PRL nie zamarzła dzięki farelkom. Działają bez problemu do dziś

Zimy za czasów PRL potrafiły naprawdę dać się we znaki. Z tego powodu przez lata jednym z najgorętszych produktów AGD były farelki, czyli termowentylatory Farel, ze szczególnym wskazaniem modelu OTW-2. Wystarczyło przełączyć przyciski, poczekać na charakterystyczne pstryknięcie termostatu, by po kilku minutach dmuchania podwyższyć temperaturę w pokoju o dobre kilka stopni. A to nie koniec zastosowań farelek - służyły też na przykład do uruchamiania maluchów w zimie.

2026-01-19, 06:00

PRL nie zamarzła dzięki farelkom. Działają bez problemu do dziś
Farelka, czyli ogrzewacz Farel OTW-2. Foto: Wojtek Laski/East News

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Inżynieria niezniszczalności: Dzięki zastosowaniu bezszczotkowego silnika indukcyjnego Silma SZKA 6512A oraz konstrukcji opartej na śrubach, model OTW-2 stał się symbolem trwałości, która pozwala wielu egzemplarzom bezawaryjnie pracować nawet po 50 latach.
  • Urządzenie ratunkowe: W realiach niedogrzanych mieszkań z wielkiej płyty i nieszczelnej stolarki okiennej, farelka stanowiła kluczową linię obrony przed mrozem, służąc nie tylko do ogrzewania ludzi, ale także do osuszania tynków czy wspomagania rozruchu silników samochodowych.
  • Twarda waluta PRL: Choć oficjalna cena urzędowa stanowiła około 15–20% średniej pensji netto, ogromny deficyt towaru windował ceny na bazarach do poziomu połowy miesięcznego wynagrodzenia, co nadawało urządzeniu status dobra o znacznej wartości majątkowej.
  • Szokujący parytet cenowy: Gdyby dzisiejsza farelka miała kosztować taką samą część dochodu netto co w latach 70., jej cena musiałaby wynosić blisko 1000 zł, a w przypadku cen z czarnego rynku lat 80. – ponad 4000 zł.

Gdy termometry za oknami pokazują w nocy blisko dwadzieścia stopni poniżej zera, a mroźne powietrze przenika nawet przez najgrubsze mury, w tysiącach polskich domów ożywa wspomnienie urządzenia, które przez dekady było jedyną skuteczną linią obrony przed zimnem.

Termowentylator Farel OTW-2, bo o nim mowa, to nie tylko ikona polskiego wzornictwa przemysłowego lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, ale przede wszystkim materialny dowód na jakość inżynierii z czasów, gdy produkty powstawały w zakładach, które o teorii przyspieszonego postarzania nigdy w życiu nie słyszały. Choć dziś dla wielu jest jedynie nostalgicznym gadżetem, w dobie obecnych mrozów warto przypomnieć sobie, że w gospodarce niedoboru PRL to właśnie farelka była niezawodnym ratunkiem dla wielu polskich rodzin.

Nie jest przypadkiem, że tak jak wszystkie buty sportowe to adidasy, a wszystkie pieluchy jednorazowe to pampersy, tak każde urządzenie do nagrzewania nazywane było farelką. To zjawisko to deonimizacji marki, w którym nazwa własna producenta z Kętrzyna stała się w Polsce nazwą pospolitą dla całej kategorii produktów. Model OTW-2 stał się archetypem termowentylatora, definiującym oczekiwania użytkowników co do kształtu i funkcjonalności urządzenia na kolejne dekady.

Inżynieria niezniszczalności. Co wyjątkowego jest w farelce?

Farelka, którą znała większość Polaków PRL, to model OTW-2, czyli Ogrzewacz Termo-Wentylatorowy drugiej generacji. Trafił on do sprzedaży na początku lat 70. XX wieku. Sercem modelu OTW-2 był silnik indukcyjny bezszczotkowy, produkowany zazwyczaj przez zakłady Silma (typ SZKA 6512A), który wyróżniał się na tle ówczesnej produkcji bloku wschodniego niespotykaną trwałością i cichszą pracą.

Było to rozwiązanie znacznie droższe w produkcji niż powszechnie stosowane silniki komutatorowe, lecz eliminacja zużywających się szczotek węglowych pozwalała na dekady bezawaryjnej eksploatacji. Dowód? Na aukcjach internetowych do dziś można spotkać farelki wyprodukowane 40-50 lat temu, które działają tak samo dobrze, jak w chwili gdy opuszczały fabryki. Decyzja o zastosowaniu tak solidnego napędu w produkcie masowym świadczy o priorytecie trwałości nad redukcją kosztów, co jest cechą charakterystyczną dla inżynierii sprzed ery planowego postarzania produktu.

Konstrukcja urządzenia, oparta na śrubach zamiast nietrwałych zatrzasków czy kleju, sprzyjała domowym naprawom i konserwacji, co w społeczeństwie opartym na kulturze "zrób to sam" było kluczowe. Ważnym elementem technicznym był również termostat bimetaliczny, który pozwalał na cykliczne włączanie i wyłączanie grzałki po osiągnięciu zadanej temperatury, co mimo znacznej histerezy podnosiło walory użytkowe sprzętu. To właśnie termostat odpowiadał za charakterystyczne pstryknięcia, które oznajmiały automatyczne przełączanie się między trybami ogrzewania i wentylacji.

Dlaczego Farelka pstryka?

Dźwięk dzieciństwa to nie wada urządzenia, lecz fizyka w czystej postaci. Sekrety modelu OTW-2.

Wspomnienie z PRL

Charakterystyczne dźwięki wydawane przez farelkę w mroźne wieczory nie oznaczały awarii.

Był to wynik specyficznej konstrukcji technicznej, która zapewniała bezpieczeństwo i działanie urządzenia.

1. Termostat bimetaliczny

To główny winowajca, pełniący funkcję "automatycznego strażnika temperatury".

Mechanizm: Wewnątrz znajduje się płytka złożona z dwóch metali o różnej rozszerzalności cieplnej.

Dźwięk: Pod wpływem ciepła płytka wygina się i gwałtownie "odskakuje", rozłączając styki. To mechaniczne uderzenie słyszymy jako głośne pstryknięcie.

Gdy urządzenie ostygnie, płytka wraca do pierwotnego kształtu, ponownie pstrykając i włączając grzanie.

2. Rozszerzalność cieplna

Seria cichszych trzasków, słyszalna tuż po włączeniu lub wyłączeniu.

Ekstremalne skoki temperatur

Farelka pracowała w cyklach: od temperatury pokojowej do żaru ze spiral o mocy 2000 W.

Efekt: Plastikowa obudowa i metalowe stelaże rozszerzały się i kurczyły w różnym tempie, powodując naprężenia materiałowe i mikroprzesunięcia elementów.

Urządzenie posiadało ponadto II klasę ochronności, co eliminowało konieczność stosowania gniazd z uziemieniem, rzadko spotykanych w starszym budownictwie, znacząco zwiększając praktyczność produktu dla szerokiego grona odbiorców. A jak się okazało - farelki potrafiły być w zimie podstawowym sprzętem domowym.

Wielka płyta bała się mrozów. Ciepło wyciekało z mieszkań drzwiami i oknami

W realiach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej farelka była odpowiedzią na fundamentalną potrzebę ciepła w warunkach permanentnych zimowych problemów z ogrzewaniem systemowym. Masowo oddawane do użytku osiedla z wielkiej płyty cierpiały na niską jakość izolacji termicznej, co w połączeniu z nieszczelną stolarką okienną i niewydolnością systemów centralnego ogrzewania czyniło mieszkania bardzo chłodnymi. Systemy CO były często źle wyregulowane lub awaryjne, a w okresach przejściowych, zanim elektrociepłownie włączyły zasilanie, temperatura w pokojach spadała do poziomu 15–16°C.

Model OTW-2 o imponującej mocy przekraczającej 2000 W pozwalał na doraźne i błyskawiczne ogrzanie pokoju dziecięcego lub łazienki przed kąpielą, stając się sprzętem pierwszej potrzeby. Zapotrzebowanie na tak dużą moc często stanowiło wyzwanie dla domowych instalacji elektrycznych w blokach, gdzie standardowe zabezpieczenia wynosiły 10A lub 16A. Włączenie farelki pobierającej około 9 amperów w połączeniu z innym sprzętem często skutkowało przepaleniem bezpieczników, jednak taka moc farelek była kluczowa w czasach siarczystych mrozów i Zimy Stulecia, kiedy to urządzenia te ratowały komfort i zdrowie tysięcy rodzin.

Ewolucja Farelki

Historia i warianty kultowych termowentylatorów serii OTW.

Model P01 Od 1963 r.
Moc: b.d.

Protoplasta całej serii.

Wczesna myśl techniczna, która dała początek późniejszym, masowo produkowanym urządzeniom.

Model OTW-1 Połowa lat 70.
Moc: b.d.

Bezpośredni poprzednik.

Model przejściowy, który ustąpił miejsca najsłynniejszej wersji.

OTW-2 (Klasyczna) 1973–1990+
Moc: 2000 W

Ikona designu PRL.

Charakterystyczna, geometryczna i modernistyczna bryła, którą znamy z większości polskich domów.

OTW-2E Lata 80.
Moc: 2030 W

Wersja wzmocniona.

Litera "E" sugeruje wariant eksportowy. Charakteryzowała się minimalnie wyższą mocą grzewczą.

OTW-2N Od ok. 1987 r.
Moc: 2000 W

Wersja zmodernizowana ("Nowoczesna").

Odświeżona obudowa i detale konstrukcyjne, wprowadzona pod koniec dekady lat 80.

Farelka to nie tylko ogrzewanie. Służyła do uruchamiania maluchów

Zastosowania farelki wykraczały daleko poza domowe progi, czyniąc z niej narzędzie przetrwania w niemal każdej dziedzinie życia. Urządzenia były postrzegane jako niezawodny sposób na rozruch silników w siarczyste mrozy; podłączone do domowego gniazdka dziesiątkami przedłużaczy farelki lądowały pod miskami olejowymi samochodów, takich jak Fiat 126p, by podgrzać gęstniejący olej i umożliwić poranny wyjazd do pracy.

Mimo ostrzeżeń w instrukcjach, nadmuch służył także do ekspresowego suszenia pieluch tetrowych, przemoczonych butów czy ubrań, stając się domowym centrum w okresach zimowych.

Urządzenia te były również stałym elementem krajobrazu w blaszanych kioskach Ruchu i stróżówkach (gdzie były jedynymi źródłami ciepła) oraz w państwowych urzędach, gdzie potajemnie pracowały pod biurkami, dogrzewając stopy pracowników. Solidność konstrukcji i jej odporność na trudne warunki sprawiały, że farelki trafiały na place budowy do osuszania świeżych tynków, wygrywając konkurencję z nowocześniejszymi, ale znacznie delikatniejszymi urządzeniami.

Specyficzny szum pracującego urządzenia stał się dla wielu pokoleń rodzajem „białego szumu”, który paradoksalnie pomagał dzieciom zasnąć, co dziś znajduje odzwierciedlenie w popularności nagrań pracy farelki na platformach wideo.

W PRL za farelkę płacono jak za zboże. Dziś to jeden wieczór w domu

W momencie debiutu rynkowego w latach 70. XX wieku za średnią pensję netto można było kupić około sześciu lub siedmiu urządzeń, co czyniło je dobrem dostępnym, choć wymagającym planowania budżetu - trzeba było na nią wydać około 15% pensji (uwaga: to szacunki, nie dotarliśmy do wiarygodnej informacji dotyczącej realnej ceny nowej farelki w PRL).

Uwzględniając dane z listopada 2025 roku, gdy średnie wynagrodzenie brutto w Polsce osiągnęło poziom 9078 zł brutto, co daje około 6518 zł netto, możemy przeliczyć ciężar zakupu farelki w PRL na dzisiejszą wartość złotego.

Gdybyśmy dziś mieli zapłacić za to urządzenie taką samą część dochodu netto co nasi rodzice w latach siedemdziesiątych (15% pensji), cena nowej farelki musiałaby wynosić blisko 1000 zł. Tyle kosztowałoby urządzenie prosto z fabryki, wystanego w kolejkach i wyczekiwanego nawet kilka-kilkanaście miesięcy.

Gdyby chciało się kupić farelkę od ręki, na giełdzie, to trzeba byłoby wysupłać znacznie większe kwoty. "Mnożnik bazarowy" wynosił nawet 400% ceny urzędowej, za jedną farelkę musielibyśmy zapłacić dziś "na czarno" nawet 4000 zł.

Historia Farelki

Od powojennych warsztatów sportowych w Kętrzynie do globalnej marki.

1948

Trudne początki

Fabryka powstała w opuszczonych koszarach w Kętrzynie jako Centralne Warsztaty Sprzętu Sportowego.

Lokalizacja na "Ziemiach Odzyskanych" była elementem strategii polonizacji i industrializacji.

Początkowo produkcja była eklektyczna, dostosowana do chaotycznych potrzeb powojennego rynku.

Lata 60.

Wielka transformacja

Postępująca elektryfikacja kraju wymusiła zmianę profilu zakładu.

Powstaje KFSE (Kętrzyńska Fabryka Sprzętu Elektrotechnicznego).

Koniec ery "sprzętu sportowego" – zakład wchodzi do strategicznego sektora AGD.

Złota era "Farel"

W latach 70. zakład wchodzi w struktury potężnych zjednoczeń Predom i Polam.

Powstaje pełna nazwa: Zakłady Sprzętu Oświetleniowego Polam-Farel.

Debiutuje legendarna "Farelka" (model OTW-2 ok. 1978 r.) oraz suszarki do włosów.

Serce regionu

Zakład był czymś więcej niż fabryką – był sercem ekonomicznym Warmii i Mazur.

Zatrudniał tysiące pracowników i organizował życie społeczne (m.in. własne koła zainteresowań).

Jako monopolista w gospodarce niedoboru, marka Farel zdominowała polski rynek.

Lata 90.

Przejęcie przez Philips

Mimo trudności po stanie wojennym, produkcja klasycznego asortymentu trwała do połowy lat 90.

W grudniu 1995 r. zakłady sprywatyzowano i sprzedano koncernowi Philips.

Nowy właściciel skupił się na oświetleniu, stopniowo wygaszając produkcję kultowych grzejników.

Farelka. Legenda, która wygrała z czasem

W mroźne zimy farelka OTW-2 przeżywa swój renesans nie tylko jako obiekt kolekcjonerski, ale jako funkcjonalny zabytek techniki. Choć z punktu widzenia nowoczesnych norm efektywności energetycznej jej użytkowanie może wydawać się nieopłacalne – koszt godziny pracy przy obecnych cenach prądu w 2026 roku wynosi około 2,30-2,60 zł – to jej niezawodność i błyskawiczne generowanie ciepła wciąż przyciągają użytkowników.

Miesięczna eksploatacja przez osiem godzin dziennie generuje koszt rzędu 440 zł, co kilkukrotnie przewyższa rynkową wartość samego urządzenia (ogłoszenia o sprzedaży pokazują zakres 50-200 zł), czyniąc jej używanie aktem decyzji estetycznej lub sentymentalnej. W chwili, gdy mróz zagląda jednak pod swetry, kurtki i kołdry w domach pozbawionych ogrzewania, są rzeczy więcej warte niż wysokość rachunku za prąd elektryczny.

Farelka to materialny dowód na jakość inżynierii materiałowej PRL, która szczególnie ciepło zapisała się we wspomnieniach osób, które pamiętają tę epokę. Szum wentylatora dla wielu wciąż pozostaje najpiękniejszą kołysanką w mroźną, zimową noc, a stabilny popyt na "ikony PRL" gwarantuje, że te urządzenia nie wrócą już nigdy do poziomu cenowego elektrośmieci.

Źródło: PolskieRadio24.pl/Michał Tomaszkiewicz


Skąd to wiemy? Jak to wyliczyliśmy?

Informacje zawarte w artykule pochodzą z poniższych źródeł. Przestawiamy także sposób, w jaki wyliczyliśmy przybliżoną cenę farelki w obliczu braku dostępnych informacji na ten temat.

Źródła danych historycznych i statystycznych:

  • Dane o wynagrodzeniach: Oficjalne tabele Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) dotyczące przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.
  • Ceny dóbr w PRL: Analiza opiera się na szczątkowych cennikach detalicznych zjednoczeń „Predom” i „Polam”, ogłoszeniach prasowych z epoki oraz porównaniu z cenami innych dóbr (np. spodnie jeansowe, cukier, pralka Frania).
  • Dane rynkowe 2024–2026: Monitoring cen transakcyjnych i ofertowych na platformach Allegro, Allegro Lokalnie oraz OLX w największych ośrodkach miejskich (Warszawa, Kraków, Gdańsk).

Źródła danych technicznych i przemysłowych

  • Dokumentacja fabryczna: Analiza tabliczek znamionowych zachowanych egzemplarzy oraz oryginalnych instrukcji obsługi modeli OTW-2, OTW-2N i OTW-2E.
  • Historia zakładów: Materiały archiwalne Muzeum w Kętrzynie oraz Muzeum Cyfrowego Muzeum Narodowego we Wrocławiu dotyczące Zakładów Sprzętu Oświetleniowego „Polam-Farel”.
  • Specyfikacja podzespołów: Dane techniczne silników indukcyjnych z zakładów „Silma” oraz normy bezpieczeństwa (II klasa ochronności) obowiązujące w okresie produkcji.

Metodologia obliczeń

  • Szacowanie komparatywne: Wobec braku pełnych cenników z każdego roku lat 80., zastosowano metodę zestawienia znanych cen dóbr referencyjnych o podobnym stopniu skomplikowania technologicznego z danymi o zarobkach netto.
  • Parytet siły nabywczej (Purchasing Power Check): Wartość farelki przeliczyliśmy na procent średniego miesięcznego wynagrodzenia netto, co pozwala na obiektywne porównanie kosztu zakupu w 1978, 1985 i 2026 roku.
  • Przelicznik Brutto-Netto (2025/2026): Do wyliczeń współczesnych przyjęto kwotę 9078,16 zł brutto (listopad 2025), którą pomniejszono o obowiązkowe składki na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne oraz zaliczkę na podatek dochodowy, uzyskując realną kwotę do dyspozycji (ok. 6518 zł netto).
  • Mnożnik bazarowy: Realną wartość rynkową w latach 80. ustalono poprzez nałożenie na cenę urzędową premii za dostępność (tzw. przebicie), która w przypadku sprzętu AGD wynosiła od 200% do 400%.

Polecane

Wróć do strony głównej