Minnesota po kolejnej śmierci z rąk agentów. "Chcieli spokojnie żyć"

37-letni Alex Pretti zginął w Minneapolis po strzałach agentów federalnych. - Mieszkańcy mówią, że zostali wybrani na cel przez administrację prezydenta Trumpa, a oni chcą po prostu żyć spokojnie - powiedział w Polskim Radiu 24 Piotr Orłowski, polski dziennikarz w USA, współpracownik Telewizji Polskiej. 

2026-01-26, 16:00

Minnesota po kolejnej śmierci z rąk agentów. "Chcieli spokojnie żyć"
Mieszkańcy Minneapolis składają hołd zastrzelonemu przez agentów Alexowi Pretti'emu. Foto: EPA/CRAIG LASSIG

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Druga ofiara brutalnych interwencji agentów federalnych w Minnesocie
  • Mieszkańcy są zszokowani tym, co się dzieje - powiedział Piotr Orłowski
  • Wskazał, że teraz agenci się wycofali i nie widać ich na ulicach

Na początku stycznia agent ICE zastrzelił w Minneapolis 37-letnią kobietę. Stało się to katalizatorem protestów i krytyki obecności federalnych służb w mieście. W sobotę znów doszło tam do strzelaniny z udziałem agentów federalnych, w której zabity został mężczyzna. Zastrzelony 37-letni mężczyzna, to pielęgniarz Alex Pretti. Według relacji funkcjonariuszy Border Patrol śmiertelne strzały oddano w obronie własnej. Analiza nagrań wideo podważa takie twierdzenia Na miejscu zdarzenia gromadzą się protestujący. Dochodzi do starć z funkcjonariuszami, policja użyła gazu łzawiącego.

- Mieszkańcy są zszokowani tym, co się dzieje - powiedział Piotr Orłowski i zaznaczył, że od soboty emocje nieco opadły. - Teraz to jest bardziej analizowanie tego, co się działo - wskazał. Dodał, że "dużo osób pojawia się w tym miejscu, gdzie doszło do tej tragedii".  gdzie funkcjonariusze najpierw powalili go na ziemię. Przypomniał, że Pretti próbował pomóc innej osobie, która spierała się z agentami ICE. - On ruszył na pomoc i też został powalony na ziemię - mówił Orłowski. Dodał, że "na razie nie wiadomo, czy strzelał jeden funkcjonariusz, czy strzelało kilka osób".

Posłuchaj

Piotr Orłowski gościem Marii Fudyny (Temat dnia) 9:31
+
Dodaj do playlisty

Nie przypadkiem w Minnesocie

- Osoby, które przychodzą na miejsce, gdzie to wszystko się wydarzyło, zachowują się bardzo spokojnie. Płaczą, niektóre osoby się modlą, przynoszą kwiaty, przynoszą transparenty - relacjonował. Jak tłumaczył, zdaniem mieszkańców nie było konieczności wysyłania kilku tysięcy agentów do wyłapywania migrantów. - Oni mówią, że to nie jest takie miejsce, gdzie tych osób jest dużo w porównaniu do innych amerykańskich miast, że zostali wybrani na cel przez administrację prezydenta Trumpa, a oni chcą po prostu żyć spokojnie - opowiadał.

Dziennikarz wskazał, że odwiedził różne części miasta i teraz nie widać funkcjonariuszy, zarówno Straży Granicznej, jak i służb imigracyjnych. - Oni po tym wszystkim ewidentnie wycofali się - stwierdził. - W tym momencie widać tutaj służby lokalne, widać Gwardię Narodową, którą wezwał gubernator Minnesoty, który popiera protestujących - dodał. Orłowski przypomniał, że gubernator Minnesoty Tim Walz był kandydatem na wiceprezydenta u boku Kamali Harris. - Wczoraj podczas konferencji prasowej, kiedy odnosił się do tego wszystkiego, mówił, że tutaj mieszkańcy chcą żyć spokojnie. I jego zdaniem to nie przypadek, że Donald Trump wysyła swoje służby właśnie w to miejsce - wskazał gość Polskiego Radia 24.

Czytaj także:

Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Maria Furdyna
Opracowanie: Filip Ciszewski

Polecane

Wróć do strony głównej