Skończyli w worku na śmieci. Rosjanka zwabiła ich podstępem na front

Rosja stosuje najróżniejsze metody, aby zwerbować kolejnych mężczyzn do walki na froncie wojny z Ukrainą. Jak ujawniono, posuwa się przy tym również do oszustwa. Jedna z "rekruterek" ściąga do Rosji mężczyzn z krajów arabskich i afrykańskich, obiecując im wysokie zarobki oraz ochronę przed walką na pierwszej linii. Po krótkim szkoleniu trafiają na front i często umierają w pierwszych dniach.

2026-01-13, 16:40

Skończyli w worku na śmieci. Rosjanka zwabiła ich podstępem na front
Polina Aleksandrowna Azarnych rekrutuje podstępem cudzoziemców do rosyjskiej armii. Foto: Telegram

Tak Rosja werbuje cudzoziemców do armii

Wspomniana rekruterka to Rosjanka - Polina Aleksandrowna Azarnych. BBC rozmawiało z jednym z mężczyzn zwerbowanych przez nią do armii. Syryjczyk, występujący pod pseudonimem Omar opisał, w jaki sposób został oszukany i wysłany na wojnę. 

Kiedy był werbowany, Azarnych obiecała mu, że za opłatą w wysokości 3 tys. dolarów dopilnuje, aby nie został wysłany na pierwszą linię. Zresztą jego praca w ogóle miała nie być związana z walką. Omar relacjonował, że po odbyciu 10-dniowego szkolenia trafił do strefy działań wojennych. Wobec tego odmówił zapłacenia umówionej kwoty, a Azarnych w odwecie spaliła przekazany jej wcześniej paszport Omara. 

Mężczyzna chciał odmówić wzięcia udziału w walce. Dowódcy grozili mu wówczas uwięzieniem lub nawet śmiercią. Śledztwo BBC wykazało, że 40-letnia Azarnych to była nauczycielka. Rekrutuje mężczyzn do armii przy pomocy swojego kanału na Telegramie, często kierując swój przekaz do osób z biednych krajów.

To oszustwo 

Na filmach mówi o rocznych kontraktach. Wysyła mężczyznom dokumenty potrzebne do wjazdu na teren Rosji w celu wstąpienia do wojska. Zidentyfikowano co najmniej 500 takich przypadków. Dotyczyły przede wszystkim osób z Syrii, Egiptu czy Jemenu. 

Rekruci i ich rodziny potwierdzają, że oferta jest oszustwem. Azarnych nie informuje ich, że nie będą mogli opuścić armii po roku. W razie sprzeciwu zaczyna im grozić. W rozmowie z BBC odrzuciła te oskarżenia. Wiadomo, że Rosja ponosi bardzo poważne straty na froncie. Tylko w grudniu 2025 roku zginęło ok. 25 tys. członków rosyjskiej armii. 

Trudno jest dokładnie stwierdzić, ilu cudzoziemców wstąpiło do wojska. Według szacunków liczba ta może wynosić ok. 20 tys. - w tym z takich krajów jak Kuba, Nepal czy Korea Północna. 

"Na sto procent tu umrzemy"

Relacja Omara z frontu jest wstrząsająca. O oszustwie Azarnych dowiedział się już po tym, jak wraz z czternastoma innymi Syryjczykami przybył do Moskwy. Sądzili, że ich praca będzie polegać na ochronie obiektów naftowych w Rosji. Tymczasem szybko zostali przetransportowani do centrum rekrutacyjnego w Briańsku. 

Tam zaproponowano im roczne kontrakty z miesięczną pensją w wysokości 2,5 tys. dolarów i premią za podpis 5 tys. dolarów. W Syrii nie mogli liczyć nawet na porównywalną ofertę. Umowy były po rosyjsku. Azarnych zabrała mężczyznom paszporty. Obiecała, że jeśli zapłacą jej po 3 tys. dolarów z premii, dopilnuje, aby nie trafili na pierwszą linię frontu. 

Miesiąc później Omar był już w Ukrainie. Odbył 10-dniowe szkolenie i bez żadnego doświadczenia wojskowego został posłany do walki. W jednej z wiadomości głosowych przesłanych do BBC powiedział, że "na sto procent tu umrzemy". 

- Mnóstwo obrażeń, mnóstwo eksplozji, mnóstwo ostrzału. Jeśli nie zginiesz od eksplozji, zginiesz od spadających na ciebie odłamków - relacjonował. Jak opisywał, ciał było tak dużo, że po nich stąpał. - Gdy ktoś umiera, widziałem to na własne oczy. Wkładają go do worka na śmieci i rzucają pod drzewo - opisywał. 

Gdy jego "roczny kontrakt" dobiegał końca, odkrył to, czego Azarnych mu nie powiedziała. W kontrakcie był zapis o automatycznym przedłużeniu aż do zakończenia wojny. - Jeśli przedłużą kontrakt, to jestem zgubiony - mówił. Jego umowa ostatecznie została przedłużona. 

"Umierają natychmiast. Niektórzy tracą rozum"

BBC rozmawiało również z innym Syryjczykiem. Habib twierdzi, że przez 3 lata współpracował z Azarnych. Jego zdaniem kobieta jest "jedną z najważniejszych rekruterek" w rosyjskiej armii. Jak przekazał, kobieta pochodzi z obw. woroneskiego. Wcześniej zajmowała się pomaganiem arabskim studentom w dostaniu się na uczelnie w Moskwie.

Większość rekrutów sądzi, że będzie wartować na punktach kontrolnych lub zajmować inne stanowiska niezwiązane z walką. - Arabowie, którzy tu trafiają, umierają natychmiast. Niektórzy tracą rozum - trudno patrzeć na zwłoki - relacjonował Habib. Spotkał Omara z grupą Syryjczyków w ośrodku szkoleniowym. 

- Obiecała im obywatelstwo, dobre pensje i bezpieczeństwo. Ale kiedy podpiszesz tu kontrakt, nie ma mowy, żebyś wyjechał - wskazał. - Żaden z nich nie umiał posługiwać się bronią. Nawet gdyby do nich strzelano, nie oddawaliby strzałów… jeśli nie strzelasz, giniesz. Polina brała tych mężczyzn, wiedząc, że i tak zginą - dodał. Jak wyjaśnił, kobieta za każdego zwerbowanego mężczyznę otrzymuje 300 dolarów. 

W późniejszych filmach Azarnych zaczęła wspominać, że rekruci będą brać udział w działaniach wojennych. - Wszyscy dobrze rozumieliście, że idziecie na wojnę. Myśleliście, że możecie dostać rosyjski paszport, nic nie robić i mieszkać w pięciogwiazdkowym hotelu? Nic nie dzieje się za darmo - mówiła w jednym z filmów.

Czytaj także:

Źródło: BBC/egz

Polecane

Wróć do strony głównej