? Apeluje o gotowość. Tymczasem trwa ratowanie biblioteki - ale serwery są zawirusowane.

Agnieszka Kamińska

Agnieszka Kamińska

2026-05-12, 08:34

Potężny cyberatak i cios w wolną Białoruś. "Tak jakby spłonęło 70 tys. książek"
Atak na bibliotekę Kamunikat.org porównywany jest do pożaru tysięcy bezcennych książek. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: Jean-Christophe Riou / Radius Im/EAST NEWS; Reporters / STG/REPORTER/East News

Jak dym z 70 tysięcy książek. Byłby widoczny z daleka

To był bezprecedensowy atak hakerski na kluczową dla przetrwania białoruskiej tożsamości bibliotekę internetową Kamunikat.org. Hakerzy uderzyli w ważne centrum białoruskiej kultury niezależnej. Kamunikat.org to w dużym skrócie: gromadzona od 25 lat potężna kolekcja tekstów ważnych dla Białorusinów, udostępniana bezpłatnie. Reżim Alaksandra Łukaszenki rusyfikuje Białoruś. Dlatego biblioteka padła ofiarą ataku. Jednocześnie taki cios to coś zupełnie nowego ze względu na cel i skalę. Dlatego otwiera pytanie: "co dalej?".

Kamunikat.org padł ofiarą cyberataku w zeszłym tygodniu. Dostęp do przechowywanych tam tekstów jest obecnie niemożliwy. Dodajmy: to atak na skarb białoruskiej kultury niezależnej, ale przechowywany w Polsce, przez polskiego obywatela. Czyli to także atak na Polskę.

Cios w Kamunikat.org zabolał wszystkich, którzy o nim słyszeli. Wywołał duże poruszenie w sieciach społecznościowych białoruskiej diaspory. "To tak jakby spłonęło 70 tysięcy książek. Wyobraźcie sobie, z jak daleka widać ten potężny słup dymu" - napisała np. dziennikarka Biełsatu Anastazja Rusiecka.

Twórca biblioteki, dziennikarz, prezes fundacji Kamunikat.org, Jarosław Iwaniuk, mieszkający na Podlasiu ostrzega, że należy przygotować się na kolejne ataki nowego typu.

Sprawą już zajmują się służby

Jarosław Iwaniuk złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w zarządzie w Białymstoku Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, działającym w strukturach Policji.

- Mogę powiedzieć - mówi dziennikarz - że funkcjonariusze przyjmujący zawiadomienie potraktowali sprawę bardzo poważnie. Zapewniono, że jeszcze w tym tygodniu sprawa zostanie przekazana do prokuratury, a być może także do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW).

Jarosław Iwaniuk, dziennikarz, prezes Fundacji Kamunikat.org Jarosław Iwaniuk, dziennikarz, prezes Fundacji Kamunikat.org. Fot. Jarosław Iwaniuk, Facebook

Jak to wszystko się odbyło? "Na naszych oczach"

Pytamy, jak doszło do tych dramatycznych wydarzeń.

- Zniszczenie strony internetowej Kamunikat.org 6-7 maja odbyło się na moich oczach. A także na oczach naszego programisty i informatyka. Obaj nie byliśmy w stanie powstrzymać destrukcyjnych działań. Podobny atak mieliśmy w Wigilię Bożego Narodzenia. Jednak wtedy udało się nam powstrzymać destrukcyjne działania hakerów. Wówczas w ciągu pół godziny zdołaliśmy przywrócić stronę do używalności i to w stu procentach - wskazuje Jarosław Iwaniuk w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl.

Tym razem okazało się to niemożliwe. - "Wyczyszczono" nas od początku do końca. Zlikwidowana została strona internetowa, na której było ponad 70 tysięcy białoruskich publikacji różnego typu. Książki, gazety, czasopisma, audiobooki. Te ostatnie Kamunikat.org od pewnego czasu nagrywa samodzielnie. Były też inne materiały audio i wideo… Wszystko to zniknęło w ciągu chwili. Oczywiście mamy kopie zapasowe. Materiały przetrzymywaliśmy na dwóch niezależnych od siebie serwerach. Myśleliśmy, że to nam pozwoli uniknąć takich sytuacji. Niestety, obydwa serwery zostały "wyczyszczone". Przy tym zostało to zrobione, tak jak my to rozumiemy, na podstawie zachowanych logów - przez wejście na jeden tylko serwer - mówi nam dziennikarz.

Fot. Jarosław Iwaniuk, Facebook Fot. Jarosław Iwaniuk, Facebook

Teraz zespół Kamunikatu jest w trakcie odnawiania zasobów biblioteki z backupów, które zachowali dostawcy usług a także sama Fundacja. - Na razie wygląda na to, że nie będziemy mogli oddać strony do użytku szybko, mimo, że niemal wszystkie treści zostały przywrócone. Trzeba ją bowiem na nowo "uporządkować". Nie jestem w stanie nawet określić, jak długi czas to nam zajmie - tłumaczy twórca biblioteki.

Jest podejrzenie, że backup u jednego z dostawców usług był zarażony wirusem. - Zatem trzeba sprawdzić wszystkie miejsca, gdzie mógł się on wkraść, pousuwać zawirusowane pliki. Dopiero wtedy strona internetowa  będzie mogła zostać odtworzona - dodaje.

Czy były sygnały, że może dojść do ataku? Tysiące zapytań z Azji

Pytany o sygnały ostrzegawcze, dziennikarz mówi, że ataki, które miały miejsce 24 grudnia i teraz w nocy z 6 na 7 maja, były poprzedzone kilkoma tygodniami, podczas których znacznie wzrosła liczba zapytań do bazy danych Kamunikat.org z Azji. W  pierwszym przypadku, w grudniu, dotyczyło to zapytań z Chin. - Wzrost o tysiące procent: były dziesiątki tysięcy zapytań. Przed ostatnim atakiem były to z kolei zapytania z innych krajów azjatyckich, poza Chinami. Były tam Indonezja, Wietnam, Singapur, Hongkong - wyjaśnia.

Dodaje, że jeśli pojawi się taka sytuacja - powinna ona alarmować i inne białoruskie portale. - A wiem z rozmów, które przeprowadziłem i po pierwszym ataku i teraz po drugim, że z tym problemem stykają się inne białoruskie media i organizacje niezależne, które relokowały się na Zachód. Obserwując wzrost zapytań z adresów IP z Azji - trzeba myśleć o tym, że może to być próba przygotowania ataku również na inne strony białoruskie - wskazuje. Jak zauważa też Jarosław Iwaniuk, po grudniowym ataku poziom bezpieczeństwa jego biblioteki został podwyższony, a i tak nie dało to efektu.

Lista ekstremistów, wydawcy i księgarze w więzieniach

Były też bardzo wyraźne sygnały, że reżim boi się siły białoruskiej kultury, emanującej z Kamunikat.org. Fundacja Kamunikat.org została wpisana na listę tzw. "ugrupowań ekstremistycznych". Ekstremizmem określa na Białorusi między innymi pisanie o prawdziwej, niesowieckiej tożsamości Białorusi.

 - Na Białorusi jest kilka takich list. Jest lista materiałów ekstremistycznych, formacji ekstremistycznych i zakazanych książek, których treść zagraża państwowym interesom Republiki Białorusi. W różnych kontekstach Kamunikat.org znajduje się niestety na wszystkich tych listach. Jesteśmy tam jako strona internetowa z materiałami ekstremistycznymi, a jako fundacja jesteśmy ugrupowaniem ekstremistycznym. Na początku marca 2026 roku KGB w Mińsku wymyśliło tak zwaną "koalicję drukowanych wydawnictw" i wpisało tam m.in. Fundację Kamunikat.org i mnie osobiście jako prezesa fundacji. Umieściło tam także szereg innych wydawnictw. To «Lohvinau Publishing House» z Wilna, «Andrei Yanushkevich Publishing House» z Warszawy oraz szereg osób związanych wcześniej z działalnością wydawniczą w Białorusi. Te osoby w chwili ogłoszenia znajdowały się w areszcie w Mińsku. Wcześniej za ekstremistyczne ugrupowanie zostało także uznane Wydawnictwo Gutenberg Publisher z Krakowa. Wszystkie te wydawnictwa działają poza granicami Republiki Białoruś, ale tylko ja jeden jestem obywatelem RP z urodzenia. To, co się dzieje, jest bardzo niepokojące - tłumaczy nam wydawca i dziennikarz.

Jarosław Iwaniuk zastanawia się, czy gdy już dojdzie w Mińsku do procesu sądowego ws. tzw. koalicji wydawców, to czy jako obywatel innego państwa, państwa Unii Europejskiej też będzie zaocznie sądzony i skazany. A sprawa nie jest błaha. - W tej sprawie w Białorusi w więzieniach według organizacji obrony praw człowieka siedzi około 10 osób - wskazuje  nam dziennikarz. Dodaje, że Alaksandr Łukaszenka potrzebuje zakładników, by "wymieniać" ich na swoje postulaty w rozmowach z Amerykanami.

Czytaj także:

Represje nie od dziś

Jarosław Iwaniuk relacjonuje, że problemy z reżimem Alaksandra Łukaszenki Kamunikat.org ma od dawna.  - W lipcu 2023 roku lipcu zablokowano nam główną domenę, Kamunikat.org. Jednak mamy szereg tzw. luster: .eu, .com. Białorusini doskonale opanowali też technikę VPN.  Nie zauważyliśmy wtedy znaczącego spadku odwiedzalności naszej strony internetowej - wskazuje.

- Potem, jesienią ubiegłego roku, książka profesor Doroty Michaluk "Białoruska Republika Ludowa 1918-192. U źródeł państwowości białoruskiej", została wpisana na listę książek zakazanych, których treść zagraża interesom państwowym Republiki Białorusi. Było to wznowienie pracy profesor Doroty Michaluk w języku białoruskim. A ukazała się ona pierwszy raz po białorusku w 2015 roku. A więc skąd teraz pomysł, żeby tę książkę wpisać na listę książek zakazanych, to Bóg jeden raczy wiedzieć - mówi Iwaniuk. Tuż potem, jak relacjonuje, Kamunikat.org i sieci społecznościowe zostały uznane za materiały ekstremistyczne. W końcu 3 marca 2026 roku uznano Fundację Kamunikat.org za uczestników ugrupowania ekstremistycznego.

To nie koniec i nie wszystkie represje. Jak mówi dziennikarz, może koniec prześladowań byłby wtedy, gdyby przestał zajmować się Kamunikatem. - Jednak myślę, że nie można postępować w ten sposób. Jeśli damy się zastraszyć reżimowi, będzie to krok do jego zwycięstwa. Kamunikat jest jednym z nielicznych miejsc, gdzie publikowane były, i nadal będą, materiały niedostępne na Białorusi. Mogę przywołać przykład: stenogramy z posiedzeń Rady Najwyższej Republiki Białoruś z początku lat 90. Napisałem na Facebooku, że zapewne w niewielu miejscach są dostępne. Na to Siarhiej Naumczyk, który był deputowanym tej rady, napisał mi, że nie są dostępne nawet w Bibliotece Narodowej w Mińsku. Zostały przeniesione do specjalnego zbioru, do którego nie wszyscy mają dostęp - opowiada dziennikarz.

- Starają się utrudnić nam życie, albo jak teraz - zlikwidować nas. Uważam, że nie można się poddać - podkreśla pan Jarosław. Do tego trzeba dodać, że reżim Łukaszenki i Putina działa jak mafia i gang -  nie odstępuje, nawet gdy ktoś się poddaje. Wchodzi wtedy na coraz to nowe poziomy eskalacji.

Nowe pokolenie hakerów ze Wschodu, czy wynajęte grupy hakerskie?

Niszczycielskiego ataku, który jedną falą zmiecie całą zawartość kluczowej skarbnicy dzieł białoruskich, nikt się nie spodziewał. I to mimo tego, że wiemy, iż w Rosji prowadzone są już niemalże "hodowle" młodych, zideologizowanych hakerów. Nie wiadomo, czy Kreml przekazał już Alaksandrowi Łukaszence know how w tej sprawie. Tak czy inaczej,  wojna hybrydowa weszła obecnie w nową fazę i należy spodziewać się ataków jeszcze silniejszych niż do tej pory.

Jarosław Iwaniuk dodaje, że cyberataki tego rodzaju były i na Biełsat, i na Radio Racja. - Jednak te instytucje mają większe możliwości, jeśli chodzi o cyberbezpieczenstwo. Kamunikat jest niewielką fundacją, która działa w Polsce, w Białymstoku i my tych możliwości dużych związanych z zachowaniem cyberbezpieczeństwa, nie mieliśmy. Owszem, robiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, żeby się zabezpieczyć, ale jak się okazało, to było absolutnie za mało. Chociaż z drugiej strony można to też rozpatrywać jak zabawę w kotka i myszkę. Myszka próbuje wejść na coraz wyższy poziom zabezpieczeń, a kot próbuje te zabezpieczenia złamać, tylko że w tej sytuacji myszką jest fundacja, a kotem jest struktura służb specjalnych reżimu Łukaszenki. Ja nie mam żadnych wątpliwości, że jest to atak spowodowany przez nich. My jesteśmy tutaj w pewnym sensie bezsilni, dlatego też na ten moment nie udostępniamy publicznie naszych zasobów, żeby najpierw przygotować stronę internetową dobrze pod względem bezpieczeństwa, a dopiero wtedy ją ponownie otworzyć - wskazuje nasz rozmówca.

Jarosław Iwaniuk dodaje że Kamunikat w ostatnim czasie jest bardzo aktywny. To też nie mogło podobać się reżimowi. - W ostatnich latach ze słynnym pisarzem Uładzimirem Arłowem odwiedziliśmy 15 europejskich krajów, organizowaliśmy dziesiątki spotkań autorskich. Każde spotkanie autorskie było też uzupełnione kiermaszem książkowym. Odwiedzaliśmy kraje od Skandynawii poprzez kraje bałtyckie po Czechy, Słowacje, Austrię, Niemcy, Szwajcarię, Włochy. Wszędzie wieźliśmy ze sobą białoruskie książki i nie tylko te wydane przez nas, ale też innych wydawnictw działających w emigracji. I zawsze cieszyło się to bardzo dużym zainteresowaniem. A niedawno, dosłownie tydzień przed atakiem hakerskim, wspólnie z Centrum Białoruskiej Solidarności otworzyliśmy w Warszawie stacjonarną księgarnię, przy ulicy Oleandrów 6 - mówi.

Jak mówi Jarosław Iwaniuk, biblioteka Kamunikat przechowuje bardzo dużo takich książek, które są po prostu dla reżimu niewygodne i dlatego jest solą w oku służb specjalnych w Mińsku. Dopuszcza też, że do ataku mogli zostać wynajęci hakerzy "z zewnątrz", spoza Białorusi. Z Rosji? Z Azji?

Na Białorusi rośnie liczba zakazanych książek, wydawnictw, organizacji

A zakazanych książek, które trzeba ratować, jest coraz więcej. - Kiedyś opublikowaliśmy na stronie biblioteki książkę "Mały konspirator" autorstwa Czesława Bieleckiego w tłumaczeniu na język białoruski. Było to bardzo dawno temu. Wydana została bodajże w 2005 roku, więc mógł to być 2006-2007 rok. Wzrost odwiedzalności naszej strony po jej opublikowaniu wzrósł w setkach procent. Potem duży wzrost czytelników odnotowaliśmy, gdy wstawiliśmy na stronę książkę "Grodnoznawstwo". To jedna z pierwszych zakazanych w Białorusi książek - opowiada o europejskim pochodzeniu miasta Grodno, o europejskiej historii, o związkach z Zachodem. Później staraliśmy umieszczać na naszej stronie internetowej inne zakazane w Białorusi książki. I ten spis teraz jest potwornie długi - mówi nam wydawca i dziennikarz.

Jarosław Iwaniuk zauważa, że Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna regularnie publikuje spisy ekstremistycznych ugrupowań, ekstremistycznych stron i zakazanych książek w Białorusi. I one z każdą publikacją tych raportów, wydłużają się coraz bardziej.

- Kamunikat nie jest żadną ekstremistyczną formacją, żadnym ekstremistycznym ugrupowaniem. Naszą winą jest tylko to, że konsekwentnie budujemy przestrzeń dla wolnego słowa i niezależnej kultury białoruskiej - wskazuje.

Wszystko dla wolnej Białorusi

Nasz rozmówca dodaje, że stara się zapewnić legalną publikację wszystkich książek białoruskich autorów. I dodaje, że temat prawa autorskiego na Białorusi jest niemal nieznany. Białoruscy pisarze, którzy wyjechali po 2020 roku na zachód, dopiero tam zorientowali się, co to znaczy prawo autorskie i dlaczego ono jest takie ważne. Kamunikat.org działa wedle zachodnich standardów, zaznacza.

Nie wiadomo, kiedy Białoruś odzyska wolność. Wszyscy chcielibyśmy, żeby to było wkrótce, ale póki co trzeba być przygotowanym, że może być inaczej. Być może dobra białoruskiej kultury trzeba będzie przechowywać długo. Jarosław Iwaniuk zgadza się, że trzeba być przygotowanym na długotrwałe zabezpieczenie tekstów kultury.

- A gdy na stronie Białoruskiej Biblioteki Narodowej w Mińsku, na jej stronie internetowej, na stałe zagości białoruska symbolika narodowa, biało-czerwono-biała flaga i Pogoń, to ja przekażę wszystkie zasoby Kamunikatu właśnie tej Białoruskiej Bibliotece Narodowej - zapowiada Jarosław Iwaniuk.

Oby to stało się jak najszybciej. Do tego czasu wielu  białoruskim książkom grozi bezpowrotne zniszczenie. Atakujący ze Wschodu nie powiedzieli ostatniego słowa. A nauki pozyskane na celach białoruskich mogą wykorzystać do ataków na inne państwa.

Czytaj także:

Agnieszka Kamińska, PolskieRadio24.pl

Polecane

Wróć do strony głównej