"Nie przyznaję się". Sebastian M. zaczął zeznawać
Sebastian M. złożył wyjaśnienia przed piotrkowskim Sądem Rejonowym ws. tragicznego wypadku na A1 we wrześniu 2023 r. Nie przyznał się do winy. Oświadczył, że nie wierzy w rzetelne i bezstronne działania prokuratury.
2026-03-12, 12:00
Sebastian M.: nie wiem dokładnie, co wtedy się stało
Sebastian M. jest oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na A1 pod Piotrkowem, w którym zginęła trzyosobowa rodzina ze Śląska. Jak ustalili biegli, mężczyzna miał jechać swoim BMW ponad 300 kilometrów na godzinę. Grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Podczas posiedzenia sądu M. oświadczył, że odpowie jedynie na pytania sądu i jego obrońcy. Stwierdził, że na początku procesu "nie widział żadnej możliwości, by złożyć wyjaśnienia" - cytuje tvn24.pl. - Miałem głębokie poczucie, że jeżeli zacznę mówić coś, co nie potwierdza w narracji aktu oskarżenia, nikt mi nie uwierzy, a swoją rodzinę narażę na jeszcze większą nienawiść społeczną - stwierdził.
M. przyznał, że rozważał dobrowolne poddanie się karze, natomiast nie uważa, by spowodował tę tragedię. Nie chciał też, jak tłumaczył, mówić o wypadku na A1 "widząc rozpacz rodzin jego ofiar". Dodał, że współczuje bliskim zabitych i że zdecydował się na mediację, bo chciał jak najszybciej zakończyć tę sprawę. - Nawet kosztem świadomości, że być może zostanę skazany za coś czego, w mojej ocenie, nie zrobiłem - zeznawał.
Mężczyzna mówił w sądzie, że składa wyjaśnienia dopiero teraz, bo czekał, aż jego słowa będą mogły zostać potwierdzone przez materiał dowodowy. Stwierdził, że "dokładnie nie wie", co wydarzyło się we wrześniu 2023 r. Zapewnił, że nie jechał z prędkością zbliżoną do 300 km/h. Ponadto M. uważa, że nie stracił panowania nad samochodem, nie zjechał na środkowy pas, a także nie uderzył w Kię, w której jechała trzyosobowa rodzina i nie doprowadził do "tej strasznej tragedii".
Pełnomocnik rodziny ofiar: nie spodziewam się skruchy Sebastiana M.
- W aucie była cisza, kiedy samochód się zatrzymał byłem w strasznym szoku. Nie widziałem, co się stało. Nie widziałem też, co z tym drugim samochodem - cytuje słowa oskarżonego tvn24.pl. Sebastian M. dodał, że jego pojazd, wyposażony w specjalny system powiadamiania, automatycznie zadzwonił na numer alarmowy. Wówczas podał informację o wypadku. Później miał zacząć udzielać pierwszej pomocy pasażerom w swoim samochodzie.
Jak zeznał, sam został z jednym z poszkodowanych w jego BMW, a drugiemu pasażerowi dał gaśnicę, by ten podbiegł do Kii i zaczął ją gasić. Już wówczas pojawili się tam inni kierowcy, którzy próbowali udzielić pomocy ofiarom.
Prowadzący BMW Sebastian M. po wypadku wyjechał z Polski, zanim prokurator zdołał go przesłuchać. Przez Niemcy i Turcję przedostał się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie przebywał do maja 2025 r. Wtedy został sprowadzony do Polski na mocy umowy o ekstradycji. Od tego czasu decyzją sądu w Piotrkowie Trybunalskim Sebastian M. przebywa w areszcie tymczasowym. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.
Przed dzisiejszą rozprawą głos zabrał pełnomocnik rodzin ofiar mecenas Łukasz Kowalski. - Nie spodziewam się żadnej skruchy, zmiany stanowiska - przyznał. Stwierdził, że M. będzie "walczył do końca, szedł po trupach, dosłownie, do celu". Wyraził nadzieję, że wyrok będzie zgodny z oczekiwaniami oskarżyciela publicznego i posiłkowego.
- Śmierć rodziny w wypadku na A1. Jest decyzja prokuratury ws. kierowcy bmw
- Tragedia na A1. Szokujące ustalenia. Bmw jechało co najmniej 253 km/h
- Śmierć rodziny na A1. Sebastian M. podważa dowody oskarżenia
Źródła: tvn24.pl/PAP/Polskie Radio