Nieznana historia "chodzenia po kolędzie". Stawki i daniny w naturze
"Ile na kolędę?". To popularne w okresie ponoworocznym internetowe pytanie można opatrzyć przypisem historycznym. Wizyta duszpasterska po kolędzie, tradycja od wieków zakorzeniona w Polsce, miała przede wszystkim znaczenie religijne. Ale aspekt ekonomiczny był tu również obecny.
2026-01-14, 08:01
Kolęda jako pieśń religijna związana z Bożym Narodzeniem? Najbardziej popularne dziś znaczenie tego słowa narodziło się najprawdopodobniej dopiero w XVI wieku. Wcześniej "kolędą" określano "upominek, podarek noworoczny" oraz "daninę noworoczną pobieraną przez proboszcza od parafian". Do tak rozumianych "kolęd" doszły kolejne znaczenia: "wizyta duszpasterska" oraz "noworoczne chodzenie z szopką po domach".
Jak kształtowała się historia tej kościelnej daniny i jak wyglądały dawne wizyty po kolędzie?
"Nawiedzanie domów parafian"
W dokumencie z XIII wieku wydanym przez księcia wielkopolskiego Przemysława II kolędą określono "nawiedzanie domów parafian w wilję Bożego Narodzenia i pobieranie przyjętych zwyczajowo datków na cele kościelne". To najstarszy opisywany przez badaczy aspekt kolędy-daniny: należało ją uiszczać na rzecz urzędników książęcych lub biskupich. Ponieważ, jak widać, następowało tu pomieszanie spraw świeckich i religijnych, Kościół próbował posługiwać się w tym kontekście innym określeniem: "columbatio". Jednak w powszechnym, nieurzędniczym użyciu, królowała "kolęda". I tak zostało po dziś dzień.
Bożonarodzeniowe "nawiedzenie domu" przez kapłana (czasem i jego wysłannika: zakrystianina czy nawet kantora) miało rzecz jasna charakter religijny. Ale – jak zaznacza "Encyklopedia katolicka" czy ks. Piotr Kałwa w swojej rozprawie na ten temat – w średniowieczu ekonomiczne znaczenie kolędy odgrywało ważną rolę.
Dawne stawki kolędowe
Kolęda jako związana z okresem Bożego Narodzenia instytucja prawna życia parafialnego uformowała się najprawdopodobniej około XIII wieku. "Parafialnego", gdyż w odróżnieniu choćby od dziesięciny (podatku na rzecz Kościoła) kolęda związana była ściśle właśnie z tą podstawową jednostką administracji kościelnej.
Taką kolędą-daniną – płaconą "z tytułu opieki duszpasterskiej" – objęto początkowo niższe warstwy społeczne, ale od XIV/XV wieku również mieszczan. O tym, jakie stawki obowiązywały, możemy dowiedzieć się dzięki statutom synodalnym z 1320 roku biskupa krakowskiego Nankiera. Dokumenty te stwierdzały, że kmiecie, zatem dzierżawiący największą ilość ziemi, a także młynarze i karczmarze mają płacić kolędę w wysokości jednego skojca (monety o wartości 2 groszy srebrnych). Mniej zamożni chłopi powinni byli płacić pół skojca, zaś ci najubożsi (zagrodnicy) – ćwierć skojca. "Plebanowi nie wolno było domagać się stawek wyższych, natomiast uiszczenia stawek określonych w statutach mógł się domagać nawet przez stosowanie kar kościelnych", pisał ks. Piotr Kałwa.
Te próby ustalenia stałych stawek kolędowych (zwróćmy uwagę, że nie ma tu jeszcze mieszczan) nie powiodły się jednak. Zostały stosunkowo szybko odwołane po sprzeciwie ze strony zarówno wiejskiej ludności, jak i panów świeckich – niezainteresowanych dużymi obciążeniami swoich poddanych – a nawet samych duchownych.
W późniejszych dokumentach z XIV wieku podkreślano, że wysokość świadczenia kolędowego zależy od płacącego. Dużą rolę w określaniu wysokości kolędy odkrywał również zwyczaj miejscowy, oparty po prostu na stopniu zamożności parafian. "Rozpiętość skali stawek kolędowych u Długosza nie przekracza dwóch groszy dla najzamożniejszych i nie spada niżej niż pół grosza dla najbiedniejszych", by zacytować za ks. Piotrem Kałwą kolejny, oparty na świadectwie słynnego kronikarza, kolędowy "cennik".
Kwestia stawek kolędowych była jednak zmienna. Według źródeł z XVI wieku świadczenia kolędowe zostały na powrót ściślej określone. Zachowały się również dowody na próby egzekwowania kolędy. Pod koniec lat 20. XVI wieku w diecezji płockiej "sprawa obowiązkowości uiszczania kolędy była nawet tematem obrad synodalnych i plebani otrzymali na synodzie od biskupa władzę ekskomunikowania dłużników zalegających z płaceniem kolędy", odnotowywał ks. Piotr Kałwa.
"Pokój temu domowi!" Wg rysunku Michała E. Andriolliego. Wycinek z "Tygodnika Ilustrowanego" 1875 (2). Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie/domena publiczna Kolęda, czyli wizyta duszpasterska
Duże zmiany w kolędzie jako związanej z czasem Bożego Narodzenia tradycji przyniosły czasy po Soborze Trydenckim (połowa XVI w). Jak zalecały dokumenty kościelne – z przełomowym listem pasterskim z 1601 roku biskupa krakowskiego Bernarda Maciejowskiego na czele – kolęda miała stać się przede wszystkim narzędziem duszpasterskim.
Proboszczowie, lub posłani przez nich wikariusze, powinni byli nawiedzać domy parafian "nie dla kwestyi szukania korzyści osobistej, lecz dla szukania chwały bożej". Kolęda-danina, zwana tu już również "kolędowym podarkiem", nie została zniesiona – co więcej: zwyczaj ten zaczął obowiązywać wśród szlachty. Stała się jednak znacząco mniej ważnym elementem wizyty po kolędzie i, co istotne, świadczeniem dobrowolnym.
Na pierwszy plan wysunęły się tu sprawy religijne: błogosławieństwo dla domu, poznanie parafian, ich trybu życia i potrzeb, walka z zabobonami, sprawdzenie znajomości prawd wiary i tak dalej.
"Grzyby suche, orzechy i owoce"
Już od średniowiecza kolędę-daninę uiszczano czasem również w naturze – rzecz jasna miało to miejsce głównie wśród społeczności wiejskiej. Zwyczaj tej przetrwał aż do XVIII wieku, o czym świadczy poniższy fragment ze słynnego "Opisu obyczajów za panowania Augusta III" Jędrzeja Kitowicza. Ta obrazowa relacja z epoki może jednocześnie nam służyć jako dobre podsumowanie krótkiego przypomnienia o tym chyba zapomnianym aspekcie z dziejów "chodzenia po kolędzie".
"Księża plebani lub ich wikaryjuszowie jeżdżą [w czasie kolędy – przyp. red.] po dworach i wsiach albo po miastach, chodzą po domach, ogłaszają w krótkiej przemowie przyjście na świat słowa wcielonego, życzą błogosławieństw wszelkich niebieskich i ziemskich, i po skończonej perorze egzaminują czeladź domową i służących z katechizmu.
Asystujący księdzu do tej kolędy organista z bakałarzem, gdzie jest i kilku chłopców, śpiewają na wchodzeniu i wychodzeniu jaką pieśń o Bożem Narodzeniu. (…)
Po wsiach chłopi (…) dają księdzu kawałki słoniny, serki, grzyby suche, orzechy i owoce, kokosze, a oprócz tego po kilka groszy. Po miastach zaś tylko same pieniądze, na jakie kogo stać; toż samo i po dworach szlacheckich, obchodząc dzień kolędy bankietem według przepomożenia (dawn. "możliwości" - przyp. red.)".
Źródło: Polskie Radio/jp
"Kolęda-wizyta duszpasterska", w: "Encyklopedia katolicka", t. 9., Lublin 2002; ks. Piotr Kałwa, "Powstanie i rozwój polskiej kolędy jako daniny kościelnej. Studjum prawno-historyczne", Lwów-Kraków 1933; Anetta Luto-Kamińska, "Kolęda dawniej i dziś. Z zagadnień semantyki terminów gatunkowych", "Pamiętnik Literacki" 2006/3.