Protesty "No Kings" przeciwko polityce Trumpa. Nawet 8 milionów uczestników
Miliony Amerykanów wyszły na ulice w ramach ogólnokrajowych protestów "No Kings", obejmujących tysiące miejscowości w całym kraju. Demonstranci wyrażali sprzeciw wobec polityki Donalda Trumpa, a ich działania spotkały się z ostrą reakcją Białego Domu.
2026-03-29, 07:09
Masowe protesty "No Kings" w USA. Miliony ludzi na ulicach
W sobotę 28 marca w Stanach Zjednoczonych odbyły się ogólnokrajowe protesty pod hasłem "No Kings", które zgromadziły uczestników w ponad 3 tys. miejscowości. Według organizatorów w demonstracjach mogło wziąć udział nawet 8 mln osób, co czyni je jednymi z największych mobilizacji społecznych w ostatnich latach.
Największa manifestacja miała miejsce w Minneapolis, gdzie wcześniej doszło do kontrowersyjnej operacji służb imigracyjnych zakończonej śmiercią dwóch demonstrantów. Na scenie wystąpili m.in. gubernator Tim Walz oraz senator Bernie Sanders, a także artyści, w tym Bruce Springsteen i Joan Baez. - Kiedy aspirujący dyktator w Białym Domu wysłał swoich niewyszkolonych, agresywnych bandytów, by wyrządzili szkody Minnesocie, to ty, Minnesoto, stanęłaś w obronie swoich sąsiadów, stanęłaś w obronie przyzwoitości, stanęłaś w obronie życzliwości - mówił Walz, nazywając Donalda Trumpa "pomarańczowym klaunem".
Postulaty i reakcja Białego Domu
Protesty odbyły się nie tylko w dużych miastach, takich jak Nowy Jork, Chicago i San Francisco, ale także w mniejszych miejscowościach. Demonstranci wyrażali sprzeciw wobec wielu kwestii - od wojny z Iranem, przez działania służb imigracyjnych, po zarzuty korupcji i relacje administracji Trumpa z Władimirem Putinem.
Na transparentach pojawiały się hasła takie jak "Powiedz nie Trumputinowi" oraz "Duma z kraju, wstyd za rząd". Uczestnicy podkreślali, że protesty są wyrazem sprzeciwu wobec obecnej sytuacji politycznej. - Jestem tu, bo chcę wyrazić, że to, co się dzieje w naszym kraju nie jest normalne. Nic z tego, co się dzieje, nie jest normalne - powiedziała jedna z uczestniczek. - I dobrze widzieć, że nie jestem w tym sama - dodała.
Demonstracje "No Kings" odbyły się również poza granicami USA, zaplanowano je w kilkunastu krajach, m.in. w Rzymie, Paryżu i Tokio. Biały Dom zbagatelizował jednak znaczenie protestów. "Jedyni ludzie, których interesują te sesje terapeutyczne ludzi cierpiących na zaburzenia na punkcie Trumpa, to reporterzy, którym płaci się za ich relacjonowanie" - napisała rzeczniczka administracji, Abigail Jackson.
- Trump grozi Kubie. "Udawajcie, że nic nie mówiłem"
- Broń dla Ukrainy pojechała na Bliski Wschód? Zełenski odpowiada Rubio
- Propaganda w prime time. Fala oburzenia po wywiadzie Ławrowa
Źródło: PAP/tw