"Tłumaczymy dzieciom, że jest wojna". Izraelczycy mówią o rosnącym niepokoju

W obliczu nasilonych uderzeń Iranu, w Izraelu rośnie obawa przed uderzeniem. Specjalny wysłannik Polskiego Radia Tomasz Sajewicz, który obecnie znajduje się w Jodfat (30 km od granicy z Libanem) rozmawiał z Izraelczykami o ich codziennym życiu w strefie wojny. 

Tomasz Sajewicz

Tomasz Sajewicz

2026-03-09, 15:39

"Tłumaczymy dzieciom, że jest wojna". Izraelczycy mówią o rosnącym niepokoju
Skutki irańskiego ataku na Bene Berak. Foto: Reuetrs

Iran nasila ataki na Izrael. "Nie można iść do pracy" 

Nasiliły się ataki na północny Izrael. Władze tego kraju poinformowały o jednej ofierze śmiertelnej i dwóch rannych. W północnej części kraju od północy alarmy obrony powietrznej włączają się regularnie co kilkadziesiąt minut. 

Moran jest sekretarzem wsi Jodfat, w której mieszka kilkaset osób. Jej życie, tak jak i wielu Izraelczyków przeniosło się do "mamadu" - jak nazywane są tam bezpieczne pomieszczenia w każdym domu. - Nie można iść do pracy. Cały czas zajmujemy się dziećmi - mówiła Polskiemu Radiu. Dodała, że do takiej sytuacji nie można się przyzwyczaić.

Izraelczycy zaprzestali codziennych czynności

- Dzieci muszą wychodzić na podwórko, muszą spotykać się z innymi dziećmi. Teraz tego nie mogą robić - wyjaśniła. Szkoły w Izraelu są zamknięte, a to oznacza, że ona i jej mąż oprócz pracy zajmują się dwójką dzieci. Rodzice tłumaczą najmłodszym, co się dzieje wokół nich. - Tłumaczymy, że jest wojna. Że źli ludzie nie chcą, abyśmy żyli. Że kiedy jest alarm, trzeba iść do mamamdu. I mówimy im przede wszystkim, że my też się boimy - dodała Moran.

Czytaj także: 

Źródła: Polskie Radio/Tomasz Sajewicz/JL 

Polecane

Wróć do strony głównej