65 lat temu urodził się Adam Robak
Adam Robak brązowy medalista olimpijski we florecie drużynowym z 1980 roku.
2022-07-16, 05:00
Udany eksperyment
Od czasu do czasu naukowcy starają się wprowadzać nowe idee w czyn. Tak było w przypadku jednego z pracowników Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Jego pomysłem zainteresowały się dyrekcje kilku stołecznych szkół podstawowych. Wśród nich była SP znajdująca się przy ulicy Kasprowicza. Nauczyciel akademicki dr. Jerzy Wężowski postanowił zaimplementować nowatorski system treningu w fechtunku. Miał on obejmować młodych ludzi w wieku od kilku do kilkunastu lat. Właśnie w tym czasie i w tym miejscu znalazł się Adam Robak. Przyszedł na świat 16 lipca 1957 roku w stolicy Polski. Na zajęciach wychowania fizycznego dowiedział się o zupełnie nowej dla niego dyscyplinie sportu.
- Wszystko zaczęło się w Warszawie i to trochę dziwnie. Do Szkoły Podstawowej nr 223 na Żoliborzu, do której uczęszczałem, przyszedł trener i powiedział, że robi zapisy na szermierkę. To był młody człowiek. Nawet nie wiedziałem, co to jest szermierka - wspominał Robak po latach.
Mama wyraziła zgodę na udział w zajęciach i tak, zupełnie przypadkowo, narodził się nowy wielki talent polskiego floretu. Okazało się, że ma wyjątkowe predyspozycje do tego sportu. Został zawodnikiem AZS AWF Warszawa. W jego barwach występował przez całą swoją karierę. Młodzieniec przebojem wdarł się do czołówki krajowej. Mając zaledwie 18 lat został drużynowym mistrzem naszego kraju. A to dopiero był początek jego kariery na światowych planszach.
Wybitne osiągnięcie
Adam kroczył od sukcesu do sukcesu. Ponownie tryumfował w rywalizacji zespołowej w 1977 r. Rok później dołożył do tego wicemistrzostwo indywidualne. Te wszystkie dokonania spowodowały, że został członkiem reprezentacji Polski. Udał się na 43 mistrzostwa świata, które odbyły się w niemieckim Hamburgu. Biało czerwoni, mimo, że nie byli faworytami osiągnęli olbrzymi sukces. Najważniejszy pojedynek odbył się w półfinale. Tam rywalizowali z jedną z najlepszych w tamtych czasach drużyną Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.
- Ostatnia walka w meczu: kto wygra, tego zespół wchodzi do finału. Było po cztery i wygrałem walkę jednym trafieniem. Weszliśmy do finału, zdobyliśmy tytuł mistrzów świata, pierwszy w historii! - opisywał ten pojedynek kolega Robaka z zespołu Marian Sypniewski.
Polacy w meczu o złoto bez większych problemów rozprawili się z zawsze silną Francją. I tak Warszawianin został po raz jedyny w swojej karierze czempionem globu. Startował na zawodach tej rangi jeszcze kilkukrotnie, ale nigdy nie zdobył już medalu.
Życiowy sukces w cieniu tragedii
Nasz zespół wyruszył w 1980 r. na XXII igrzyska, które odbyły się w sowieckiej Moskwie. Jechaliśmy w roli zdecydowanego faworyta do odniesienia sukcesu. Biało czerwoni walczyli w składzie: Sypniewski, Lech Koziejowski, Bogusław Zych oraz oczywiście Robak. W pierwszej fazie nie było na nas silnych. Odprawiliśmy Niemiecką Republikę Demokratyczną 9:5. Później zdeklasowaliśmy słabiutki Kuwejt 15:1. Aby dostać się do strefy medalowej musieliśmy pokonać bardzo silny węgierski zespół. Po zaciętej walce udało nam się wygrać 9:7. Żeby dostać się do potyczki o złoto należało rozprawić się z gospodarzami. To był bardzo dramatyczny pojedynek nie tylko pod względem sportowym. Od początki szliśmy łeb w łeb. W pewnym momencie na matę wyszli Rosjanin Władimir Łapicki oraz Robak. Nic nie zapowiadało nieszczęścia. W pewnym momencie przy ataku Polaka jego floret pękł. Wbił się w ciało przeciwnika. Wyglądało na to, że ranny szermierz nie żyje. Na szczęście okazało się, że złamana klinga nie wyrządziła aż tak poważnych uszkodzeń w jego organizmie. Już po zakończeniu olimpiady Łapicki powrócił do zdrowia. Niemniej wypadek ten wywarł olbrzymi wpływ na naszego szermierza. Wpadł w szok, po którym przez dłuższy czas nie mógł dojść do siebie. Sytuacja ta całkowicie podcięła nam skrzydła. Nie sprostaliśmy przeciwnikowi i ulegliśmy 7:9. Czekał nas bój z NRD o trzecie miejsce na podium. W nim już otrząśnięci po półfinale i zdarzeniach, które w nim się odbyły łatwo pokonaliśmy naszych zachodnich sąsiadów 9:5. Biało czerwoni z dumą mogli zawiesić na swoich szyjach brązowe medale letnich igrzysk.
Walczył jeszcze kilka lat
Zaraz po moskiewskiej olimpiadzie jego wieloletni trener, Wężowski wyjechał do pracy w Belgii. Nie mając wsparcia w osobie szkoleniowca nie udało mu się już uzyskać międzynarodowego sukcesu rangi mistrzowskiej. W Polsce jeszcze trzykrotnie wywalczył w barwach AZS AWF Warszawa drużynowy czempionat kraju. Niestety na igrzyska do Los Angeles wyjechać nie mógł ponieważ zostały one zbojkotowane przez większość państw komunistycznego bloku wschodniego, w tym przez Polskę. Swoją karierę postanowił zakończyć mając 30 lat na karku.
- Adam był bardzo ambitny i zadziorny. Był typem takiego fightera. Nieobliczalny. Miał jednak jedną wadę. Ciężko było mu się skupić na dużych imprezach. Dobrze walczył w Pucharach Świata, ale kiedy przychodziły mistrzostwa świata, to zżerała go trema. Nie był w stanie pokazać tego, co potrafił, a trzeba przyznać, że był bardzo zdolnym florecistą. Przez tyle lat jak z nim walczyłem, to mam tylko same dobre wspomnienia z nim. Był świetnym zawodnikiem i kompanem, a także bardzo dobrym człowiekiem - zauważył Sypniewski.
Robak po zakończeniu startów przeniósł się do Berlina gdzie szkoli niemieckich florecistów.
Źródła: olimijski.pl, sport.onet.pl, gdymilknaolkaski.pl, kierunektokio.pl,
AK