Czy na stacjach zabraknie paliw? Mamy odpowiedź Orlenu
Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, na polskich stacjach zabrakło paliw, a ceny benzyny i oleju były najwyższe w historii. Czy teraz, gdy USA weszły w konflikt z Iranem, producentem ropy kontrolującym ważny szlak handlowy, może nas czekać powtórka tej sytuacji? Zapytaliśmy o to Orlen, oto co usłyszeliśmy w odpowiedzi.
2026-03-02, 13:37
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Orlen uspokaja zaniepokojonych kierowców, jednoznacznie deklarując, że nie widzi żadnego zagrożenia braku paliw na stacjach, co wynika bezpośrednio z faktu, iż nie sprowadza on surowca przez zapalny rejon Cieśniny Ormuz.
- W przeciwieństwie do zawirowań wywołanych wybuchem wojny w Ukrainie, obecny kryzys na Bliskim Wschodzie nie odetnie nas fizycznie od ropy naftowej, ponieważ krajowy system zabezpieczeń, rezerwy strategiczne oraz szeroka dywersyfikacja importu stanowią niezwykle solidny bufor.
- Chociaż giełdowe notowania ropy nafrtowej oraz rosnący w siłę kurs dolara wywierają oczywistą presję na cały rynek, przedstawiciele spółki przypominają, że globalne wahania nie przekładają się automatycznie na cenniki przy dystrybutorach, na które wpływa szereg innych, lokalnych czynników makroekonomicznych i fiskalnych.
Atak USA na Iran. Ceny paliw w Polsce
Operacja militarna Stanów Zjednoczonych oraz Izraela, wycelowana w irański reżim, wywołała natychmiastowe tąpnięcie na światowych rynkach finansowych. Strach globalnych inwestorów przed zablokowaniem strategicznej Cieśniny Ormuz, przez którą każdego dnia przepływa około jedna piąta światowego zapotrzebowania na ropę naftową, błyskawicznie wywindował wycenę baryłki Brent w okolice 80 dolarów, potężnie wzmacniając jednocześnie amerykańską walutę.
W obliczu tych doniesień, w pamięci wielu polskich kierowców odżyły trudne, podszyte stresem wspomnienia z 2022 roku, kiedy to zbrojna inwazja na Ukrainę wywołała na stacjach benzynowych sztuczną panikę, a ceny na pylonach poszybowały do historycznych, niespotykanych wcześniej poziomów. Z analiz wynika, że ceny paliw mogą wzrosnąć do 6,20 zł za litr w scenariuszu optymistycznym do nawet 9,50 zł za litr w opcji skrajnie pesymistycznej.
Aby definitywnie przeciąć falę rynkowych spekulacji, zapytaliśmy Orlen o to, jak bliskowschodni konflikt wpłynie na dostępność i ostateczne koszty tankowania w naszym kraju.
Czy zabraknie paliwa? Koncern wyjaśnia strukturę dostaw
Największą obawą konsumentów w dobie zbrojnych eskalacji jest zawsze widmo pustych zbiorników i przymusowego unieruchomienia pojazdów. Warto jednak wyraźnie podkreślić, że sytuacja geopolityczna z 2022 roku, w której Europa była logistycznie, wręcz fizycznie uzależniona od rosyjskich rurociągów, drastycznie różni się od dzisiejszych uwarunkowań rynkowych. Przedstawiciele największego polskiego koncernu naftowego stawiają tę sprawę bardzo jasno.
"ORLEN na bieżąco monitoruje sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie oraz jej potencjalny wpływ na rynki surowców energetycznych. Na obecnym etapie nie identyfikujemy zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw ani dla funkcjonowania infrastruktury produkcyjnej i logistycznej Grupy ORLEN, ponieważ ORLEN nie sprowadzał i nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz" – tłumaczy nam biuro prasowe spółki.
Iran a polskie stacje
Historyczne konflikty z Iranem i ich skutki cenowe.
Natychmiastowy skok ceny Brent o 4-5% (blisko 70 USD). Gdy odwet Iranu okazał się symboliczny, ceny wróciły do normy w ciągu kilkunastu dni.
Rosnąca „premia za ryzyko” wypchnęła ropę pod 90 USD. Po ograniczonym odwecie Izraela, który ominął infrastrukturę naftową, rynek odetchnął – cena spadła.
Klasyczny paradoks: Strach przed uderzeniem w terminale naftowe. Gdy zaatakowano tylko cele militarne, ceny na otwarciu giełd zanurkowały o 6%.
Około połowa ceny paliwa to stałe obciążenia (akcyza, VAT, opłaty). Nawet 10% skoku ceny surowca nie przekłada się na 10% wzrostu na dystrybutorze.
Podczas niepokojów kapitał ucieka do dolara. Jeśli złoty słabnie, paliwo drożeje w Polsce nawet jeśli ropa na giełdzie stoi w miejscu.
Zmiany z giełdy w Londynie potrzebują 1-2 tygodni, by dotrzeć na polskie pistolety. Krótkie paniki giełdowe często wygasają, zanim stacje zdążą zmienić cenniki.
Całkowity brak uzależnienia polskiej gospodarki od irańskiego surowca to efekt nie tylko wieloletnich, międzynarodowych sankcji nałożonych na Teheran, ale przede wszystkim gruntownej, konsekwentnie realizowanej przebudowy łańcuchów dostaw. Jak stanowczo zaznacza koncern, surowiec, który obecnie zasila i napędza krajowe rafinerie, sprowadzany jest z niezwykle zróżnicowanych, bezpiecznych kierunków.
"Grupa ORLEN dysponuje zdywersyfikowanym portfelem dostaw ropy naftowej. Surowiec trafiający do naszych rafinerii pochodzi z wielu kierunków świata, m.in. z basenu Morza Śródziemnego, Afryki Północnej i Zachodniej, Skandynawii, obu Ameryk oraz z krajowego wydobycia. Znaczną część zapotrzebowania pokrywają długoterminowe kontrakty z renomowanymi partnerami, a pozostałe wolumeny uzupełniane są zakupami spotowymi" – precyzują przedstawiciele firmy, zauważając, że tak skonstruowana struktura zaopatrzenia potężnie zwiększa elastyczność i drastycznie ogranicza wpływ lokalnych napięć na działalność operacyjną.
Nawet w skrajnie negatywnym przypadku, gdyby globalny konflikt doprowadził do przejściowych zakłóceń w handlu międzynarodowym na morzach, polski rynek detaliczny jest rygorystycznie chroniony. Orlen zapewnia, że "krajowy system zabezpieczenia rynku, w tym zapasy obowiązkowe i strategiczne, stanowi istotny bufor bezpieczeństwa", co z perspektywy zwykłego konsumenta ostatecznie wyklucza scenariusz fizycznego braku paliw w dystrybutorach.
Co z cenami? Matematyka giełdowa a polskie pylony
Nawet jeśli mamy absolutną pewność, że paliwa w Polsce nie zabraknie, kierowców wciąż słusznie niepokoi kwestia potencjalnej drożyzny. Mechanizm funkcjonowania rynków surowcowych jest matematycznie wręcz bezlitosny: ostateczny koszt tankowania w Polsce to w dużym uproszczeniu iloczyn giełdowej ceny baryłki ropy naftowej oraz bieżącego kursu dolara amerykańskiego, w którym rozliczane są gigantyczne, międzynarodowe transakcje.
Biorąc pod uwagę fakt, że baryłka ropy Brent gwałtownie podrożała (nawet o 13% na otwarciu giełd), a za dolara trzeba już zapłacić w okolicach 3,60 zł, rynkowa presja na podwyżki stała się faktem. Orlen stara się jednak racjonalnie studzić te emocje, przypominając, że droga od giełdowego parkietu do fiskalnego paragonu jest długa, zawiła i pełna amortyzujących zmiennych.
"Ewentualne zmiany cen ropy naftowej na rynkach światowych nie przekładają się automatycznie ani natychmiast na ceny paliw na stacjach. Na ich poziom wpływa jednocześnie wiele czynników, w tym notowania gotowych produktów paliwowych, kursy walut, koszty produkcji i logistyki, obciążenia fiskalne oraz sytuacja konkurencyjna na rynku krajowym" – wyjaśnia nam Orlen.
Rakieta i pióro
Dlaczego ceny na stacjach rosną szybciej, niż spadają?
Faza wzrostu: „Rakieta”
Gdy ropa na rynkach gwałtownie drożeje (np. z powodu konfliktów), reakcja dystrybutorów jest niemal natychmiastowa.
Faza spadku: „Pióro”
Gdy kryzys mija, a surowiec tanieje, cenniki reagują bardzo niespiesznie.
Dlaczego tak się dzieje?
Ekonomiści i koncerny paliwowe wskazują na konkretne mechanizmy rynkowe stojące za tym zjawiskiem.
W praktyce pozwala to operatorom na „odrobienie” strat z okresów wysokiej zmienności.
Z powyższego stanowiska wynika wprost, że krótkotrwałe, napędzane strachem wahania na azjatyckich czy nowojorskich rynkach finansowych nie muszą od razu, z dnia na dzień, wymuszać rewolucyjnej aktualizacji cenników detalicznych w naszym kraju.
Eksperci ekonomiczni i rynkowi analitycy zwracają przy tej okazji uwagę na jeszcze jeden, krytycznie ważny aspekt psychologiczny: paniczne robienie zapasów w kanistrach jest obecnie działaniem całkowicie nieracjonalnym. Tego typu zachowania, wynikające wyłącznie z niepotrzebnego strachu tłumu, mogą w krótkim czasie sztucznie wygenerować kolejki i dać właścicielom prywatnych stacji idealny pretekst do podnoszenia swoich marż, podczas gdy państwowe fundamenty zaopatrzeniowe pozostają całkowicie nienaruszone.
Źródło: Orlen/Michał Tomaszkiewicz
- Styczniowe zamieszanie w portfelu singla. Podwyżka minimalnej minimalnie za mała
- 2000 zł pękło. Rodziny wygrały bitwę z cenami, ale przegrały wojnę
- Święta, święta i nie po świętach. Ceny w styczniu łaskawsze dla emerytów