Dziemianowicz-Bąk o reformie PIP: Albo etat, albo strata miliardów z KPO
Do Sejmu trafił wreszcie projekt ustawy reformującej Państwową Inspekcję Pracy. Po długich przejściach i wielu zmianach osłabiających pozycję inspektorów w starciu z pracodawcami, rząd uzgodnił zakres reformy. Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk twierdzi, że jej brak to "koszt kilkunastu miliardów złotych".
2026-02-25, 17:33
Najważniejsze informacje w skrócie:
- 25 lutego ma się odbyć w Sejmie pierwsze czytanie ustawy reformującej Państwową Inspekcję Pracy
- Inspekcja Pracy ma zyskać możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych i B2B na umowy o pracę decyzją administracyjną. Decyzję pracodawca będzie mógł zaskarżyć do sądu
- Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oceniła, że niezrealizowanie tej reformy "grozi utratą kilkunastu miliardów złotych"
Reforma Inspekcji Pracy na ostatniej prostej
25 lutego ma się odbyć pierwsze czytanie ustawy reformującej Państwową Inspekcję Pracy. To ostatnia prosta długiego procesu, w którym zakres reformy został, w stosunku do pierwotnych zamiarów Lewicy znacząco ograniczony. Jednak, nawet po ograniczeniach, ustawa przyniesie znaczące zmiany w funkcjonowaniu PIP.
Inspekcja ma zyskać możliwość przekształcania na miejscu i w trakcie kontroli umów cywilnoprawnych (np. zlecenia) i B2B na umowy o pracę. Zabezpieczeniem ma być możliwość zaskarżenia tej decyzji do sądu.
Reforma jest istotna nie tylko jako element wdrożenia lepszej egzekucji prawa pracy, ale także jako część KPO. To tzw. kamień milowy uzgodniony przez rząd z Komisją Europejską.
Ministra o konsekwencjach nieuchwalenia reformy
Na dokonanie reformy rząd ma czas do 30 czerwca 2026 roku. Do tego momentu reforma musi być wdrożona oraz zweryfikowana przez Komisję Europejską. Jej brak może oznaczać, że Bruksela wstrzyma równowartość 11 mld zł z KPO przeznaczonych dla Polski.
Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jest spokojna o to, jak będą głosować posłowie koalicji. Jednak w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" przypomniała o kosztownych konsekwencjach jej braku.
- O losy projektów można być spokojnym w momencie, w którym zostaną przegłosowane, a przed nami jeszcze prace w komisji. Natomiast jest to przedsięwzięcie i zobowiązanie rządowe oraz kamień milowy Krajowego Planu Odbudowy, więc stawka jest wysoka. Oczywiście, tą podstawową stawką jest bezpieczeństwo polskich pracowników i uczciwych przedsiębiorców, którzy mają po dziurki w nosie konkurowania z cwaniakami. Ale jest to także stawka finansowa, bo niezrealizowanie tej reformy grozi utratą kilkunastu miliardów złotych - powiedziała Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
To przypomnienie może być sygnałem nie tylko dla tych posłów koalicji, którzy są sceptyczni wobec wzmacniania pozycji pracowników względem pracodawców. Adresatem może być także prezydent Karol Nawrocki, który, jak dowiodły ostatnie miesiące, z instytucji weta korzysta chętnie.
Iluzja wyższej pensji
Dlaczego "wypychanie" na B2B wciąż tak dobrze działa na pracowników?
Krótkowzroczność finansowa
Zjawisko to opiera się na błędzie poznawczym (tzw. myopic loss aversion).
Widząc na umowie B2B wyższą kwotę „na rękę” (netto na fakturze), nasz mózg natychmiast nas nagradza.
Zderzenie z rzeczywistością
Iluzja znika dopiero w sytuacjach kryzysowych, gdy dochodzi do asymetrii informacji.
Poważna choroba lub ciąża (brak płatnego chorobowego/macierzyńskiego).
Utrata „klienta” z dnia na dzień (brak okresu wypowiedzenia).
Cel reformy PIP
Państwo musi interweniować tam, gdzie wolny rynek wykorzystuje błędy poznawcze.
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) ma na celu wyeliminowanie tego „iluzorycznego zysku”.
Chodzi o przywrócenie systemowego bezpieczeństwa dla najsłabszych uczestników rynku pracy.
Miliardy strat przez brak reformy - nie tylko pieniądze z KPO
Jednak konsekwencje finansowe braku reformy PIP wykraczają poza brak płatności z KPO. Wykorzystywanie umów B2B, na których pracownik pracuje jako "działalność gospodarcza", zamiast na umowie o pracę oznacza też duże straty dla budżetu państwa. Ostrożne i zachowawcze szacunki mówią o braku wpływów (w składkach i podatkach) rzędu 2,1 mld zł, a szacunki pesymistyczne mówią nawet o kilkunastu miliardach.
Tracą też pracownicy, którzy nie mają płatnego urlopu, płatnych zwolnień chorobowych czy płatnego urlopu rodzicielskiego. W przyszłości też otrzymają emerytury zbliżone do minimalnych.
"Mam kontrakt i jednego kontrahenta. Czy muszę się obawiać, że przymusowo będę miał umowę o pracę?"
Ministra uspokaja wszystkich tych, którzy uczciwie prowadzą działalność gospodarczą, że nie muszą się niczego obawiać.
- Jeśli podczas kontroli inspektor stwierdzi, że umowa cywilnoprawna zastępuje umowę o pracę niezgodnie z prawem, będzie musiał nakazać jej zmianę na zgodną z przepisami. Czyli albo to będzie zawarcie umowy o pracę, albo wyeliminowanie cech stosunku pracy, jeśli strony chcą pozostać np. na B2B - stwierdziła wprost ministra.
Choć inspektorzy nie będą podpowiadać, jak uniknąć przekształcenia umowy w etat, to jednak przypomną o tym, jakie są przesłanki kodeksowe dla umowy o pracę (podporządkowanie, określone miejsce i czas pracy). W efekcie przedsiębiorca realizujący zadania dla jednego kontrahenta ale bez określonego grafiku i nadzoru typowego dla relacji szef-pracownik, nie musi się niczego obawiać.
Za to ci pracownicy, którzy woleliby mieć etat i związane z nim korzyści zamiast umów o współpracy mogą liczyć na pozytywne zmiany.
- To jest mit, że wszyscy pracownicy na samozatrudnieniu chcą tak pracować. Mamy ogromny problem wypychania na B2B osób, którym się to zupełnie nie opłaca. Często zapominamy w tej debacie np. o samozatrudnionych ochroniarzach - stwierdziła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Czytaj także:
- Będzie reforma Państwowej Inspekcji Pracy. Rząd podjął decyzję
- Będzie drożej w małych sklepach? Rewolucja w PIP uderzy w handel
- Bezrobocie znowu wzrosło. Jest powód do niepokoju?
Źródło: Wyborcza.biz/Andrzej Mandel