Polacy boją się wysokich cen na Wielkanoc. Sklepy jeszcze bardziej

Już ponad 70% Polaków z niepokojem patrzy na ceny w sklepach, bojąc się ich gwałtownego wzrostu przez wojnę USA-Iran. Z takim samym niepokojem patrzą na ceny sklepy, obawiając się, że odstraszą one klientów od dużych świątecznych zakupów. Co w związku z tym planują?

2026-03-20, 08:59

Polacy boją się wysokich cen na Wielkanoc. Sklepy jeszcze bardziej
Pisanki. Foto: Piotr Mecik/East News

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • Aż 73% rodaków obawia się, że trwający na Bliskim Wschodzie konflikt zbrojny i wynikająca z niego presja kosztowa bezpośrednio podbiją ceny tegorocznych przygotowań do świąt.
  • Właściciele sieci handlowych, chcąc uniknąć rynkowej paniki i odpływu kupujących w kluczowym dla nich sezonie, prawdopodobnie wezmą na siebie część rosnących wydatków na logistykę, opóźniając głębsze podwyżki na czas poświąteczny.
  • Analitycy gospodarczy stanowczo ostrzegają przed masowym robieniem zapasów, ponieważ to właśnie nieracjonalne, paniczne zachowania konsumentów często dają handlowcom pretekst do podnoszenia marż i sztucznie napędzają spiralę drożyzny.


Z najnowszego badania zrealizowanego przez UCE RESEARCH oraz Shopfully Poland wynika, że aż 73% Polaków wyraża głębokie obawy o negatywny wpływ bliskowschodniego konfliktu na przedświąteczne cenniki w marketach. Zaledwie 14,3% ankietowanych zachowuje spokój i nie przewiduje drastycznych skoków cen, podczas gdy 12,7% nie ma w tej kwestii jednoznacznie wyrobionego zdania. Według ekspertów, ta powszechna nerwowość to pokłosie trudnych doświadczeń z minionych lat, które trwale wyczuliły społeczeństwo na globalne zawirowania przekładające się ostatecznie na wyższe paragony przy kasach.

Obawy te mają mocne fundamenty, ponieważ standardowe przedświąteczne podwyżki zwykle zamykają się w przedziale od 2 do 5%, jednak wojna i uderzenie w łańcuchy dostaw mogą znacząco pogorszyć te statystyki.

– W takim scenariuszu świąteczne podwyżki mogłyby być wyższe niż standardowo. Zamiast typowych kilku procent, wzrost cen w wybranych kategoriach mógłby sięgnąć około 5-8%, a w przypadku produktów szczególnie wrażliwych na koszty energii i transportu – nawet ok. 10%. Nie byłby to jednak efekt wyłącznie decyzji sieci handlowych. Raczej byłoby to konsekwencją wzrostu kosztów w całym łańcuchu dostaw – od producentów, przez logistykę, aż po handel detaliczny. Niemiej jednak uważam, że w tym roku przed świętami zaznamy standardowych wzrostów cen w sklepach, bo retailerzy nie będą chcieli dopuścić do tego, aby konsumenci się wystraszyli. Ceny mocnej mogą pójść w górę dopiero w kolejnych okresach – wyjaśnia Robert Biegaj z Shopfully Poland.

Słowa eksperta ujawniają bardzo sprytną strategię branży detalicznej. Same sklepy również boją się wizji szalejącej drożyzny, wiedząc, że umieszczenie na półkach towarów z szokująco wysokimi cenami skutecznie odstraszyłoby Polaków od robienia tradycyjnych, obfitych zakupów.

⏳ Pułapka „odroczonego zapłonu”

Dlaczego markety biorą na siebie drogi transport akurat teraz?

VS
Teraz: Przed Wielkanocą Inwestycja w klienta

Sklepy mrożą ceny, by przyciągnąć cię na duże zakupy.

Potem: Maj / Czerwiec Realne uderzenie

Cenniki zostaną urealnione o koszty logistyki.

Wielkie „żniwa” handlowe

Okres przedświąteczny to dla dyskontów czas najwyższych obrotów w całym kwartale. To teraz Polacy kupują najwięcej produktów premium, słodyczy i mięsa.

Gdyby sieci teraz podniosły ceny o 10%, Polacy drastycznie okroiliby świąteczne koszyki. Straty z mniejszego obrotu byłyby wyższe niż zysk z podwyżki.

Rezygnacja z marży jako wabik

Obecnie markety świadomie „wchłaniają” rosnące koszty paliwa i transportu z Bliskiego Wschodu.

To forma marketingu cenowego: utrzymanie wizerunku „najtańszego sklepu” jest kluczowe, byś to u nich zostawił pensję przed świętami.

Płacisz cenę sprzed kryzysu, ale to tylko czasowa tarcza ochronna postawiona przez sieć.

„Martwy sezon” w maju

Prawdziwe uderzenie inflacji logistycznej nadejdzie, gdy emocje opadną i minie szał zakupowy.

W tzw. „martwym sezonie” (koniec kwietnia i maj) markety zaczną po cichu wyrównywać swoje bilanse.

To wtedy na półki trafią towary wyprodukowane i dostarczone już po najwyższych stawkach, bez świątecznych „tarcz marżowych”.

W obawie przed utratą obrotów w szczycie świątecznej gorączki, sieci handlowe będą starały się za wszelką cenę zamortyzować ewentualny atak wyższych kosztów, bazując na długoterminowych kontraktach z dostawcami. Większych uderzeń w domowe budżety możemy spodziewać się dopiero wtedy, gdy po świętach handlowcy zaczną wyrównywać swoje poniesione straty marżowe.

Należy jednak liczyć się z tym, że niektóre sektory rynku będą bardziej podatne na wahania. Ewentualne, zauważalne podwyżki dotkną w pierwszej kolejności produktów najbardziej zależnych od skomplikowanej logistyki – importowanych słodyczy, asortymentu chłodniczego oraz droższych artykułów prezentowych ściąganych z zagranicy. W całkowicie innej, bezpiecznej sytuacji znajdują się towary od lokalnych dostawców, dla których krótkie łańcuchy dystrybucji stanowią tarczę ochronną przed globalnymi kosztami transportu morskiego i energii.

W świetle tych rynkowych manewrów, analitycy jednoznacznie apelują do klientów o zachowanie chłodnej głowy i rozwagi. Rzucenie się do dyskontów w celu kompulsywnego robienia potężnych zapasów niemal zawsze przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, generując sztuczne braki towarowe. Wystarczy przypomnieć sobie niedawne, owcze pędy po cukier czy masło, aby uświadomić sobie, że to właśnie irracjonalne decyzje tłumu same w sobie napędzają mechanizm błyskawicznych podwyżek.

Omawiane prognozy oparto na sondażu CAWI, który przeprowadzono na początku marca 2026 roku na celowej, liczącej 1008 osób próbie dorosłych Polaków.

Czytaj także:

Źródło: UCE Research/Shopfully Poland/Michał Tomaszkiewicz

Polecane

Wróć do strony głównej