Błąd "dla pokoju". Jak Amerykanie pomogli stworzyć irański program nuklearny

W 2026 roku USA wraz z Izraelem podjęły kolejną wojskową próbę zniszczenia irańskiego reżimu i ponownie w centrum konfliktu znalazły się obiekty nuklearne. To częściowo ta sama infrastruktura, którą Iranowi podarowali kiedyś Amerykanie - i która dziś spędza im sen z powiek.

2026-03-04, 07:00

Błąd "dla pokoju". Jak Amerykanie pomogli stworzyć irański program nuklearny
Widok budynków reaktora badawczego w Teheranie, który dziś jest swoistym pomnikiem dawnej współpracy irańsko-amerykańskiej w dziedzinie technologii nuklearnych. Foto: Nur Photo/East News

Narodziny programu "Atom dla pokoju"

Po atomowym bombardowaniu Hiroszimy i Nagasaki w 1945 roku dla wszystkich było jasne, że nasz świat nigdy nie będzie taki sam, jak wcześniej. Potęga broni jądrowej uświadomiła rządom wielu państw, że wojna nuklearna nie jest już przedmiotem fantazji, a zaczyna zmieniać się w realne zagrożenie dla całego globu - szczególnie w chwili, gdy USA utraciły monopol na posiadanie pocisków atomowych.

Obawom towarzyszyła jednak nadzieja. Technologie jądrowe wykorzystane w pokojowych celach mogły wpłynąć na poprawę codziennego życia każdego człowieka. To przekonanie przyświecało Dwightowi Eisenhowerowi, który, obejmując w 1953 roku urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, wyszedł z inicjatywą znaną jako "Atom dla pokoju" (ang. Atoms for Peace).

Była to ryzykowna próba znalezienia złotego środka między wojną a pokojem oraz między tajemnicą państwową a obywatelską przejrzystością.

Eisenhower - w obliczu zdobycia przez ZSRR własnej broni jądrowej - uznawał, że z względów bezpieczeństwa należy rozbudować amerykański arsenał nuklearny, a jednocześnie podkreślał rolę pokojowego wykorzystania materiałów rozszczepialnych. Broniąc prawa armii do zachowania tajności, był zarazem orędownikiem międzynarodowej współpracy w zakresie cywilnych badań nad technologią atomową.

Początki nuklearnego Iranu

Jednym z krajów, które dołączyły do programu "Atom dla pokoju", był Iran, wówczas rządzony przez szacha Mohammada Rezę Pahlawiego, który modernizował kraj w stylu zachodnim i starał się o jak najściślejsze stosunki z USA. Już w 1957 roku Irańczycy podpisali z Amerykanami "umowę o współpracy w zakresie badań nad pokojowym wykorzystaniem energii atomowej".

Wszyscy byli zadowoleni - Pahlavi zdobył najnowocześniejszą technologię i zacieśnił więzi z Zachodem, Amerykanie uzyskali jeszcze więcej wpływów w regionie.

Natychmiast wysłano do Massachusetts Institute of Technology w USA najzdolniejszych młodych irańskich naukowców - nie tylko mężczyzn, lecz także kobiety, które stanowić miały jedną czwartą personelu programu nuklearnego. Amerykanie dostarczyli Centrum Badań Jądrowych w Teheranie zasilany wzbogaconym uranem reaktor badawczy o mocy 5 megawatów, który w 1967 roku osiągnął stan krytyczny i zaczął służyć irańskim badaczom.'

Pierwsze niepokoje

To był dopiero wstęp. Ambitny szach szybko zaczął snuć marzenia o atomowej potędze Iranu. W kolejnej dekadzie rozpisał plan rozwoju sektora jądrowego, który zakładał budowę 23 elektrowni do 2000 roku. Nawiązał też współpracę z krajami Europy Zachodniej, które rozpoczęły budowę kolejnych reaktorów w Iranie. Zaczął być zuchwały. Coraz częściej w jego wypowiedziach pojawiały się zdania o irańskiej suwerenności nuklearnej.

Wprawdzie Iran był jednym z pierwszych sygnatariuszy układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej z 1970 roku, ale działania Pahlaviego sprawiły, że Amerykanie zaczęli być wobec niego nieufni. Mimo wszystko współpraca trwała. Dopiero w 1978 roku administracja niedawno wybranego prezydenta Jimmy'ego Cartera zaniepokoiła się na tyle, że domagała się zmiany kontraktu na zakup przez Iran ośmiu amerykańskich reaktorów.

W nowej umowie miały zostać zawarte klauzule, które jednoznacznie zabraniały Iranowi przetwarzanie bez zgody USA paliwa w reaktorach w sposób, który mógłby posłużyć do produkcji substancji wykorzystywanej w broni atomowej. Realizacja umowy nigdy nie doszła jednak do skutku. W 1979 roku rewolucja islamska obaliła szacha Pahlaviego i na zawsze zerwała relacje łączące Iran z Ameryką.

Islamskie zagrożenie atomowe

Początkowo nowo powstały reżim ajatollaha Chomejniego nie był zainteresowany kosztownym i wdrożonym przez znienawidzony Zachód programem nuklearnym. Przywódca Islamskiej Republiki Iranu uważał tę technologię za narzędzie wrogiego wpływu. Zdanie zmienił dopiero po krwawej i wyczerpującej wojnie iracko-irańskiej (1980-1988).

Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku Iran zakupił od pakistańskiego naukowca Abdula Qadeera Khana części do budowy wirówek do wzbogacania uranu - czyli doprowadzania materiału rozszczepialnego do takiego poziomu czystości, który daje możliwość tworzenia broni atomowej. Sam Pakistan - kiedyś także beneficjent "Atomu dla pokoju" - utrzymuje, że nie miał nic wspólnego z transakcją.

To właśnie w tym momencie irański program nuklearny, który pod skrzydłami Amerykanów rozpoczął się jako przedsięwzięcie pokojowe, stał się zarzewiem globalnego kryzysu. Rozwijany w tajemnicy przez islamistów postrzegany jest - głównie przez USA oraz Izrael - jako potencjalne zagrożenie ich bezpieczeństwa w przyszłości.

To właśnie jest jedna z przyczyn kolejnych prób obalenia reżimu irańskiego. Amerykanie zdają sobie przy tym sprawę, że w ich przypadku to także usiłowanie spóźnionego naprawienia błędów z przeszłości, błędów dość wstydliwych, bo ukazujących skalę zachodniej naiwności i krótkowzroczności.

Źródło: Polskie Radio/Michał Czyżewski

Polecane

Wróć do strony głównej