Mija prawie rok od przegranej w World Boxing Super Series z Muratem Gassijewem. Ciosy na wątrobę Polaka były celne, soczyste i dewastujące - nie takiego Włodarczyka chcielibyśmy pamiętać, zwłaszcza w dniu urodzin. Zawodowego rekordu nie da się jednak pominąć, a wspomnienia wspaniałych walk, zwycięstw i tytułów w przypadku Włodarczyka przeplatają się z doniesieniami o perypetiach w życiu rodzinnym, awanturach, kłopotach natury psychologicznej.
Źródło/YouTube
"Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą" - życiorys polskiego pięściarza w niczym nie odbiega od amerykańskich, rosyjskich czy meksykańskich kolegów po fachu. Lata świetności "Diablo" to jednak czasy zamierzchłe, które przypadły na lata 2006 - 2014. Od pamiętnej porażki z Giennadijem Drozdem zawodnik nie odbudował się sportowo, a zapowiedzi jego walki z Arturem Szpilką należy traktować - na razie - w kategoriach czysto plotkarskich.
Raz, że Włodarczyk musiałby nadrobić handicap wagowy - to najprostszy element, zwłaszcza dla pięściarza wagi junior średniej. Dwa - musiałby się znaleźć chętny na organizację i sfinansowanie przedsięwzięcia, które postawiłoby naprzeciw siebie dwóch zawodników po przejściach i raczej u schyłku kariery (nie wierzę w come back "Szpili", a Diablo sam daje sobie rok - dwa w zawodzie) . Trzy - musiałby się na taki event zgodzić sam zainteresowany, a to on był przecież czempionem trzech organizacji: najbardziej prestiżowych WBC, IBF oraz pomniejszej IBC, i niczego, nikomu (zwłaszcza Szpilce) nie musi udowadniać.
Do starcia, do którego doszło w Warszawie poza ringiem, chyba żaden z pięściarzy nie chce w tym momencie wracać, choć topór wojenny na pewno nie został zakopany.
O klasie sportowej naszego mistrza boleśnie przekonywało się kilku pięściarzy światowego formatu jak Steve Cunningham (walka o tytuł IBF i rewanż) , Giacobbe Fragomeni czy Danny Green i Rachman Czakijew. To przygoda z pasem WBC była najbardziej emocjonującym okresem w sportowym CV "Diablo" Włodarczyka, który skutecznie bronił pasa sześc razy, zaskarbiając sobie sympatię i szacunek w kraju i za granicą.
Pojedynki z doświadczonym Włochem były mniej spektakularne niż zwycięstwo w ostatniej chwili z Greenem w Perth. Australijczyk wygrywał na punkty, ale "Diablo" - w iście mistrzowskim stylu - znokautował zmęczonego ulubieńca gospodarzy w 11. rundzie.
Źródło/YouTube
Podobnie wspominam pojedynek w Moskwie z piekielnie mocno bijącym Czakijewem. Odgłos lądujących bomb był niezwykle sugestywny, miejsce rozegrania walki dodawało odpowiedniego kolorytu, a nasz zawodnik - jak gdyby przeciwności było mało - nie ugiął się ani przed siłą przeciwnika, ani przed dopingiem gospodarzy. I to pomimo faktu, że był liczony w trzeciej rundzie.
Rosjanin nie miał wówczas wielkiego doświadczenia w wielorundowych pojedynkach - w tych rozegranych wcześnie rozbijał rywali siłą ciosów, którym "Diablo" potrafił się oprzeć. Od szóstej rundy rozpoczął się popis jednego aktora: Rosjanin atakował, przeważał, ale Polak przyjmował uderzenia i kontrował.
Minutę przed końcem ósmej rundy rywal mistrza został trafiony lewym sierpem na ucho - był to czwarty nokdaun i sędzia słusznie przerwał walkę, którą WBC uznało wtedy za najbardziej dramatyczną w 2013 roku.
Źródło/YouTube
Nieco ponad rok później Włodarczyk stracił pas po przegranej na punkty z Giennadijem Drozdem. Od tamtej pory trwa jego walka o ułożenie sobie życia i godne zakończenie kariery.
6 października w hotelu Nosalowy Dwór w Zakopanem, Krzysztof "Diablo" Włodarczyk (55-4-1, 38 KO) wejdzie do ringu, by zrobić kolejny krok na ścieżce swojej kariery. Przeciwnikiem naszego zawodnika będzie Al Sands, pseudonim "Haitańska Pokusa" (20-3, 18 KO). Czy nasz pięściarz oprze się jej i zobaczymy go znowu boksującego mądrze, twardo i skutecznie, czy też górą będzie przeciwnik, który w wygranej z Włodarczykiem upatruje szans na walki o tytuły i wielkie pieniadze? W dniu urodzin życzymy "Diablo", by spełnił się pierwszy z tych scenariuszy.
hb