Norweżki coraz częściej rodzą w samochodach, bo kliniki są za daleko
Mieszkańcy Norwegii dwa razy częściej przychodzą obecnie na świat w samochodach niż zdarzało się to przed 30 laty.
2013-11-30, 15:52
Nie jest jednak to skutek zwiększonej liczby samochodów w kraju, ale mniejszej liczby klinik położniczych.
Jak wyjaśniają media, w Oslo kliniki te zamykano w minionych latach ze względów oszczędnościowych.
Zmniejszyła się też liczba położnych praktykujących w mniejszych miejscowościach. Skutki takich posunięć odczuwa się głównie w oddalonych od centrów miejskich rejonach kraju. Według najnowszej statystyki, obecnie 0,69 proc. norweskich kobiet rodzi w prywatnych samochodach lub w ambulansach w drodze do kliniki położniczej. W województwie Finmark, najbardziej na północ położnej części kraju, dzieci jednej na 60 rodzących kobiet przychodzą na świat w czasie podróży do kliniki. W dwóch innych województwach spotyka to co 75. rodzącą. Natomiast w Oslo, stolicy kraju, taki przypadek zdarza się raz na 300 porodów.
Obok zbyt małej liczby klinik położniczych odgrywają tu rolę warunki naturalne kraju - duże odległości i rzadka sieć drogowa.
Nowy, prawicowy rząd norweski w programie reform służby zdrowia zawarł obietnice zwiększenia liczby tych placówek. Potwierdził to też niedawno minister zdrowia Bent Höie mówiąc o zwiększeniu liczby położnych w całym kraju.
IAR, bk
REKLAMA
REKLAMA