Kleszcze afrykańskie w Polsce. Przenoszą chorobę, na którą nie mamy lekarstwa

2024-05-17, 13:44

Kleszcze afrykańskie w Polsce. Przenoszą chorobę, na którą nie mamy lekarstwa
Afrykański kleszcz dotarł do Polski.Foto: Shutterstock

- Patogen, który przenoszą te kleszcze, to jest wirus gorączki krwotocznej krymsko-kongijskiej. Jest to choroba, na którą nie mamy leku - tłumaczy w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl prof. Joanna Zajkowska. Ekspertka zaznacza jednocześnie, że w Polsce występowanie tych kleszczy jest incydentalne. - Nie ma co panikować - podkreśla.

Paweł Kurek, dziennikarz portalu PolskieRadio24.pl: Afrykańskie kleszcze Hyalomma to bardzo niebezpieczne pasożyty. Pojawienie się ich zarejestrowano między innymi w Czechach i Niemczech, a także, co może niepokoić, w Polsce. Konkretnie na Dolnym Śląsku. Jak trafiły do Europy? 

Prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku: Należą one do grupy kleszczy miękkich, które żerują na zwierzętach. Te pasożyty zostały przyniesione przez ptaki wędrujące. Nie jesteśmy w stanie dziś powiedzieć, czy znajdą dogodne miejsce i żywicieli na terenie Polski. Też nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy niosą ze sobą niebezpieczne patogeny. Należy też podkreślić, że znalezione u nas przypadki są raczej incydentalne.

W jakiej części świata zadomowione są te kleszcze?

Hyalomma występuje w pasie od Krymu po Kongo, stąd nazwa: gorączka krymsko-kongijska, którą wywołuje wirus przez nie przenoszony. W Europie występują one głównie w Macedonii, w regionach rolniczych, ponieważ to duże zwierzęta, w tym hodowlane, przyciągają te kleszcze. Na nich żerują.

Czym jest gorączka krymsko-kongijska? Jakie są objawy tej choroby? 

Patogen, który przenoszą te kleszcze, to jest wirus gorączki krwotocznej krymsko-kongijskiej. Jest to choroba ogólnoustrojowa, na którą nie mamy leku. Charakteryzuje się gorączką, zaburzeniami krzepnięcia, wymiotami, biegunką. W dużym odsetku może zakończyć się zgonem. Dlatego wszystkie przypadki zachorowań u ludzi są skrupulatnie liczone i podawane w danych epidemiologicznych. Ale to nie są masowe zachorowania. Rejestrujemy po kilka w różnych krajach, w których ten kleszcz występuje.

Do przypadków zachorowań na gorączkę krwotoczną dochodzi również w naszej części Europy?

Nie. Doniesienia o zachorowaniach na graczkę krwotoczną dotyczą krajów afrykańskich. Występuje też w Iranie. W Europie takie zachorowania rejestrowano ostatnio w Macedonii u rolników, ale to są pojedyncze przypadki.

Jak Hyalomma odróżnić od naszych rodzimych kleszczy?

Nasze kleszcze to są tak zwane kleszcze twarde. Wprawdzie samica kleszcza pospolitego troszkę się różni od samca, ale żerują podobnie. Kleszcz spoza takiej twardej blaszki wysuwa miękki odwłok, która wypełnia się krwią. Kleszcz Hyalomma jest miękki, ma też inny kolor (ich ciało może mieć kolor od rudobrązowego do prawie czarnego, ma też prążkowane odnóża - red.). Bardziej przypomina małego pajączka. Jest też dwa razy większy.

Czytałem, że może on "śledzić swoje ofiary". Trochę żartując, nie chodzi o to, że idzie za ofiarą czy się skrada?

Kleszcze uzależnione są od swoich żywicieli i są wyposażone w organy, które wyczuwają ciepło, mogące sugerować przyszłego żywiciela. Nie mają narządu wzroku, tak jak inne insekty. Odróżniają jedynie dzień od nocy. Wyczuwają też zapach potu, dwutlenek węgla, drgania. Dlatego zachorowania występują tam, gdzie jest dużo zgromadzonych zwierząt. Przyciąga je ciepło i drgania, które wywołują duże zwierzęta np. w gospodarstwach.  

Podkreśliła pani na początku rozmowy, że przypadki występowania kleszczy afrykańskich są incydentalne na naszym terenie, ale gdzie ewentualnie można się ich spodziewać, w lasach i na łąkach? Tam, gdzie żerują kleszcze pospolite?

Tak. Tylko w tej chwili on jest przenoszony przez ptaki. Natomiast pozostaje pytanie, czy te warunki, nasze temperatury i środowisko, są dogodne, aby parka takich kleszczy się spotkała i zostawiła potomstwo. Czy znajdą one dogodne warunki, żeby pozostać w naszym środowisku? Inną sprawą jest też to, czy nasze zwierzęta są dobrym rezerwuarem, żeby transmitować wirusa, ponieważ wszystkie patogeny to są choroby odzwierzęce. One występują u zwierząt, ale są przenoszone przez kleszcze ze zwierzęcia na inne zwierzę. Rodzi się zatem pytanie, czy mamy dogodny rezerwuar, żeby ten wirus występował wśród zwierząt, i czy będzie ich dostatecznie tyle, żeby odbyła się transmisja wirusa. Być może inne kleszcze będą mogły przejąć tego wirusa i przenosić tak, jak jest przenoszony wirus kleszczowego zapalenia mózgu.

Czy standardowe środki przeciwkleszczowe działają również na te kleszcze afrykańskie?

Najprawdopodobniej tak, dlatego że one [kleszcze - red.] się posługują podobnymi narzędziami, czyli wyczuwają zapach, ciepło, drgania. A repelenty ogłuszają te zmysły. Mylą zmysły, w które są wyposażone kleszcze.

Jeśli taki kleszcz nas ukąsi, to powinniśmy udać się do lekarza?

Po pierwsze utrudniamy mu dostęp do naszej skóry. Wybierając się do lasu tam, gdzie mogą być kleszcze, powinniśmy odpowiednio się ubrać, stosować repelenty. Po spacerze oglądać swoje ciało. Natomiast jeżeli zostaniemy ugryzieni, warto się skonsultować z lekarzem, żeby być obserwowanym, czy nie pojawią się jakieś objawy. Natomiast nie ma co panikować. Nie wszystkie kleszcze są zakażone, nie od razu dochodzi do transmisji tych patogenów. 

Jakie objawy po ugryzieniu Hyalomma powinny nas zaniepokoić?

Przede wszystkim gorączka. Gorączka jest objawem zarówno naszego kleszczowego zapalenia mózgu, jak i gorączki krwotocznej. To są objawy grypopodobne, ogólne rozbicie. Przypominają objawy wywołane przez różne wirusy. Jeśli je u siebie zaobserwujemy, to powinniśmy się skontaktować z lekarzem.

Mówiła pani o tym, że te kleszcze dotarły do nas na ciele ptaków wędrownych. Czy ma to związek ze zmianami klimatycznymi?

Przede wszystkim to jest efekt zmiany klimatu. Do Brytyjczyków na grzbiecie ptaków dotarły wirusy kleszczowego zapalenia mózgu, którego do tej pory nie mieli. Tak że to jest efekt zmian klimatycznych, one między innymi wpłynęły na zmiany tras przelotu ptaków.

Czy to oznacza, że kleszcz afrykański zadomowi się u nas na dłużej?

Powinniśmy bardzo dokładnie monitorować. Dlatego, jeżeli ktoś znajdzie takiego kleszcza, powinniśmy to zgłaszać, żeby je identyfikować i by wychwycić jak najwięcej takich sytuacji, sytuacje, kiedy one mogą się pojawić w większej ilości. Dlatego w tym przypadku ważna jest edukacja, uświadamianie i zaangażowanie, [i to] żeby zwracać uwagę, co mamy wokół siebie. Temu między innymi służy program "Narodowe kleszczobranie".

Czytaj także:

Polecane

Wróć do strony głównej