Kradzież w bibliotece UW. Zdumiewające kulisy. Będą zarzuty dla Rosjanina

Wobec byłego eksperta rosyjskiego ministerstwa kultury i właściciela domu aukcyjnego w Moskwie Siergieja Burmistrova postawione zostaną zarzuty paserstwa - podaje Onet. Według portalu prokuratura ustaliła, że mężczyzna handlował starodrukami ukradzionymi z biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (BUW).

2026-01-08, 11:00

Kradzież w bibliotece UW. Zdumiewające kulisy. Będą zarzuty dla Rosjanina
BUW. Foto: Pawel Wodzynski/East News

Afera na UW. "Mól książkowy" okazał się przestępcą

Śledczy wykazali, że ze stołecznej biblioteki zniknęło 78 woluminów, których wartość przekraczała 3,8 mln zł. Były wśród nich pierwsze wydania dzień Puszkina czy Gogola. Proceder ten nie odbywał się jedynie w Polsce. Do podobnych zdarzeń dochodziło na całym kontynencie, m.in. we Francji, Niemczech oraz Litwie, Łotwie i Estonii.

"Scenariusz (kradzieży z BUW - red.) wyglądał niczym z filmu, a kluczową rolę w całej sprawie odegrał Mikhail Z." - informuje Onet. Mężczyzna szybko zdobył zaufanie pracowników BUW. "Był gadatliwy, sypał anegdotami, godzinami mógł rozmawiać o książkach. Twierdził, że jest przedstawicielem historyków literatury gruzińskiej, co dopełniało obrazu typowego bibliofila spędzającego całe dnie w czytelni" - czytamy.

Czytaj także:

Z. przychodził do biblioteki regularnie przez niemal rok (od grudnia 2022 do października 2023 r.). W trakcie tych pobytów często wychodził na papierosa. Wówczas to wynosił cenne woluminy. Zwykle chował je w torbie lub pod ubraniem, po czym zanosił do toalety i tam ukrywał. Gdy kończył pracę w czytelni znów pojawiał się w toalecie, zabierał łup i wychodził wraz z nim. W miejsce skradzionych książek oddawał pracownikom atrapy. - Co ciekawe, te spreparowane pozycje nie były wykonane jakoś perfekcyjnie. Mało tego, często to były jakieś inne tytuły, które po prostu zawierały przeklejone kartki z wydrukowanymi pieczęciami biblioteki i przeklejonymi kodami kreskowymi - powiedział Onetowi prok. ppłk Bartosz Jandy, członek międzynarodowego zespołu śledczego "Puszkin".

Złodziej wykorzystał luki w zabezpieczeniach. Z jego obserwacji wynikało, że pracownicy nie zaglądają do zwracanych książek, wystarczyło, że zgadzały się ich kody kreskowe. Ponadto po przeniesieniu w 2020 r. czytelni starych zbiorów do czytelni ogólnej, nie zadbano o przeszkolenie personelu w zakresie bardziej rygorystycznej kontroli nad woluminami.

Co dalej działo się ze skradzionymi drukami? Mikhail Z. wręczał je kierowcy autobusu kursującego na linii Warszawa-Mińsk. Tam odbierał je zleceniodawca, który płacił złodziejowi kryptowalutami. 

Ukradzione atrapy

Kluczowy moment w sprawie miał miejsce w październiku 2023 r. Mat T. i Ana G., para Gruzinów (T. to syn mężczyzny Beqiego T., który miał na koncie areszt za kradzieże z biblioteki w Rydze), zamówili w czytelni BUW osiem książek Puszkina i Gogola. Po jakimś czasie wyszli na papierosa i znikli. To zwróciło uwagę pracowników, którzy podeszli do ich biurek. Okazało się, że brakuje pięciu z ośmiu dzieł. Szybko zawiadomiono policję. 

Para złodziei zdążyła uciec do Wiednia, gdzie przekazała łup partnerce Beqiego T. Następnie Mat T. i Ana G. udają się do Tbilisi. Wówczas to dostają informację, że nie dostaną pieniędzy za dokonaną akcję, bo wykradli bezwartościowe egzemplarze. Służby były początkowo przekonane, że to T. i G. są odpowiedzialni za wyniesienie oryginałów, tymczasem zrobił to wcześniej Mikhail Z., a gruzińska para przejęła atrapy.

Ten zbieg okoliczności nadał śledztwu nowej prędkości, sprawił też, że w BUW uświadomiono sobie, że taki proceder miał miejsce i brakuje cennych dzieł. "Gdyby Mat T. i Ana G. zastosowali tę samą metodę, co Mikhail Z. — czyli podkładali falsyfikaty w miejsce skradziony książek — to całkiem możliwe, że proceder trwałby dłużej, a z BUW-u zniknęłoby jeszcze więcej cennych woluminów" - pisze Onet.

Czytaj także:

Tajemniczy antykwariusz

W Europie łącznie zginęło 170 woluminów. Polska okazała się najbardziej pokrzywdzonym w działaniach grupy krajem. W krajowym wątku śledztwa kluczowe było zatrzymanie we wrześniu 2025 r. na Litwie Mikhaila Z. Mężczyzna zaczął "sypać". Przyznał się do kradzieży 78 druków z biblioteki UW. W jego zeznaniach pojawiło się nazwisko antykwariusza z Moskwy. Okazało się, że taka osoba nie istnieje. Prok. Jandy oceniał, że wzięcie na siebie całej winy sugeruje, że mężczyzna kogoś kryje. Wyjaśnienia zatrzymanego nie pomogły w zidentyfikowaniu zleceniodawcy. Niemniej śledczy ustalili, że skradzione z BUW dzieła sprzedaje Dom Aukcyjny "Litfond" z siedzibą w Moskwie i Petersburgu. Jego właścicielem jest Siergiej Burmistrov, "bardzo tajemnicza postać", o której wiadomo jedynie to, że kiedyś był ekspertem rosyjskiego ministerstwa kultury.

Prok. ppłk Bartosz Jandy w rozmowie z Onetem przyznał, że trudno jest ocenić, czy za kradzieżami stoi państwo rosyjskie, czy może grupa oligarchów z tego kraju. Wyraził jednak przekonanie, że takie domy aukcyjne nie mogłyby bez przyzwolenia Kremla sprzedawać podobnych książek. - Znamienne jest też to, że wszystkie te kradzieże w całej Europie zaczęły się po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę - dodał śledczy.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie chce przedstawić zarzuty Burmistrovi - ustalił Onet. Prok. ppłk Jandy zaznaczył, że z uwagi na obecną sytuację geopolityczną nie uda się wykonać czynności z udziałem mężczyzny. Będzie on jednak poszukiwany i być może uda się go kiedyś zatrzymać. W najbliższych latach nie ma też za dużych szans na odzyskanie cennych strarodruków.

Źródło: Onet.pl/ms

Polecane

Wróć do strony głównej