Zbigniew Godlewski. Prawdziwa historia Janka Wiśniewskiego
Jest symbolem grudniowej masakry. Symbolem "czarnego czwartku" w Gdyni, gdzie w 1970 roku zastrzelono 18 osób. To jego ciało strajkujący robotnicy nieśli na drzwiach na czele pochodu w najtragiczniejszy dzień na Wybrzeżu.
2024-12-17, 05:55
Dopiero po latach okazało się, że było to ciało Zbigniewa Godlewskiego. Jego tragiczna historia utrwalona została w pieśni "Janek Wiśniewski padł".
Powiązany Artykuł
Grudzień 1970 - zobacz serwis historyczny
Kochani rodzice...
Zbigniew Godlewski mieszkał w Elblągu. Kilka miesięcy przed grudniową masakrą skończył szkołę zawodową i zatrudnił się w gdyńskiej stoczni, gdzie pracował przy przeładunku statków. 16 grudnia pojechał do Gdańska zobaczyć, jak wygląda sytuacja. Wieczorem napisał króciutki list do rodziców. "Kochani Rodzice, byłem dzisiaj w Gdańsku. Wszystko widziałem. Nie martwcie się… Zbyszek". Nie zdążył go wysłać. List dotarł do rodziców 20 grudnia. W dniu pogrzebu przekazał go im kolega Zbyszka.
Posłuchaj
Posłuchaj
REKLAMA
Zbyszek nie żyje
Rankiem 17 grudnia Zbigniew Godlewski już nie żył. Zginął na miejscu. Seria z karabinu maszynowego przeszyła głowę i klatkę piersiową. Jego ciało robotnicy położyli na drzwiach i ponieśli ulicą Świętojańską do centrum Gdyni. Przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, robotnicy otrzymali od księdza krzyż i kwiaty, które położyli przy ciele zabitego. Następnie zanieśli ciało pod budynek Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Po drodze przynajmniej dwa razy byli ostrzeliwani i obrzucani gazem łzawiącym tak, że musieli zostawiać ciało na ulicy i chować się w okolicznych bramach.
Z budynku Rady Narodowej wyszedł lekarz, komandor Adam Kunert, który stwierdził zgon Zbigniewa Godlewskiego. Jeszcze wiele lat po tym mordzie komunistyczna propaganda utrzymywała, że tłum niósł rannego chłopaka i gdyby mu udzielono pomocy, to by przeżył...! O śmierci syna Izabela i Eugeniusz Godlewscy dowiedzieli się z telegramu, jaki 18 grudnia wysłał jego przyjaciel, świadek mordu. Depesza była krótka: "Zbyszek nie żyje. Kazik".
Posłuchaj
Nocny pogrzeb
REKLAMA
Rodzice próbowali zobaczyć ciało syna, ale, podobnie jak bliscy innych zamordowanych, nie mieli na to szans. Ze szpitala w Gdyni Redłowie odesłano ich do prokuratury. Tam usłyszeli z kolei, że jest sobota i nic się nie da załatwić do poniedziałku. Tymczasem 20 grudnia, w niedzielę wieczorem, u państwa Godlewskich zjawili się ludzie z Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku i poinformowali, że tego samego dnia odbędzie się pogrzeb.
Pochówek Zbigniewa Godlewskiego miał miejsce po godzinie 23.00 na cmentarzu przy katedrze oliwskiej. W ten sposób, po cichu, bez możliwości godnego pożegnania, grzebano większość ofiar masakry na Wybrzeżu. Dopiero w marcu 1971 roku zwłoki Zbigniewa Godlewskiego zostały ekshumowane, a następnie pochowane na cmentarzu w Elblągu.
Posłuchaj
Janek Wiśniewski padł!
REKLAMA
Wkrótce po grudniowej masakrze, inżynier ze stoczni Krzysztof Dowgiałło napisał "Balladę o Janku Wiśniewskim". Dowgiałło nie znał prawdziwej tożsamości chłopaka, którego niesiono na drzwiach. Wybrał więc popularne imię i nazwisko, aby stworzyć symbol grudniowej masakry. W 40. rocznicę Grudnia Kazik Staszewski nagrał swoją wersję "Ballady o Janku Wiśniewskim". Piosenka jest też motywem przewodnim filmu fabularnego "Czarny czwartek" w reżyserii Antoniego Krauzego z 2011 roku.
Młodych Janków Wiśniewskich w grudniu 1970 roku było bardzo wielu. Tylko 3 spośród 18 zabitych w tym dniu w Gdyni miało więcej niż trzydzieści lat. Ofiary czarnego czwartku to w większości młodzi chłopcy, w wieku od 15 do 20 lat. Aż 37 – spośród 75 postrzelonych tego dnia osób – miało poniżej 20 lat.
pd/im
REKLAMA