Koniec 13. i 14. emerytury? "To polityczny potworek i życie na kredyt"
W audycji Portfel Seniora w niedzielę 15 marca tematem był raport przygotowany przez Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) oraz Warsaw Enterprise Institute (WEI), dotyczący trudnej sytuacji budżetu państwa. Gośćmi Anny Grabowskiej byli Piotr Palutkiewicz, wiceprezes WEI, oraz dr Marcin Wojewódka, prezes Instytutu Emerytalnego.
2026-03-16, 10:34
Posłuchaj
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Raport o cięciach: Eksperci postulują likwidację 13. i 14. emerytury, co miałoby przynieść budżetowi państwa aż 32 miliardy złotych oszczędności, oraz powrót do podnoszenia wieku emerytalnego do 67 lat.
- Krytyka dodatków: Dr Marcin Wojewódka określa dodatkowe świadczenia mianem "potworka systemowego" i "kiełbasy wyborczej", argumentując, że niszczą one fundamentalną zasadę systemu ubezpieczeń, uzależniającą wysokość emerytury od wpłaconych składek.
- Koszty dla gospodarki: Piotr Palutkiewicz wylicza, że transfery socjalne odpowiadają w 40 proc. za drastyczny wzrost deficytu finansów publicznych; rezygnacja z nich długofalowo przyniosłaby wyższe PKB, wzrost płac i w efekcie wyższe emerytury bazowe.
Dr Marcin Wojewódka: 13. i 14. emerytura to kiełbasa wyborcza psująca system
Dr Marcin Wojewódka stanowczo skrytykował funkcjonowanie tzw. trzynastek i czternastek, podkreślając, że w rzeczywistości wcale nie są one emeryturami, ponieważ nie wiążą się z okresem przepracowanym ani z odłożonymi składkami. Prezes Instytutu Emerytalnego przypomniał zasady umowy społecznej zawartej w Polsce trzy dekady temu.
- Musimy sobie jasno powiedzieć, że tak zwane trzynastki i czternastki to dodatkowe zasilenie ze środków publicznych, uzależnione wyłącznie od polityków. Systemowo to jest po prostu potworek i forma kiełbasy wyborczej, która zadomowiła się na każdym stole i nikt z rządzących nie ma odwagi jej zabrać – ocenił dr Wojewódka.
- Umówiliśmy się 30 lat temu, że wysokość emerytury będzie pochodną składek odprowadzonych w okresie aktywności zawodowej. Te wszystkie dodatkowe rozwiązania przewracają nam system ubezpieczeń – podsumował ekspert.
Czy podwyższenie wieku emerytalnego jest konieczne?
Analiza systemu emerytalnego: fakty, demografia i matematyka składek.
Najniższy wiek w Europie
Polska utrzymuje obecnie jeden z najniższych progów przejścia na emeryturę w całej Unii Europejskiej (60 lat dla kobiet, 65 dla mężczyzn).
Standardy te są porównywalne raczej z systemami państw wschodnioeuropejskich niż z zachodnimi gospodarkami, które od lat podnoszą wiek emerytalny w odpowiedzi na starzenie się społeczeństw.
Nieubłagana matematyka
System emerytalny to proste równanie czasu odkładania składek do czasu ich pobierania. Przy obecnych parametrach, bilans staje się niemożliwy do utrzymania.
Składka wynosząca nieco ponad 19% nie jest matematycznie w stanie wygenerować wysokich świadczeń przy pobieraniu ich przez ponad 1/4 całego życia.
Brak realnych alternatyw
Bez zmiany wieku emerytalnego, jedynym sposobem na uniknięcie głodowych świadczeń byłoby drastyczne obciążenie osób pracujących.
Taki scenariusz jest politycznie i ekonomicznie niemożliwy do zaakceptowania przez żadną stronę sporu.
Piotr Palutkiewicz (WEI): Gospodarka traci, a doraźna pomoc to iluzja
Piotr Palutkiewicz z Warsaw Enterprise Institute tłumaczył, że celem rygorystycznego raportu nie jest uderzenie w seniorów, ale uzdrowienie finansów publicznych, ponieważ państwo wydaje dziś znacznie więcej, niż zbiera w podatkach. Zaznaczył, że obsługa samego długu publicznego kosztuje już 2% PKB.
- Naszą intencją jest to, aby emeryci otrzymywali jak najwyższe świadczenia, a gospodarka rosła. Oczywiście, 13. i 14. emerytura pomaga doraźnie wielu seniorom, ale z punktu widzenia makroekonomicznego jest to instrument skrajnie nieefektywny – wyjaśnił Palutkiewicz.
Wiceprezes WEI przedstawił wyliczenia udowadniające, że polityka rozdawnictwa bezpośrednio hamuje rozwój kraju.
- Wdrożenie 13. i 14. emerytury oraz zatrzymanie podwyższania wieku emerytalnego doprowadziło do spadku wzrostu PKB o 7%. Gdyby nie te rozwiązania, gospodarka rozwijałaby się szybciej, rosłyby realne płace, a w konsekwencji emeryci wypracowaliby znacznie wyższe, stałe świadczenia. Dziś są uzależnieni od doraźnych zastrzyków gotówki od polityków – argumentował Palutkiewicz.
Dodał również, że transferowanie miliardów złotych do rąk seniorów traci sens, jeśli z powodu niedofinansowania państwa emeryci i tak muszą wydawać te pieniądze w prywatnych gabinetach lekarskich, by skrócić sobie kolejki.
Obaj eksperci byli zgodni, że w perspektywie zbliżających się wyborów żaden rząd nie zdecyduje się na racjonalne, lecz bolesne reformy, jednak obowiązkiem ekspertów jest uświadamianie społeczeństwa o skali problemu.
- Każdy obiad kosztuje. Dzisiejszy wzrost świadczeń to życie na kredyt i na koszt przyszłych pokoleń. To nasze dzieci i wnuki zapłacą za decyzje polityków, którzy kupują dziś głosy wyborców – podsumował stanowczo dr Wojewódka.
- Styczniowe zamieszanie w portfelu singla. Podwyżka minimalnej minimalnie za mała
- 2000 zł pękło. Rodziny wygrały bitwę z cenami, ale przegrały wojnę
- Święta, święta i nie po świętach. Ceny w styczniu łaskawsze dla emerytów
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Anna Grabowska
Opracowanie: Michał Tomaszkiewicz