Panczeniści powitani jak bohaterowie. Semirunnij rozczulił kibiców tymi słowami
„Witamy w domu” i „dziękujemy” - to słyszeli najczęściej od zgromadzonych kibiców polscy panczeniści, którzy wrócili do Tomaszowa Mazowieckiego. Biało-Czerwonych na ich arenie witały tłumy kibiców. Wzruszającym wyznaniem ze zgromadzonymi podzielił się wicemistrz olimpijskich Władimir Semirunnij.
2026-02-25, 18:13
Czytaj więcej:
- Tor saneczkowy w Polsce w końcu powstanie. Tyle będzie kosztowała budowa
- Maciusiak na dłużej z kadrą skoczków? Wymowne słowa trenera
- Ostrzeżenie dla Tomasiaka i spółki. Mocne słowa Prevca
Semirunnij rozczulił. "Wróciłem do domu"
Duże grono najmłodszych adeptów panczenów z Tomaszowa Mazowieckiego okrzykami powitało łyżwiarzy szybkich z tego miasta, którzy wrócili z igrzysk olimpijskich. Wśród nich był Władimir Semirunnij, który sięgnął po srebrny medal imprezy.
W zakończonych w niedzielę igrzyskach Mediolan-Cortina d’Ampezzo rywalizowało troje reprezentantów Pilicy Tomaszów Mazowiecki – Semirunnij, sprinter Damian Żurek oraz Karolina Bosiek. Z tego miasta pochodzi też trener wicemistrza olimpijskiego Roland Cieślak.
W środę powitano ich uroczyście w Arenie Lodowej – jedynej w kraju krytej hali do łyżwiarstwa szybkiego, gdzie na co dzień trenują olimpijczycy. Na reprezentantów kraju czekało duże grono najmłodszych zawodników ćwiczących w tomaszowskich klubach.
- Naprawdę czuję, że wróciłem nie tylko do Polski, ale do swojego domu. Byłem zaskoczony, jak wiele osób witało nas na lotnisku w Warszawie, ale takiego powitania w Tomaszowie Mazowieckim w ogóle się nie spodziewałem. Każdy chce zrobić sobie ze mną zdjęcie, dotknąć medalu. To bardzo miłe i nie stanowi dla mnie żadnego problemu – powiedział urodzony w Jekaterynburgu Semirunnij, który od ponad dwóch lat mieszka w Tomaszowie Mazowieckim.
Posłuchaj
Polacy mówili o spełnieniu marzeń
W oficjalnej części uroczystości młodzież zasypała olimpijczyków pytaniami. Byli ciekawi, jakie to uczucie startować na igrzyskach, jak ciężko jest zostać olimpijczykiem, jak poradzić sobie z presją, czy w swoich karierach mieli chwile zwątpienia i jak zaczęła się ich przygoda z łyżwami.
- Jakie to uczucie wystartować na igrzyskach? To spełnienie marzeń z dzieciństwa, bo samo zakwalifikowanie się na te zawody wymaga dużo wysiłku - mówił Żurek, który zajął czwarte miejsca na sprinterskich dystansach 500 i 1000 m.
Bosiek, która w Mediolanie była 22. w biegu na 1000 m, zwróciła natomiast uwagę, że chwile zwątpienia to nieodłączna część sportu. Zaznaczyła też, że ich przezwyciężenie sprawia, że jest się silniejszym.
Semirunnij przyznał, że nie wszystko pamięta z olimpijskiego wyścigu na swoim koronnym dystansie. – To był jeden z moich najcięższych startów w życiu. Na ostatnich 10 rundach moja głowa była już wyłączona i nic z tego nie pamiętam, poza tym, że chciałem już być na mecie – mówił.
Po zakończeniu części oficjalnej olimpijczycy długo rozdawali autografy oraz robili sobie zdjęcia z młodymi zawodnikami i kibicami. Swoją historią podzielił się także Żurek.
- Pamiętam, jak ponad 10 lat temu, po igrzyskach w Soczi, pojechałem na lotnisko na przywitanie Zbyszka Bródki. Wciąż nie dowierzam, że role się odwróciły i, że ktoś teraz widzi inspirację we mnie. To jest piękne, że jest tu tak duże grono dzieciaków, które może mnie widzieć codziennie na treningach. Zawszę powtarzam im, że nie jestem żaden pan Damian i mogą śmiało podchodzić do mnie zagadać, zrobić zdjęcie, czy dostać autograf – zaznaczył.
Źródło: PolskieRadio24.pl/ps