Tajemnice akt Epsteina. Wyprzedzający ruch Melanii Trump?
Pierwsza Dama Melania Trump podczas wystąpienia w Białym Domu zaprzeczyła, aby łączyła ją relacja z Jeffreyem Epsteinem, skazanym za przestępstwa seksualne. - Nie pojawiło się nic takiego, co by mogło sprowokować to oświadczenie, zwłaszcza wczoraj. Coś może się pojawić, że Melania Trump postanowiła wyprzedzić takie rewelacje i wydać swoje oświadczenie - przyznała w Polskim Radiu 24 Magdalena Górnicka-Partyka, autorka podcastu "Stan Wyborczy - o polityce w Ameryce".
2026-04-10, 12:55
Najważniejsze informacje w skrócie:
- Melania Trump wydała oświadczenie, w którym zaprzeczyła doniesieniom o zażyłych relacjach z Epsteinem
- Magdalena Górnicka-Partyka uważa, że mogł to być wyprzedzający ruch ze strony Pierwszej Damy, bo niebawem mogą się pojawić kolejne rewelacje związane z aferą Epsteina
- Podkreśliła, że wciąż nie ujawniono milionów stron dokumentów i zdjęć dotyczących tej sprawy
Melania Trump w specjalnym oświadczeniu podkreśliła: "Nigdy nie przyjaźniłam się z Epsteinem. Donald i ja byliśmy od czasu do czasu zapraszani na te same przyjęcia, co Epstein, jako że przenikanie się kręgów towarzyskich jest zjawiskiem powszechnym w Nowym Jorku i Palm Beach. Aby była jasność: nigdy nie łączyła mnie żadna relacja z Epsteinem ani z jego partnerką Ghislaine Maxwell" - mówiła w Białym Domu.
Pierwsza Dama próbuje zdystansować się od sprawy Epsteina, a jednocześnie wzywa Kongres do zorganizowania publicznych przesłuchań, które umożliwiłyby jego ofiarom złożenie zeznań na Kapitolu. Jej apel o podjęcie działań bezpośrednio podważył bieżący przekaz płynący od Donalda Trumpa, ponownie kierując uwagę na sprawę Epsteina, która zaczęła już zanikać w dyskursie publicznym w cieniu konfliktu z Iranem. Prezydent Trump oraz jego najbliżsi współpracownicy starali się bagatelizować sprawę Epsteina i jego ofiar. Źródła stacji CNN na Kapitolu podkreślały zdziwienie oświadczeniem Pierwszej Damy, przyznając, że nie są pewne, co skłoniło żonę prezydenta do tak nietypowego wystąpienia, choć szybko zyskało ono poparcie i Republikanów, i Demokratów.
Miliony stron i zdjęć do ujawnienia?
Magdalena Górnicka-Partyka przyznała, że wystąpienie Melanii Trump jest zaskakujące. - Nie pojawiło się nic takiego, co by mogło sprowokować to oświadczenie, zwłaszcza wczoraj. Złośliwi mówią, że prawdopodobnie ten rozejm z Iranem nie idzie odpowiednio dobrze, więc Donald Trump powrócił do sprawy Epsteina. Natomiast sam amerykański prezydent powiedział, że on nic nie wiedział o oświadczeniu swojej żony. Oczywiście może być to sposób kontrolowania przekazu. Coś może się pojawić, że Melania Trump postanowiła wyprzedzić takie rewelacje i wydać swoje oświadczenie - przyznała autorka bloga "Stan Wyborczy - o polityce w Ameryce".
Górnicka-Partyka zwróciła uwagę, że nie wszystkie materiały dotyczące afery związanej z Jeffreyem Epsteinem ujrzały już światło dzienne. - Były bardzo jasne przekazy, że zostało jeszcze bardzo dużo, kolejne miliony stron, kolejne miliony zdjęć do publikacji. Miała w kwietniu zeznawać Pam Bondi, prokuratorka generalna, która przestała być członkinią administracji Donalda Trumpa, więc postanowiła, że się przed Kongresem nie pojawi. Pam Bondi jest chyba najbardziej kontrowersyjną postacią, jeśli chodzi o najbliższych współpracowników, już teraz byłych, Donalda Trumpa, którzy mogli coś nowego wnieść do sprawy. Więc wszystko wskazuje na to, że sprawa Epsteina, przykryta przez ostatnie tygodnie przez wojnę z Iranem, powróci i odegra ciągle ważną rolę w zbliżających się wyborach połówkowych, które odbędą się w listopadzie - tłumaczyła.
Pam Bondi "złożona w ofierze"
Gościni Polskiego Radia 24 wskazała, że Pam Bondi nie cieszyła się sympatią dużej części prawicowego elektoratu Donalda Trumpa. - Głównie dlatego, że to byli wyborcy, którzy domagali się pełnej transparentności, jeśli chodzi o sprawę Epsteina, a Pam Bondi w ich mniemaniu była taką osobą, która chciała to przykryć, chciała coś ukryć, chciała być może ochronić samego amerykańskiego prezydenta, bo mówiła na początku, że tam właściwie już nic nie ma, że nazwisko Donalda Trumpa się nie pojawia. A jak później te dokumenty zostały opublikowane, to faktycznie nazwisko Donalda Trumpa się w tych dokumentach pojawiało i to wiele razy. Więc pod tym względem ona budziła bardzo dużą nieufność wśród prawicowych wyborców. I Donald Trump nie chciał jej odwołać, mimo że tego domagali się właśnie członkowie ruchu MAGA, ale w końcu złożył ją w ofierze tym wyborcom, którzy byli rozczarowani także interwencją w Iranie - powiedziała.
Górnicka-Partyka tłumaczyła, że "Donald Trump, dymisjonując Pam Bondi, być może chciał trochę ich udobruchać". - Chciał, żeby oni wrócili, stanęli znowu za nim, bo Donald Trump tych głosów potrzebuje przed wyborami do Kongresu, żeby Republikanie nie stracili większości w obu izbach - zauważyła.
- Na wojnie USA z Iranem najbardziej zarobiły USA, Rosja i Iran. Kto korzysta na drogiej ropie?
- Jedenaście krajów było za, dwa mocarstwa powiedziały "nie". Chodzi o cieśninę Ormuz
- Węgry współpracują z Rosją? KE chce pilnych wyjaśnień
Źródło: Polskie Radio 24
Prowadząca: Małgorzata Żochowska
Opracowanie: Paweł Michalak