Lany poniedziałek. "Wszyscy zmoczeni byli, jakby wyszli z jakiego potopu"
Poniedziałek Wielkanocny to dzień pełen ludowych obrzędów i zwyczajów. Najpopularniejszym z nich był i nadal jest śmigus-dyngus, polegający na polewaniu się wodą. Nazwa ta wywodzi się z języka niemieckiego, a sam zwyczaj korzeniami sięga czasów pogańskich.
2026-04-06, 08:00
Poniedziałek wielkanocny
Po okresie zadumy Wielkiego Postu i uroczystej Niedzieli Wielkanocnej nadchodził dzień pełen zabaw towarzyskich, szaleństwa i psot. Poniedziałek Wielkanocny obfituje w różne zwyczaje, często ograniczające się do danego regionu. Być może nie wszyscy wiedzą na czym polega chodzenie z kurkiem dyngusowy lub ogródkiem, czym jest Emaus albo jak wyglądają Dziady Śmigustne i Siuda-Baba.
Inaczej sprawa się ma z najpopularniejszym zwyczajem związanym z tym dniem, jakim jest śmigus-dyngus, nazywany dawniej też śmigurtem, śmigustem, dyngusem, polewanką czy dniem św. Lejka. To dzięki niemu drugi dzień świąt powszechnie określa się mianem lanego poniedziałku.
Pogańskie dyngowanie i kąpiel w stawie
Nazwa śmigus-dyngus powstała z połączenia dwóch zwyczajów: smagania panien witkami po nogach i oblewania ich wodą oraz "wykupywania się" jakimiś podarkami. Dyngus pochodzi od niemieckiego słowa "dingen", oznaczającego właśnie branie okupu, wykupywanie się. Większe problemy badaczom sprawia ustalenia pochodzenia słowa śmigus.
Sam zwyczaj polewania się wodą, praktykowany w trakcie najważniejszych świąt chrześcijańskich, wywodzi się jeszcze w czasów pogańskich. Obrzędy związane z wodą, czczoną na całym świecie, również przez Słowian, były formą oczyszczenia, miały zapewnić zdrowie, płodność, urodzaj. I jako takie były zwalczane przez Kościół.
Pierwsze wzmianki o dyngusie w Polsce to wydane przez duchowieństwo w XV wieku zakazy zabraniające "zwyczaju pogańskiego, co się zwie dyngus". Księżą mieli przestrzegać wiernych przed "dyngowaniem", czyli wymuszaniem podarków w drugi i trzeci dzień świąt wielkanocnych i zakazać "do wody ciągnąć". Rozporządzenia na niewiele się zdały.
Zwyczaj polewania się wodą w Lany Poniedziałek przetrwał do naszych czasów. Prowodyrami mokrej zabawy byli młodzieńcy, którzy obficie oblewali dziewczęta wodą za pomocą wiader i specjalnych sikawek. Niekiedy pławiono je również w stawach, sadzawkach czy korytach do pojenia bydła. Zabawa ta oczywiście miała charakter zalotny. Im dziewczyna była bardziej przemoczona, tym większą popularnością i "wzięciem" się cieszyła. Suche ubranie w lany poniedziałek nie było raczej dla dziewczyny powodem do radości.
"Śmigus", K. Żelechowski, ok. 1908 r. Fot. Cyfrowe MNW "Podłogi jak stawy wodą zalane"
Jędrzej Kitowicz, żyjący w XVIII wieku autor "Opisu obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III" pisał o dyngusie, że "była to swawola powszechna w całym kraju, tak między pospólstwem jako też między dystyngwowanymi". Zaznaczał, że w poniedziałek wielkanocny to mężczyźni oblewali kobiety, a we wtorek i kolejne dni kobiety brały rewanż.
Niektórzy amanci z wyższych sfer kropili damy delikatnie perfumowaną wodą po ręce lub dekolcie "małą jaką sikawką lub flaszeczką". Ci jednak, którzy wyżej stawiali dobrą zabawę niż maniery, "oblewali damy wodą prostą, chlustając garnkami, szklenicami, dużemi sikawkami, prosto w twarz lub od nóg do góry. A gdy się rozswawoliła kompanija, panowie i dworzanie, panie, panny, nie czekając dnia swego, lali jedni drugich wszelkiemi statkami, jakich dopaść mogli; hajducy i lokaje donosili cebrami wody, a kompanija dystyngwowana, czerpając od nich, goniła się i oblewała od stóp do głów tak, iż wszyscy zmoczeni byli, jakby wyszli z jakiego potopu. Stoły, stołki, kanapy, krzesła, łóżka, wszystko to było zmoczone, a podłogi jak stawy wodą zalane".
"Śmigus". W. Tetmajer, 1909 r. Fot. Cyfrowe MNW "Największa była rozkosz – pisał dalej Kitowicz – przydybać jaką damę w łóżku, to już ta nieboga musiała pływać w wodzie między poduszkami i pierzynami jak między bałwanami; przytrzymana albowiem od silnych mężczyzn, nie mogła się wyrwać z tego potopu; którego unikając, miały w pamięci damy w ten dzień wstawać jak najraniej albo też dobrze zatarasować pokoje sypialne".
Parobkowie wrzucali wiejskie dziewczyny do stawu lub rzeki albo "włożywszy w koryto przy studni, lali wodą póty, póki się im podobało". Na ulicach miast i wsi "młodzież obojej płci" czatowała z wiadrami i sikawkami, by oblać kogoś znajomego. Bywało, że przez przypadek ktoś "oblał inną jaką osobę słuszną i nieznajomą, czasem księdza, starca poważnego lub starą babę".
Takie zmoczenie – dokonane celowo lub niechcący – zwłaszcza w chłodny dzień, mogło negatywnie odbić się na zdrowiu. "Bywało nieraz, iż zlana wodą jak mysz osoba, a jeszcze w dzień zimny, dostała stąd febry" pisał Jędrzej Kitowicz i dodawał, że na to "bynajmniej nie zważano, byle się zadosyć stało powszechnemu zwyczajowi".
"Śmigus", J. Chełmoński. Reprodukcja w "Kłosach", 1886 r. Fot. Cyfrowe MNW Dyngus na sucho
Na Kujawach osobnym zwyczajem były tzw. przywoływki dyngusowe, które odbywały się w Niedzielę Wielkanocną i były zapowiedzią wydarzeń dnia następnego. Ze specjalnej platformy w środku wsi, z wysokiego drzewa lub dachu karczmy wygłaszano rymowane oracje na temat konkretnych dziewczyn z informacją ile wody się na nie poleje oraz kto i czym ją "wykupi".
W dawnej Polsce, np. na Mazowszu, znane było również tzw. chodzenie "po dyngusie". Zwyczaj ten można porównać z kolędowaniem w okresie Bożego Narodzenia. Młodzież i dzieci wędrowały od domu do domu, śpiewały pieśni wielkanocne, składały życzenia i prosiły o podarki. Niekiedy wiązało się to z oblewaniem wodą.
Lany poniedziałek na sucho obchodzono z kolei na ziemiach północnej i zachodniej Polski. Tam zamiast wiader, sikawek i garnców na arsenał świętujących składały się zielone gałązki i wierzbowe baty, którymi traktowano się nawzajem mniej lub bardziej dotkliwie. Był to tzw. śmigus zielony lub suchy.
Źródło: Polskie Radio/Tomasz Horsztyński
J. Kitowicz, Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III; Z. Gloger, Encyklopedia staropolska; B. Ogrodowska, Święta polskie. Tradycja i obyczaj, 1996.